Spędziłem pracowitych dni parę w mojej górskiej samotni. Zazwyczaj mnóstwo jest do roboty w obejściu, ale tym razem z powodu ulewnego deszczu i przenikliwego zimna, zająłem się czynnościami domowymi. Przy akompaniamencie telewizyjnych programów informacyjnych. Telewizji publicznej rzecz jasna, TVP 1, i TVP 2. Nic innego do mojej chatki, a także do kilkudziesięciu innych rozrzuconych po przesiekach tej górskiej wioski, nie dochodzi.
Matecznik PIS. Gmina miała jeden z najwyższych wskaźników frekwencji w kraju, ponad 90% w wyborach AD 2005. Tylko jedna osoba we wsi głosowała na PO, i do dzisiaj się tam głowią, kto to taki. Z czystej ciekawości, rzecz jasna.
Zakładam, że pisujący w Salonie24 korzystają z różnych źródeł informacji. Mają przegląd wszelkich niuansów wyborczej kampanii, mogą ocenić jej odcienie wedle relacji i komentarzy mediów wszelkiej maści. Przychylnych i wrogich. Komukolwiek. Jeżeli sprzyjają jakiejś opcji, to jest to wybór poparty zważeniem wielu racji.
Co mają moi włościańscy rodacy w górskiej wiosce? Dwa programy publicznej telewizji, „Gazetę Wyborczą” w paru egzemplarzach (lekarz, nauczyciel, leśniczy i ksiądz). „Dziennika” nie ma, Ale jest „Dziennik Polski” i „Nasz Dziennik” w ilości przewyższającej znacznie popyt. Co mogą dowiedzieć się z telewizji? Przez dwa dni, od piątkowego wieczoru po niedzielne popołudnie przekonywano mnie, że tylko głosowanie na PIS może uratować kraj od całkowitej zapaści, i niebezpieczeństwa odebrania nam możliwości organizacji EURO 2012. Do czego dążą rzecz jasna Tusk z Olejniczakiem. Wybory są po to, żeby dokończyć to, co z takim trudem zaczęto. Ma być koniec złodziejstwu, naciąganiu, korupcji. Młodzież ma być szkolona, drogi oddawane, mieszkania budowane, a Tusk jest dychawiczną szkapą, co ledwie zipie za pełnej krwi ogierem Kaczyńskim. Pomocnik, żeby nie rzec terminator u Kwaśniewskiego.
Młódź emigracyjna z zagranicy wróci, bo Premier ją wezwał, a o służbie zdrowia nie wiem, bo nie mówili. A na wydatki socjalne to się grosz posypie, że ho, ho! O innych partiach też mówią, ale głównie o PO. Mniejsze ugrupowania to chyba w opinii TVP w ogóle zrezygnowały z ubiegania się o mandaty. I nie chodzi o to, że PiS bezczelnie nadużywa władzy, jaką ma nad publicznymi mediami. To już wszyscy jakoś przełknęli, bo to złodziejskie prawo władzy. Problem jest w tym, że ludzie skazani na czerpanie informacji z jednego źródła, nie usłyszą tych głosów protestu. Bo gdzie?
Mniejsza o oto, że opozycja jest niemrawa i nie potrafi wytknąć oczywistych przekłamań nachalnej socjotechniki Kamińskiego, Bielana, Girzyńskiego, Dudzińskiego i podobnych speców.
Chodzi o to, że ludzie mają prawo to s a m i zobaczyć i ocenić. Także to, co ma w swoim programie opozycja, jak to przedstawia i dlaczego to od programu PiS jest gorsze!
„Literaturanaja Gazeta”w latach słusznie minionych, w ZSRR, przedstawiała obszerne krytyki twórczości zachodnich pisarzy, plastycznie obrazując zgniliznę moralną i obyczajową za „żelazną kurtyną”. I potworny los klasy robotniczej w tym obozie. Samych rzeczonych książek oczywiście w kraju robotniczej szczęśliwości nie wydawano. Człowiek radziecki znał miałkość wrażych idei wyłącznie przez tendencyjny przekaz oficjalnej rządowej tuby.
Teoria informacji wywodzi stan świadomości obywateli od wielości różnorodnych danych dostarczanych do odbiorcy. Dolny próg to punkt graniczny, poniżej którego zbyt mała ilość i różnorodność informacji nie pozwala na wyrobienie sobie przez badany podmiot poglądu o charakterze niezależnym.
Ile jest takich wiosek w Polsce? Pewnie nie tak znowu wiele. Ale każdy głos w wyborach się liczy.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)