Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
674
BLOG

Tramwajem do domu dziecka - Henryka Krzywonos w Krytyce Politycz

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Polityka Obserwuj notkę 0

Należy przyznać, że Krytyka Polityczna sprawdza się wyśmienicie na dwóch polach. Pierwsze to znakomite wydawnictwo, drugie – wywiady publikowane od pewnego czasu na łamach pisma. Zaczęło się od niezwykle ważnej rozmowy z Aleksandrem Kwaśniewskim. Zręczne prowadzenie opowieści przez Sławomira Sierakowskiego umożliwiło odsłonięcie wieloletniej polityki postkomunistycznej lewicy w Polsce. Sierakowskiemu udało się w szczególności skłonić Kwaśniewskiego do przyznania, iż w imię „wyższych racji”, takich jak wejście Polski do Unii Europejskiej, lewica postkomunistyczna zrezygnowała z większości swojej lewicowości, rozpływając się w bezpłciowej polityce „trzeciej drogi” Tonego Blaira.

Sierakowski jest dobrym dyskutantem, bo wie, kiedy może rozmówcę przycisnąć, a kiedy pozwolić mu płynąć własnym flowem. Tą drugą strategię przyjął w rozmowie z Henryką Krzywonos, bohaterką sierpnia’80, w najnowszym numerze Krytyki Politycznej. Szczerze dziwię się i jestem pozytywnie zaskoczony lekturą tego wywiadu, ponieważ pokazuje i afirmuje on postać absolutnie odległą od wizerunku nowoczesnego lewicowca kreowanego przez Krytykę Polityczną. A że wizerunek ten nie tylko jest mi odległy, co  również uważam za chybiony, tym większą radość sprawiła mi lektura tego, co o sobie opowiada Sierakowskiemu Henryka Krzywonos.

Urodzona w więzieniu, bo ciężarna matka nie chciała wydać ojca, który był w więzieniu i uciekł […]. Siedział, bo wmieszał się trochę w politykę, ale za co siedział, nie mam zielonego pojęciaHenryka Krzywonos wychowała się w bardzo tradycyjnej robotniczej rodzinie: bardzo antykomunistycznej, ale i antysemickiej. Na początku lat siedemdziesiątych zostaje motorniczą i wozi ludzi zdezelowanymi pojazdami po ulicach Gdańska.

W lipcu 1980 roku, kiedy Wałęsa ogłasza koniec strajku w stoczni i porozumienie z dyrekcją, Henryka Krzywonos zatrzymuje tramwaj w samym centrum Gdańska, po czym udaje się do stoczni i przekonuje Wałęsę o konieczności kontynuowania protestu. Prawdopodobnie pod wpływem groźby oskarżenia o zdradę, Wałęsa wraca do stoczni i kontynuuje strajk, który kończy podpisanie Porozumień Sierpniowych i zalegalizowanie Solidarności. Krzywonos wchodzi w skład Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, jednak w latach osiemdziesiątych stopniowo odchodzi w cień „wielkiej polityki”, by po roku 1989 całkowicie odejść w zapomnienie. Stawia czoło chorobie nowotworowej, całe dojrzałe życie poświęca wychowywaniu adoptowanych dzieci, obecnie prowadząc rodzinny dom dziecka.

Szczególne wrażenie robi postawa Henryki Krzywonos wobec dawnych styropianowych przyjaciół, którzy po osiemdziesiątym dziewiątym robotnicze łachmany zamienili na marynarki od Hugo Bossa. Krzywonos zachowuje tu umiarkowanie godne mistrza Zen. Skarżąc się na bezduszność urzędników utrudniającym jej prowadzenie domu dziecka nie unika ciężkich sformułowań, lecz kiedy Sierakowski pyta o Wałęsę, Gwiazdów, Walentynowicz, mówi o ich decyzjach z dużym spokojem i wyrozumiałością. Lecha traktuje nieco pobłażliwie, doceniając rolę, jaką spełnił w związku. Dla Krzywonos Wałęsa był osobą, która potrafiła się wysłowić i pociągnąć ludzi za sobą, w pewnym sensie maskotką Solidarności, która była potrzebna wizerunkowo, jednak prawdziwą robotę związkową „odwalali” inni, tacy jak ona.

Na ostatnim spotkaniu Krytyki Politycznej w Białymstoku, Piotr Laskowski i Maciej Gdula mówili, że wizja polskiego katolicyzmu w książce „Kościół, lewica, dialog” Adama Michnika zrobiła wiele szkód, opisując Polaków jako naród zacofany, ślepo poddany Kościołowi Katolickiemu, antysemicki i szowinistyczny. Niezależnie od tego, czy rację mają Laskowski i Gdula i – oczywiście – czy nie myli się Michnik, okazuje się, że ktoś wyrosły z takiego właśnie, narodowo-katolickiego Ciemnogrodu, może mieć w sobie więcej lewicowej wrażliwości niż Adam Michnik i Krytyka Polityczna razem wzięci. Nie zastanawiając się nad „wojną dyskursów” i „podkradaniu sobie nawzajem języków”, Henryka Krzywonos robi przez całe życie robotę prawdziwego lewicowca. Być może właśnie dlatego miał do niej taką słabość i żywił taką sympatię nieżyjący Jacek Kuroń, a całkowicie pomijali ją ci, którzy na retoryce lewicowej zbijali polityczny kapitał.

W Henryce Krzywonos ujmuje również niezwykły polityczny racjonalizm i realizm. Poproszona przez Sierakowskiego o ocenę Okrągłego Stołu, mówi nie usiadłabym i nie piła wódki z nimi, co nie przeszkadza jej z obrzydzeniem mówić o obecnym procesie Jaruzelskiego: powiem tak: jak zobaczyłam Jaruzelskiego na ostatniej sprawie, to stwierdziłam, że ich wszystkich pojebało, żeby tego człowieka prowadzić jeszcze przed Trybunał. Widzę starego człowieka, który powłóczy nogami. Broni również Wałęsy, choć ma do niego żal, że wszystkie zasługi Solidarności przypisuje sobie. Pomimo prostoty wypowiedzi, jest w tym niesamowita mądrość i trzeźwość i twarde stąpanie po ziemi, czyli to, czego wielu lewicowym politykom bardzo brakuje.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka