Nic to, że krótszy, niż maksymalnie przewidywany w konstytucji. Procedury zostały wyczerpane, tryb demokratyczny zachowany, jedynie plan wzmocnienia silnego ugrupowania, co miało służyć poprawie jakości rządów, i przede wszystkim kontynuacji, ku zaskoczeniu inicjatorów się nie powiódł . Ale za to udaje się zgrabnie opóźniać dzień sądu.
Oczekiwanie na nieuchronny obrachunek błędów, popełnionych przez rządzącą dotychczas koalicję zaczyna się rozmywać, i odsuwa bilans gdzieś poza centrum uwagi społeczeństwa. A jest co oceniać, i jest z czego wyciągać wnioski. Aby nie mnożyć błędów, i ze szkody wyciągać naukę. Na analizę oczekuje kuriozalna koalicja, dorobek ustaw kadencji, a nade wszystko skutki, nic to, że nieprzemyślanych, ale i często celowych, jednokierunkowych aktów prawnych, których efekty będą zeskrobywanie latami z publicznego życia, -nic nie jest jak na razie rzetelnie eksponowane i poddawane krytyce. I w tym sensie uwagi Prezesa Kaczyńskiego o stronniczości i koniunkturalności mediów powtarzane od zarania V kadencji, mają pozór słuszności.
Dziennikarze, miast przyjrzeć się szkodliwej dla państwa spuściźnie większości działań PIS (bo są i niewątpliwie niezaprzeczalne plusy) zajęli się z pasją psychoanalizą dwóch głównych liderów . Tony atramentu poświęcono ich traumie powyborczej, a felietoniści skupili się na możliwych , ale przecież nie potwierdzonych stanach psychicznych Pewnego Bytu Biologicznego,i skutków ich promieniowania na otoczenie. Zaczynają być przywoływani i Carl Gustav Jung, Zygmunt Freud, Alfred Adler, a mało jest analizy dwuletnich rządów z przedstawieniem rachunków strat i zysków, z wnioskami płynącymi na przyszłość. I brakuje odważnych deklaracji rozliczeń niewątpliwych nadużyć.Zamiast tego mamy triumf swego rodzaju „kremlinologii”, politykierstwo, gdzie para idzie w gwizdek fasadowości instytucji państwowych, i rebusów stanowiskowych. Ważniejszym stało się „kto, z kim, przeciwko komu” a najmniej istotne, po co?
Dzisiaj po południu wydaje się, że ważniejsze będzie, czy ktoś się komuś ukłoni, czy zabierze głos, a jeżeli już, to już nie tyle, co powie, ale jak? Czy ustępujący Premier da się ponieść emocjom i usłyszymy gorzkie słowa o "niebywałych wręcz" niegodziwościach obozu wlaśnie zmieniającego wartę, i pełne pasji określenia ich "oczywistych" błędów w nadchodzącej przyszłości? Czy nowy Prezes Rady Ministrów zostanie powołany od razu, czy będziemy mieli politykę dochodzenia do celu małymi krokami? A obstrukcja byłaby przecież przypieczętowaniem wyższości ambicji nad interesem państwa. Czy powołanie ministrów MSZ i MON, czyli resortów obejmujących obszar działania, na który Pan Prezydent powinien mieć wpływ z racji konstytucyjnych uprawnień, będzie próbą sił i demonstracją urażonej dumy, czy zwycięży czysta racja stanu? Myślę o tym jak najgorzej. Politycy z piaskownicy nie wyszli. Nie wiem nawet, czy obniżyli bandę wokół piaseczku.
Liderzy PIS z dumą podkreślają wzrost elektoratu, skutkujący ilością poselskich mandatów. Niestety, powyborcze miotanie się Premiera, z ostatnim, kuriozalnym atakiem na skutki art.212 kk, dotąd wygodnego i bronionego (bo się wedle słów Kaczyńskiego przydawał), przypomina jego własne słowa rzucone do lidera opozycji „Tymi metodami nigdy do władzy nie dojdziecie!”. Podkreślone wymachiwaniem palcem. Tyle, że kierowane teraz do lustra.
Dodać do tego Prezydenckie milczenie, bezczelne próby wpływania pisowskich cmokierów na obsadę nowego rządu, popisowe erupcje braku kultury już nie politycznej, ale i osobistej, półgębkiem rzucane wypowiedzi o secesji konserwatystów, i oto wizja reelekcji Lecha Kaczyńskiego z wolna przemienia się w miraż.
Ja tam się nie zmartwię!



Komentarze
Pokaż komentarze (1)