22 obserwujących
393 notki
208k odsłon
  505   1

Prawdziwe znaczenie wizyty w Kijowie

Andrzej Owsiński

Prawdziwe znaczenie wizyty w Kijowie

Od zachwytu nad pomysłem i odwagą realizacji do kpin z “pustej bufonady”, tak została pokwitowana wizyta w Kijowie. Niektórzy spodziewali się jakichś “rodzynek w koszyku”, najlepiej w postaci najbardziej potrzebnej, czyli amunicji. Nic z tego goście nie przywieźli, natomiast w oczach całego świata zademonstrowali nie tylko osobistą odwagę, ale solidarność z walczącą Ukrainą, wyrażoną nie tylko we własnym imieniu wizytujących.

Sprawa przejęzyczenia Jarosława Kaczyńskiego o pokojowej misji NATO, jak wiadomo NATO nie wysyła takich misji, czyni to z różnym skutkiem ONZ, można ewentualnie przypisać je OBWE, jeżeli chce się nadać charakter szerszego kontekstu międzynarodowego, ma jednak swoją wymowę. Jeżeli w wypowiedziach Stoltenberga najwyraźniej akcentowane jest dystansowanie się od wojny na Ukrainie, a nawet więcej: cuchnący strach przed Putinem, to w tej wypowiedzi, chcący czy niechcący, przywołane zostało przewodnie posłannictwo paktu północnoatlantyckiego: zapewnienie pokoju w tej części świata przez uzmysłowienie agresorowi z jaką potęgą i determinacją ma do czynienia. To był obowiązek przedstawiciela paktu, który został przypomniany w Kijowie, bo przecież nie chodzi tylko o formalne członkostwo w pakcie, którym zasłania swoje tchórzostwo wielu “zachodniaków”.

Ta wizyta ma jeszcze jeden aspekt, bardzo istotny dla samej Ukrainy jak i dla układu europejskiego. Powstanie niezależnych państw w miejsce dotychczasowych republik sowieckich mogło być traktowane z przymrużeniem oka, a nawet wręcz jako oszukańczy zabieg. Same okoliczności tego powstania budzą nieufność: oto w “głuchej puszczy” zjeżdżają się sekretarze komitetów partyjnych, pełniący rolę “landsleiterów” w imieniu partyjnej dyktatury sowieckiej na dowolnie wybranych terenach, którym “jak na urągowisko nadano sprzeczne z naturą nazwisko”, jak powiada wieszcz z Krakowa, “republik” i nie stąd ni zowąd ogłaszają się odrębnymi państwami.

Dzisiaj, już po stworzeniu takich “państw” jak republiki naddniestrzańska, osetyńska, a ostatnio doniecka i ługańska, po jednej stronie, a po drugiej bośniacka, a nawet kosowska, nie dziwimy się tym procedurom, ale przed przeszło trzydziestu laty, było to zjawisko zdumiewające i po prostu niewiarygodne.

Wprawdzie nikczemna uległość wobec Sowietów pozwoliła na uczestnictwo w ONZ takich “państw” jak sowiecka Ukraina i Białoruś, ale poza zwiększeniem liczebności sowieckich głosów żadnych innych atrybutów państwowych te sowieckie regiony nie miały.

Zależność od Rosji, spadkobiercy Sowietów, została wpisana w akt SNG (sojuz niezawisimych gosudarstw) i Putin uznał, że ma pełne prawa egzekwowania tej zależności. Szczególnie istotne to było w odniesieniu do Białorusi i Ukrainy, stanowiących bufor w stosunku do Europy, traktowanej jako amerykańska awangarda antysowiecka, a w następstwie antyrosyjska.

Niewybaczalny błąd, a właściwie zdrada Jelcyna, umożliwiająca krajom wchodzącym w skład stalinowskiego imperium wejście do obozu przeciwnika, spowodowały wzrost znaczenia dla Rosji roli obydwu byłych republik. Zarówno ich obszar jak i skład narodowościowy miał gwarantować utrzymanie rosyjskiego panowania na tym obszarze.

Białoruś otrzymała, oprócz zagrabionych w spółce z Hitlerem polskich województw: wileńskiego (z wyłączeniem Wilna i okolic, łącznie 8 tys. km2, podarowanych Litwie tylko po to, żeby ją całą zagarnąć), nowogrodzkiego, poleskiego oraz części woj. białostockiego z całymi powiatami grodzieńskim i wołkowyskim, a także z większością puszczy białowieskiej oraz wschodnie połacie z homelskim, zamieszkałe przez ludność rosyjskojęzyczną. W sumie uzyskała 207 tys. km2 i 10 mln ludności. Najwięcej takich prezentów rosyjskich otrzymała Ukraina: zagłębie donieckie, Charków, Odessa i inne, a Chruszczow dołączył do tego jeszcze Krym, a z Polski województwa: lwowskie (w większej części), wołyńskie, tarnopolskie i stanisławowskie, z Węgier – zakarpackie, a z Rumunii – Bukowinę. W ten sposób została stworzona wielka Ukraina o powierzchni 603 tys. km2 i ponad 50 mln ludności, w tym przynajmniej kilkunastomilionową rosyjskojęzyczną. Powiązania gospodarcze, a szczególnie zależność energetyczna, wpływ kulturowy, pozostałość po sowieckiej armii, a nade wszystko sieć KGB z odpowiednio obsadzoną oligarchią finansową, dawała gwarancje na utrzymanie tych krajów w swoich rękach.

O ile w stosunku do Białorusi powiodło się to mimo rozpaczliwych protestów Białorusinów, o tyle Ukraina okazała się nazbyt krnąbrna, wprawdzie poza usiłującymi uzyskać niezależność rządami Juszczenki i Tymoszenki, opierającymi się na nieprzychylnie przyjętym na Ukrainie zazbruczańskiej etosie banderowskim, a ponadto doszczętnie skompromitowanymi korupcją, pozostałe były wobec Rosji potulne.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka