Krzysztof Osiejuk
Posłuchaj, to do Ciebie
139 obserwujących
1441 notek
4718k odsłon
1461 odsłon

O komórce z Bogiem i bez Niego

Wykop Skomentuj33
     Wspominałem już tu być może o pewnym moim koledze, który choć, jak idzie o wiek, mógłby być spokojnie moim synem, jest właśnie moim kolegą, i to kolegą nie byle jakim. Takim kolegą, z którym lubię się spotykać, a jak zaczniemy gadać, to właściwie możemy już nie kończyć. Siedzimy sobie więc od czasu do czasu z tym moim kolegą, otwieramy flaszkę za flaszką, słuchamy muzyki, albo oglądamy jakieś DVD, czas leci, a ja sobie myślę, ze to jest jedna z tych sytuacji, które Anglicy określając zwrotem „click in”. Poznajemy kogoś i od razu wiemy, że coś się stało. Coś co sprawia, że jest inaczej niż zwykle. I jest okay.
 
      A więc – rzadko bo rzadko – ale spotykam się niekiedy z tym moim kolegą i sobie gadamy. Jest w tej relacji jeszcze jedna ciekawa sprawa. Otóż to co nazywamy ogólnie poglądami, on ma całkowicie inne od moich. To znaczy, i on i ja oczywiście zgadzamy się co do tego, że nie należy kraść, kłamać i dręczyć innych ludzi, że bycie uprzejmym to wartość, a nie obciach, że można prowadzić rozmowę, nie używając jako przerywnika słowa ‘kurwa’ i nie wspominając wciąż o tzw. dupach, no i jeszcze że polskie komedie są absolutnie beznadziejne. Poza tym jednak dzieli nas już niemal wszystko.
 
      Weźmy takiego Kuczoka. Mój kolega uważa, że Kuczok jest pisarzem świetnym. Weźmy Jarosława Kaczyńskiego – Kaczyński jego zdaniem jest do niczego. Pan Bóg – oczywiście nie istnieje. Religia – kupa śmiechu. Polska, patriotyzm, Smoleńsk – w ogóle nie ma o czym gadać. Gdybym miał jednym zdaniem przedstawić pogląd na życie mojego kolegi, określiłbym, go jako klasycznego humanistę, z tych humanistów dla których na przykład to że senator Piesiewicz wybrał się na dziwki i kokę nie jest w ogóle tematem rozważań etycznych, a co najwyżej intelektualnych. Aha! On jeszcze lubi zespół Hej i uważa, że Nosowska jest dobrą piosenkarką.
 
      Spędziliśmy więc jeden z naszych wieczorów, i tak się jakoś złożyło, że kiedy już obgadaliśmy tego Kuczoka i nowe DVD Radiohead, i kiedy już obejrzeliśmy sobie krótki, zaledwie, dwudziestopięciominutowy, ale za to oscarowy – i to jaki! – film Six Shooter, kolega mój włączył koncert Nicka Cave’a i pozostałą część tego wieczoru przegadaliśmy, rozmawiając o Bogu jako czymś wyłącznie irracjonalnym i czymś całkowicie racjonalnym. Bardzo inspirująca to była rozmowa. Ja utrzymywałem, że ateizm jest zachowaniem dokładnie tak samo rozumnym, jak wiara w Tarota i w to, że Harry Potter to postać historyczna. No i jeszcze, że jeśli ja od czasu do czasu zaczynam drżeć przed Nieznanym, to do głosu dochodzi już tylko ta kompletnie bezmyślna część mojego człowieczeństwa. Kolega mój z kolei twierdził odwrotnie – że właśnie irracjonalna jest wiara w to, że Bóg istnieje. Ja mu mówię, że jeśli my tak siedzimy nad tą flaszką i sobie elegancko rozmawiamy, a na ekranie telewizora śpiewa Nick Cave, to w sposób absolutnie oczywisty za tym stoi On. Bo po prostu inaczej się nie da. I że dla mnie ten fakt jest oczywisty nie dlatego, że ja wierzę w duchy, ale wręcz przeciwnie – dlatego, że ja w duchy nie wierzę. I że jeśli czasem w nocy zrywam się z krzykiem myśląc, że Boga nie ma, to na tej samej zasadzie, jak czasem drętwieje mi na plecach skóra, bo mam dziwne wrażenie, że coś chodzi po pokoju. A on na to, że nieprawda. Że to są tylko komórki. A ja mu na to, że to bardzo ciekawe. Nie wierzy w duchy, natomiast wierzy w komórki. Co za bezsens! Toż to najbardziej wieśniacki zabobon. A on się ze mnie śmieje. I tak to mniej więcej sobie szło.
 
      No i nagle zeszło na dzieci i in vitro. Kolega wygłosił kwestię z mojego punktu widzenia strasznie trywialną i jeszcze bardziej przewidywalną, że co ma zrobić para, która chce mieć dziecko, a z jakiegoś powodu tego dziecka mieć nie może, ja mu na to odpowiedziałem – równie trywialnie i przewidywalnie – że „chcenie” dziecka nie jest ani argumentem ani tym bardziej jakąkolwiek wartością, a ponieważ już obaj byliśmy odpowiednio nakręceni, dalej już było tylko ciekawiej. I w pewnym momencie przyszło mi do głowy coś tak niezwykłego, że mój biedny kolega zupełnie stracił głowę, ja się ucieszyłem, że już wiem, o czym muszę napisać kolejny tekst, a moje dzieci – kiedy z nimi jeszcze wczoraj w nocy tę swoją myśl skonsultowałem – stwierdziły, że się bardzo głęboko i w sposób oczywisty mylę. No ale ja już tak mam, że się do swoich mysli – szczególnie jeśli uważam je za bardzo oryginalne – bardzo mocno przyzwyczajam. Proszę posłuchać.
 
      Było otóż tak, że w pewnym momencie mój kolega wspomniał o tej swojej ewentualnej chęci posiadania dzieci, ja go spytałem, a po cholerę mu dzieci, on rzucił, że choćby po to, żeby kontynuować linię, ja mu na to powiedziałem, ze to jest powód wyjątkowo marny i nagle przypomniała mi się kobieta o nazwisku Szyszkowska i pewien z nią stary bardzo wywiad, kiedy ona wygłosiła następującą opinię. Ona jest bardzo mianowicie zrozpaczona sytuacją taką oto, że natura stworzyła człowieka, a więc byt wyposażony w rozum, a z nim w marzenia, pragnienia i tak zwany ból istnienia i świadomość nieuchronnego końca tego istnienia. Mówiła Szyszkowska, że natura wykazała się tu okrucieństwem wręcz nie do opisania. Jak można było stworzyć człowieka z jego pragnieniem zycia i powiedzieć mu, że umrze i że z niego nie zostanie nic?
Wykop Skomentuj33
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie