5 obserwujących
160 notek
66k odsłon
1781 odsłon

Skórka za wyprawkę

Wykop Skomentuj15

Po wyborach zaczęła się prawdziwa walka o stołki, a raczej fotele w senacie, toczy się ona na różnych polach: obok prób zwerbowania już wybranych senatorów – elektów /mówi się też o próbach „przekupienia”/, usiłuje się też zrewidować wynik wyborczy przez ponowne przeliczenie głosów.

Te próby wywołały całą lawinę domagań się zmian wyników wyborów, a nawet ich unieważnienia.

Mimo nagłego wzrostu frekwencji 13 października można jednak stwierdzić że w zestawieniu z poziomem europejskim ciągle jeszcze wybory nie cieszą się w Polsce powszechnym uznaniem.

Jest to niewątpliwie częściowo spadek po PRL kiedy ludzi goniono do urn tylko po to żeby wykazać jak najwyższą frekwencję bo stuprocentowe zwycięstwo „frontu jedności narodu” było zapewnione na długo przed wyborami. 

Wprawdzie odpowiedzialny w swoim czasie za wybory urzędujący w KC PZPR niejaki Marzec skarżył się że „wybory” to najtrudniejszy problem polityczny w PRL, gdyż przy układaniu listy posłów trzeba uwzględnić mnóstwo kryteriów, przede wszystkim szefostwo partii i w stosownej proporcji kierownictwo stronnictw sprzymierzonych / praktycznie satelickich/, przedstawicieli związków zawodowych i organizacji społecznych, udział kobiet, młodzieży i kombatantów, wojska i bezpieki itd.

Pozostałości z takiego organizowania wyborów pozostały wraz z zawodowym aparatem PKW, tak jakby wybory w Polsce odbywały się nieprzerwanie.


Już sama forma organizacji wyborów nasuwa poważne zastrzeżenia, ale to tylko ramy sprzyjające właściwemu „ustawianiu” rezultatów wyborczych. Za PRL komisje wyborcze odpowiadały za poziom frekwencji i należyty odsetek głosów na listę partyjną / zwaną FJN, -front jedności narodu/ bez skreśleń, najlepiej gdy było to ponad 99%. W prawdzie wzór Moskwy za czasów życia Stalina wskazywał na możliwość przekroczenia 100 % z tej racji że do „stalinowskiego” okręgu wyborczego przepisywali się najgorliwsi w wykazaniu się oddania „wodzowi postępowej ludzkości”, ale w Polsce wystarczyło i tyle.

Dobre szkoły „robienia” wyborów przetrwały z PRL i funkcjonują po dziś w „III RP” podobnie jak ona sama stanowiąc jej kontynuację.

Rozpoczęło się od wyborów „kontraktowych” których zadaniem było utrzymanie władzy peerelowskiej jeżeli nie formalnie to z pewnością faktycznej.

Nielegalne jeszcze wówczas Stronnictwo Pracy nie mogło w nich startować pod własną firmą, uważałem jednak że w ogóle nie godzi się Polakom branie udziału w tej farsie i należy ją zbojkotować domagając się ogłoszenia wolnych wyborów zgodnie z obowiązującą konstytucją z 23 kwietnia 1935 roku.

Paradoksalnie, ale w tych wyborach miałem stuprocentową szansę na wybór z listy OKP gdyż któryś z biskupów stanowczo oprotestował kandydaturę „Solidarności” i zaoferowano mi to miejsce, natomiast pominięto Władysława Siła – Nowickiego, który wystartował z wolnej listy przegrywając wprawdzie z Kuroniem, ale i tak osiągając najwyższy wynik wśród kandydatów niezależnych.

W konsekwencji byłem świadkiem rozmowy Siła – Nowickiego z Wałęsą, który uznał za stosowne wyjaśnić dlaczego nie uwzględniono go na solidarnościowej liście wyborczej. Stwierdził „przyszli do mnie twierdząc że mają uzgodnione wszystko z władzami PRL i poparcie „zachodu” oferując mi restytucję „Solidarności” w zamian za akceptacje ich listy. Kiedy zwróciłem uwagę że nie ma na niej Siły – odpowiedzieli że jest to warunek. Nie miałem zatem wyboru”.

Już na początku została utworzona „lista proskrypcyjna” wykluczająca z udziału w tworzeniu „III RP”, ta lista funkcjonuje w szczątkowym zakresie nawet i dziś.

Nie ulega wątpliwości że ciągle na niej figuruję na co miałem kilkakrotnie dowody chociażby w postaci wyników wyborczych.

Pierwszy raz w roku 1991 kiedy zostałem zgłoszony jako wiceprezes ChDSP i wybrany jako poseł, niejaki „profesor od konstytucjonologii” i przewodniczący PKW Zoll wymyślił że mój wybór był niezgodny z prawem wobec braku związku okręgowego komitetu wyborczego z krajowym na skutek nie posiadania przedstawiciela na liście krajowej.

Siła – Nowicki jako adwokat uznał taką ocenę jako bezprawną i zgłosił sprzeciw do Sądu Najwyższego, który w składzie dziewięcioosobowym potwierdził werdyktem stanowisko Siły.

Konstytucja jaka by ona nie była stwierdza że orzeczenia Sądu Najwyższego nie mogą być podważane przez inne organa władzy, mimo to jednak „znawca” Zoll uprawomocnił sejm, a właściwie jego komisję regulaminowa do rozstrzygnięcia sprawy.

Ordynarne bezprawie zostało usankcjonowane i można stwierdzić że „sejm sam się wybrał” tylko po to żeby zapewnić UW pierwsze miejsce / o jeden stołek/ w sejmie.

W 2001 roku PiS wystawił moją kandydaturę jako prezesa stronnictwa sojuszniczego w Koninie. Przewidywano że z pierwszego miejsca na liście jest pewny mandat, więcej raczej PiS’owi się nie uda.

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka