Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
78
BLOG

Bazar z ludzką twarzą

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Polityka Obserwuj notkę 2
Niedawno z centrum Białegostoku zniknął wielki bazar, na którym mieszkańcy miasta, poza przysłowiowymi "mydłem i powidłem" mogli zaopatrywać się we wszelki asortyment niezbędny do godnego, miejskiego życia. "Turyści" zza wschodniej granicy sprzedawali tam tani alkohol i papierosy, wiecznie uśmiechnięta pani Helenka miała zawsze świeże warzywa, a miłośnicy lektury mogli nabyć przeterminowane numery "Życia na szczycie" i "Gali" za przysłowiową złotówkę.
 
Nowe władze miasta zdecydowały niedawno o likwiadcji bazaru, wymówiły umowy kupcom i w tej chwili Plac Inwalidów czeka na inwestora, który zdecydowałby się postawić tu galerię handlową. Co prawda, w pierwszym przetargu cena wywoławcza okazała się zbyt wysoka, jednak należy oczekiwać, że w końcu znajdzie się chętny na atrakcyjny kawałek ziemi w samym centrum  liczącego trzysta tysięcy mieszkańców miasta.
 
Nie dziwi mnie, że przeciwko likwidacji bazaru protestowali tamtejsi kupcy, dla których to miejsce stanowiło często jedyne źródło utrzymania. Nie dziwi też rozżalenie okolicznych mieszkańców, którzy mogli bez fatygi zaopatrzyć się w co dusza zapragnie. Jednak negatywny stosunek do ewidentnej decyzji porządkującej przestrzeń w centrum Białegostoku dziwi mnie całkowicie.
 
W Białymstoku mówi się często o lokalnej specyfice, kolorycie, białostockiej niepowtarzalności, których symbolami są właśnie bazar na Jurowieckiej oraz zdegradowana, niebezpieczna o zmroku ulica Młynowa - ciąg przedwojennych, drewnianych domostw, które już przed wojną przeznaczone były do rozbiórki. Miejsca te mają prawdopodobnie swój urok, ale tylko wtedy, kiedy odwiedza się je co najwyżej raz na rok. Konia z rzędem temu, kto chciałby na Młynowej zamieszkać, albo temu, kto zdecydowałby się tam sprzedawać pietruszkę, rezygnując z wygodnego mieszkania w bloku i posady dziennikarza, pisarza, naukowca.
 
Mniej więcej taki ton przyświeca notce na blogu Jarosława Sołomachy, bialostockiego dziennikarza "Kuriera Porannego". Dziennikarz broni bazaru właśnie za jego typowo "białostocki" sznyt, za niepowtarzalność, która - dziwnym trafem - w Białymstoku musi być uznana ex definitione za zaletę. To, co niespotykane nigdzie indziej, wcale nie musi być powodem do dumy. Śląsk jest jedynym miejsce w Polsce, gdzie z nieba spada kopalniany pył, ale czy to jest powód do dumy? Podobnie, czy Białystok z przaśnym, skleconym z blachy, papieru, folii i czego tam jeszcze, bazarem, powinien uważać go za coś, czego warto bronić?
 
Pomijam już całkowicie moim zdaniem chybione sformułowanie Sołomachy o tym, że bazar na Jurowieckiej był wyrazem kapitalizmu o ludzkiej twarzy. Bazar jest destylatem kapitalizmu jako takiego. Nie sądzę, aby kapitalizmowi potrzebna była ludzka twarz, a znane z historii próby nadania ludzkiej twarzy socjalizmowi traktować należy jako desperacką próbę usprawiedliwiania jego immanentnych antynomii.
 
Bazar na Jurowieckiej został zlikwidowany dokładnie z tego samego powodu, z jakiego wielu handlarzy tego bazaru wycofywało się z interesu, nie potrafiąc sprostać ostrej konkurencji między działającymi tam sprzedawcami.  Właściciel terenu - w tym przypadku miasto - zdecydowało, że plac może przynosić zyski wyższe od obecnych. Czy miało rację - czas pokaże. A kupcy - kapitaliści z kapitalistyczną twarzą - na pewno sobie poradzą, skoro przetrwali na tak trudnym terenie jak bazar na Jurowieckiej.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka