Premier już dawno powinien zwiększyć pensje dla urzędników, bo ostatnio na każdym kroku stykam się z ich całkowitą indolencją, brakiem odpowiedzialności i kompetencji. Wygląda na to, że urzędnicze posady obejmują ci, którzy albo nie potrafią albo nie chcą realizować się tam, gdzie wynagrodzenia i satysfakcja z pracy jest wyższa. Absolwenci studiów ekonomicznych, prawniczych czy menedżerskich uciekają do prywatnego sektora, a budżetówce pozostają kadrowe odpady.
Dwa bardzo aktualne przykłady. Urzędnik białostockiego magistratu, uzasadniając uciążliwe warunki zakwaterowania osób z wyrokami eksmisji stwierdza, że warunki te z założenia powinny być uciążliwe, aby osoby te "zrozumiały" swoje nieobywatelskie postępowanie. Oto władza samorządowa bierze na siebie ciężar wychowywania obywateli! Okazuje się, że poprawianie codziennego bytu mieszkańców miasta to za mało i nalezy również tych niepokornych sprowadzać na dobrą drogę, pouczać, karcić i oczekiwać na skruchę. Horror!
Drugi przykład urzędniczej małorozsądkowości to wypowiedź dyrektora Książnicy Podlaskiej, Leończuka Jana. Użytkownicy tej publicznej biblioteki skarżą się na brak wielu pozycji, do których - jako płacący podatki obywatele dużego wojewódzkiego miasta - powinni mieć dostęp. Dziennikarz słusznie zauważa, że każdy obywatel ma prawo zgłosić dyrekcji Książnicy, że chciałby, aby biblioteka zakupiła określony tytuł i sugeruje, że dyrekcja powinna o takim prawie poinformować, odpowiadając w ten sposób na skargi. Leończuk Jan bez zastanowienia odpowiada: "Czytelnicy sami potrafią sobie poradzić, a wywieszanie czegoś takiego kojarzyłoby się z poprzednim ustrojem". W jakim sensie informowanie czytelników o ich prawach ma się kojarzyć z PRL-em? I czy rzeczywiście to takie trudne i uwłaczające "urzędniczej godności" - odpowiedzieć na skargi użytkowników biblioteki kartką z informacją o możliwości składania zapotrzebowania na książki? I, w końcu, dlaczego o tym, jakie książki zakupuje Książnica ma decydować mało rozgarnięty urzędnik, skoro każda taka decyzja to kilka groszy z kieszeni każdego podatnika. Gdyby podatnicy nie zgłaszali prentensji, to pół biedy, ale skoro zgłaszają, to zwykłym obowiązkiem Leończuka Jana jest wysłuchanie skarg swoich chlebodawców.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)