Już od pamiętnej, piątkowej debaty liderów partyjnych potęg zaczęła rysować się możliwość klęski rządzącej formacji. Bracia Kaczyńscy wiedzieli dużo wcześniej o możliwości demokratycznej weryfikacji ich rządów. Sami wybrali moment i starannie się przygotowali. Mieli wszelkie atuty, i nie zakładali zbyt wielkiego ryzyka. Pierwsi zdefiniowali obraz społecznej i politycznej sceny i wykreowali modelowego wyborcę, do którego mieli trafić. Rzeczywistość okazała się być jednak inna, a błąd statystyczny w ocenie przeciętnego elektora, niestety na miarę potężnej porażki.
Panowie Kaczyńscy żyli zbyt długo w mylnym przeświadczeniu, że kraj nasz zaludniają bezwolne masy, łatwe do sterowania. I w swoim braku zrozumienia dla zwykłych, ciężko zapracowanych ludzi, tak dalece zatracili poczucie rzeczywistości, że wyreżyserowane okrzyki klakierów, brali za spontaniczne, entuzjastyczne poparcie. Co gorsza, tkwią z uporem w talleyrand’owskim błędzie, a wczorajsze krótkie, powyborcze przemówienie Prezesa jeszcze potwierdziło beznadziejny brak pokory, i samokrytycyzmu. Ale może potrzeba im jeszcze czasu.
Gdy moja mama, a babcia dorosłej już dziatwy, dotychczasowa zwolenniczka Pana Zbigniewa Ziobry, nałożyła na głowę wiadomy berecik i poszła głosować na Pana Jarosława Gowina, wiedzieliśmy, że coś się w Polsce skończyło. I że lud pracujący, czy jak go tam Jacek Kurski nazwał, zawsze był mądry, ale za długo dawał się wodzić na manowce politycznym hochsztaplerom.
Czy to jest zwycięstwo? Właśnie nie chciałbym tak myśleć!
Podkreślałem tu nieraz, że mam niechęć do wojskowych manier i języka walki, jaki wprowadził PIS. Georges Clemenseau powiedział prawie sto lat temu, że wojna jest rzeczą zbyt poważną, aby powierzać jej losy w ręce wojskowych. I żołnierze PiS-u tę starą prawdę potwierdzili.
I jeżeli nawet był to bój zacięty, to chcę wierzyć, że wbrew zamierzeniom wielkich manipulatorów, toczył się przede wszystkim o kształt kraju, nie zaś przeciwko ludziom, reprezentującym różne wizje. I nie o różnicę celów tu przecież chodzi, ale o sposób dochodzenia do prawdy.
To był wybór. I nie należy zapominać, że spora część obywateli opowiedziała się jednak za kontynuacją takiego stylu realizacji celów, jaki panował przez ostatni rok.
I władza, przejmująca właśnie stery, nie może tych ludzi zignorować. Za żadną cenę nie wolno ich marginalizować! Nikogo! Ani z lewej, ani z prawej strony. Należy wszystko uczynić, aby włączyć tych nieprzekonanych do wytężonej pracy o lepsze jutro dla nas wszystkich. Bo to jest nasza wielka wspólna sprawa. Jeżeli wierzymy, że większość wybrała dla Polski lepszy sposób poprawy naszego wspólnego losu, to do elektów należeć teraz będzie przekonanie wszystkich, że jesteśmy jednym narodem, i że podziały, i pęknięcia, które za wolą paru fanatyków tak boleśnie różniły ludzi w rodzinach, w zespołach ludzkich, małych i wielkich społecznościach, należy teraz zasypywać i kleić. Jeżeli nawet poglądy innych rodaków budzą nasz głęboki sprzeciw, to przyjmijmy życzliwie, że to są nasi bracia, chociaż błądzą. I oni mogą to samo powiedzieć o nas. Bez zacietrzewienia i niechęci. Przecież wszyscy jesteśmy Polakami.
„Ibi semper est victoria, ubi concordia est” -"Tam jest zawsze zwycięstwo, gdzie panuje zgoda!"
Cele, jakie miał PiS, pozostają. Nie straciły na aktualności. I w naszym codziennym życiu i w polityce zagranicznej. Ale Polacy nie chcą, aby tak były osiągane, jak pokazała to praktyka ostatniego roku. I Donald Tusk musi udowodnić, że możliwa jest inna, bardziej efektywna droga do spełnienia naszych wspólnych marzeń.
Bo jeżeli mu się nie uda, to nie będzie takie ważne, że poniósł klęskę on i jego polityczne otoczenie. Rzeczą nie do wybaczenia, będzie kres tej wizji Polski, jaką z niewielkimi pewnie różnicami nosimy w sercu wszyscy. Wielki naród, o otwartym sercu łączący w środku Europy marzenia ludzi o godnym, dostatnim życiu, o harmonijnym współżyciu ze wszystkimi sąsiadami, z sympatią i zrozumieniem odnoszący się do wszystkich. I każdego starający się zrozumieć. Kiedyś tacy byliśmy. Otwarci i życzliwi.
Za to nas cenili i poważali.
I niech tak będzie znowu.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)