14 obserwujących
252 notki
125k odsłon
253 odsłony

Jak przemienić porażkę w zwycięstwo?

Wykop Skomentuj5

Andrzej Owsiński 

 

Jak przemienić porażkę w zwycięstwo 

 

Przed tygodniem do mojego wpisu „na jaki urząd wybieramy prezydenta”, który zresztą został potraktowany jak wiadomość pośledniej wagi, otrzymałem m.in. komentarz że powinien ten wpis być szczególnie eksponowany zamiast wiadomości o „Kaziku”. / Przy okazji przepraszam za błędnie wydrukowaną datę konstytucji „kwietniowej”, którą jest rok 1935 a nie 36/. 

Niestety w polskiej publicystyce króluje tandeta szukająca popularności wśród gawiedzi, a każda próba zwrócenia uwagi na sprawy poważniejsze traktowana jest jak wejście intruza psującego dobrą zabawę. 

Ostatecznie nie można nikomu zabronić zajmowanie się ploteczkami i zabawą błahostkami, jest jednak tego rodzaju publikacji taki natłok że odnosi się wrażenie iż poza tym nie istnieje w Polsce żadne życie. 

Jednym słowem tak nam wesoło, że dobrze nam tak, czy rzeczywiście w Polsce nie ma problemów poza kłopotami celebrytek z ich własną oglądalnością, lub wpadkami „polityków”, głównie facetów na poziomie „Sowy” robiących za liderów polskiej sceny, a raczej „obsceny” politycznej. 

Przeżywamy na świecie stały upadek poziomu życia publicznego, ale w Polsce to już całkowita maskarada, w której błyszczą takie błazeństwa jak uprawiane przez JKM. 

W zestawieniu z polską rzeczywistością, wcale nie tak wesołą, wygląda to na sprytnie zorganizowaną maskaradę, której celem jest odwrócenie uwagi od prawdziwych zagrożeń. 

Coś na kształt „za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa”. 

Może tylko dziwić, że ci, którzy głoszą walkę o lepszą Polskę nie czynią tego z otwartą przyłbicą niejako akceptując fałszywą konwencje narzucona przez twórców „III RP”. 

 

Rezultatem takiego stanu są nie tylko słabości państwa wobec wyzwań wywołanych naszym położeniem geopolitycznym, ale przede wszystkim rozbrojenie postawy moralnej narodu. 

Zamiast wydania otwartej wojny zakłamaniu i systematycznemu osłabianiu odporności na totalną demoralizację, prowadzi się coś w rodzaju polemiki na warunkach narzuconych przez przeciwnika. 

Typowym przykładem tego zjawiska są obecne wybory prezydenckie, zdrajcy we własnych szeregach zostali zamiast wyrzucenia na bruk, uhonorowani demonstrując jak opłacalna jest zdrada i niewdzięczność za przygarnięcie z absolutnego upadku politycznego.  

Przecież gdyby nie przyjęcie na listy PiS’u to zdobycz „koalicjantów” byłaby mierzona po zerze z przecinkiem i bardzo małymi cyferkami. 

PiS natomiast nie straciłby ani punktu, a nawet odwrotnie, stając w bardziej radykalnej formie zyskałby większość przynajmniej „prezydencką”. 

Na to jednak trzeba całkowicie i bezpowrotnie zerwać z konwencją „III RP”, która przecież celowo została obmyślona dla osłabienia Polski. 

I to w dodatku wcale nie w Polsce, posłużono się tylko agenturą i posłusznymi jej pozostałościami po PRL, które chętnie przeszły z obozu sowieckiego do kolejnego antypolskiego. 

 

I teraz będzie rzeczywiście kłopot bowiem wynik wyborów prezydenckich nagle stanął pod znakiem zapytania, w przypadku wygrania przez „totalną” opozycję mamy otwartą drogę do jej powrotu do władzy. 

 

Nie można tej gry prowadzić dalej na warunkach przeciwnika nie tyle „dobrej zmiany”, ale Polski. 

Perspektywa jest znacznie gorsza od minionego ośmiolecia panowania mafii vatowskiej, gazowej, wyprzedażowej, „reprywatyzatorskiej” i wielu innych. 

Można narzekać na obecną sytuację pogorszoną jeszcze przez pandemię, ale nie możemy porównywać tego z ową przeszłością, gdyż była ona niczym innym jak przygotowaniem państwa do całkowitego upadku. 

Postawienie zarzutów obecnej władzy nie nastręcza trudności, nie bierze się jednak pod uwagę w jakich okolicznościach to wszystko się dzieje. Nawet zwykłe ludzkie obawy o swój los i swoich bliskich trzeba mieć na uwadze. 

Rzucający oskarżenia powinni się nad tym zastanowić i uwzględnić fakt, że jak dotąd nikt nie zdobył się na stawienie czoła postpeerelowskiej mafii poza tymi którzy zostali wykreśleni z oficjalnego życia politycznego, albo ich już między nami nie ma.  

 

Z przebiegu dotychczasowej kampanii wyborczej można sądzić że chodzi jedynie o to który z licznych kandydatów jest najlepszy, czyli który wyborcom najlepiej się zaprezentuje osobiście dobrą postawą, elokwencją i optymistycznym nastrojem. 

Jednym słowem jest to coś w rodzaju konkursu piękności i nikogo nie interesują poglądy kandydata, ważne jest żeby tylko dużo obiecywał. 

Dziedzictwem po PRL jest „robienie” wyborów, co jednak ostatnio nie bardzo wychodzi, chyba się już wysłużona kadra mocno wyszczerbiła 

Zakres obowiązków  prezydenta i zdolność osobista sprostania im ze strony kandydata nie jest w ogóle brana pod uwagę, a jeżeli ktoś wdał się w tego rodzaju narrację to zostałby uznany za nudziarza i sam obniżyłby sobie notowania. 

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka