22 obserwujących
402 notki
212k odsłon
  180   0

Sukces Putina czy miara upadku?

Andrzej Owsiński

Sukces Putina czy miara upadku?

Gra Putina przypomina targowiskową grę w trzy karty, gdy tylko zjawi się chętny, natychmiast uruchamia się ograny chwyt psychologiczny, polegający na zademonstrowaniu możliwości wygranej. Ten prymitywny chwyt wszystkim jest doskonale znany, a mimo to zawsze znajdą się tacy, którzy dadzą się nabrać, trzeba tylko pilnie śledzić czy nie pojawia się ktoś chętny do gry.

I oto w tej chwili zjawiła się taka okazja, zarówno nowy prezydent USA, jak i nowy kanclerz Niemiec są chętni do gry. Każdy z nich liczy na coś innego, a Putin daje do zrozumienia że można u niego wygrać na określonych warunkach. Biden, względnie lobby, które on reprezentuje liczy na włączenie Rosji do amerykańskiego rydwanu zmierzającego do wyeliminowania, lub przynajmniej ograniczenia ekspansji chińskiej. Scholz najwyraźniej nie ma własnej idei do zrealizowania, idzie śladem swojej poprzedniczki, ale już ze znacznie słabszej pozycji, o czym Putin doskonale wie i chce to wykorzystać. Nie wiemy dokładnie jaki był przekaz Merkel w czasie jej pożegnalnej wizyty w Moskwie, ale kojarząc z tym jego ostatnie wyczyny można domniemywać, że to w wyniku przyjacielskich rozmów z Angelą urosły mu rogi.

Przy okazji wydało się czym w istocie jest UE, wyraźnie zlekceważona przez Putina i niezdolna do podjęcia własnej inicjatywy. Zobaczyliśmy tylko niezdarne niemieckie popychle, które stać jedynie na to na co Berlin czy Frankfurt pozwoli, względnie rozkaże.

Sytuacja stała się groźna i to nie z tytułu nagłaśnianych wojennych pogróżek z Moskwy, a w znacznie większym stopniu prawdopodobieństwa wytworzenia, lub odbudowy, niesprzyjających układów politycznych amerykańsko-rosyjskich, nienmiecko rosyjskich, ale też możliwości różnych wariantów tego rodzaju spisków.

Retoryka wojenna bardzo zręcznie zagłusza przed światem to zagrożenie, godzące w Europę jako całość, a przede wszystkim w kraje traktowane od dawna jeszcze przez Carra jako “Russia’s border countries”.

Na tym tle ujawnia się ważna rola “bukareszteńskiej dziewiątki”, złożonej z takich krajów. Ich odpowiednia i solidarna postawa na obydwu forach, zarówno UE jak i NATO, ma szanse na utemperowanie działań ponad głowami krajów europejskich. Jest również szansa na przyciągnięcie innych krajów unijnych, a także nie należących do NATO sąsiadów Rosji – Finlandii i krajów kaukaskich.

Jest jednak warunek powodzenia, a mianowicie szybkość i konkretność działań, trzeba definitywnie skończyć z dyplomatycznym bałamuctwem, a przejść na język zrozumiały dla naśladowców Bismarcka i Roosevelta, nie przywołując spisku Ribbentrop–Mołotow. O tych zamiarach można powiedzieć, przynajmniej na razie, że przypominają podobieństwo i różnice między Stalinem i Breżniewem. Otóż Stalin miał sumiaste wąsy, a Breżniew gęste brwi.

Skąd te brwi się wzięły?

Otóż są to te same wąsy, tylko na nieco wyższym poziomie.

Zdumienie budzi fakt, że zarówno Biden jak i administracja NATO i Scholz na bezczelne ultimatum Putina odpowiadają gotowością do rozmów na jego warunkach. Toż to powtórka z Monachium, oznaczająca kapitulanckie nastawienie jeszcze przed jakimikolwiek “rozmowami”.

Nikt w Europie nie podnosi larum na takie postępowanie, a przecież jest to podstawowe zadanie “bukareszteńskiej dziewiątki” wobec realnego zagrożenia dla wszystkich europejskich krajów. Trzeba ukazać całe świństwo i upodlenie takiego postępowania.

Kto ma to zrobić? W pierwszej kolejności najbardziej zagrożeni ze środkowej Europy, ale też wszyscy ci którym pozostały jeszcze chociażby resztki poczucia przyzwoitości.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka