Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
64
BLOG

Zła kohabitacja?

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Polityka Obserwuj notkę 4

To, sprawa, nad którą wszyscy zastanawiają się od roku - kto zwycięży w tym nieustającym konflikcie premier-prezydent, vide - kto wygra wybory prezydenckie w 2010 roku? Powszechnie uważa się że brak porozumienia obu panów i ich ekip nie sprzyja Polsce. Jednak, jeśli przyjrzeć się sprawie bliżej, sprawa nie wygląda aż tak źle.

Po pierwsze bowiem, wykształcił nam się w Polsce, zupełnie niespodziewanie, system dwupartyjny. Niezależnie od tego, czy to korzystne dla naszej polityki, czy nie, nasza dwupartyjność jest, by tak się wyrazić, specyficzna. Obie siły, które zdominowały scenę polityczną w Polsce nie dość, że wywodzą się z tego samego, posierpniowego obozu, to w gruncie rzeczy programowo w niewielkim stopniu się różnią. Dlatego ciągłe napięcie między premierem z PO a prezydentem związanym z PiS może w długim okresie wyostrzyć liberalizm Platformy i zradykalizować konserwatyzm PiS. Nie da się bowiem walczyć zbyt długo o ten sam elektorat - to wyniszczające.

Po drugie, poza wynikającymi z ułomnych przepisów konstytucyjnych trudnościach w polityce zagranicznej nie widać, aby różnice na linii premier-prezydent miały charakter destrukcyjny. Prezydent pełni w gruncie rzeczy całkiem rozsądną rolę arbitra poczynań rządu. Oczywiście na płaszczyźnie merytorycznej, bo - co powszechnie wiadomo - swojej roli nie potrafi opakować w atrakcyjny dla społeczeństwa sposób.

Po trzecie, wydaje się bardzo prawdopodobne, że w obliczu sprawnej wizerunkowo polityki rządu, Prawo i Sprawiedliwość nie będzie miało wyboru i zdecyduje się na wyraźny lewicowy zwrot. Już teraz istnieją chodzą słuchy o taktycznej koalicji PiS z SLD. Zachowawczy i antyliberalny ton, jaki nadał swojej partii Napieralski, jest miłą dla uszu Kaczyńskich melodią i prawdopodobnie jedyną, która da im szanse na rządzenie w przyszłości. Koalicja konserwatystów z lewicowcami nie jest więc tylko merytorycznie uzasadniona, ale również do pewnego stopnia konieczna. Są grupy, do których i PiS i SLD mogą się odwoływać wspólnie: emeryci, związkowcy, działkowicze itp.

Dzięki tarciu prezydent-premier, zarówno jeden, jak i drugi zrozumieją w końcu, że mżonki o tych samych korzeniach i możliwości porozumienia są tylko mżonkami. Platforma, po okrzepnięciu na zbudowanym poparciu, pozostanie partią prawicowo-centrową o bardziej liberalnym rysie, a PiS przesunie się na konserwatywne, antyliberalne pozycje, zdecydowanie bardziej na lewo niż jest obecnie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka