Ale kłopot i nieporuzumienie polega na prostym przekładaniu zwyczajów sejmowych na senackie. Otóż głosowanie w izbie „wyższej” jest tajne, i nikt nie powinien posiadać wiedzy o preferencjach senatorów. Nie istnieje tam też nic takiego jak dyscyplina klubowa, charakterystyczna dla sejmu.
Pis ma 39 parlamentarzystów, zatem nawet gdyby wszyscy popierali Romaszewskiego, to i tak musieli się jeszcze znaleźć inni jeszcze, do wsparcia pisowskiego kandydata. A któż może zaręczyć, że wszyscy partyjni koledzy Pana Zbigniewa życzą sobie mieć takiego wicemarszałka? A może głosowała na niego część senatorów PO? Odrzucono kandydaturę w drodze demokratycznego wyboru. Tak brzmi oficjalny werdykt, który winniśmy uszanować, a nie rozprawiać o upadku obyczajów. Jeżeli zwyczaje wezmą górę nad zasadami, to będziemy mieli kontynuację tego psucia demokracji, jakiego właśnie chcemy uniknąć.
W tym wszystkim umknął nam pewien znamienny szczegół wyborów na wicemarszałka Sejmu RP. Kalinowskiego poparło 453 posłów, Niesiołowskiego - 292, Putrę – 408, a Szmajdzińskiego - 427 posłów. Czyli, że Krzysztof Putra został wybrany głosami także Platformy Obywatelskiej, a przynajmniej jej części. A Pis, rozdzierający szaty nad krzywdą Romaszewskiego, nie umiał wznieść się nad marny poziom platformersów i dał otwarty wyraz niechęci do Niesiołowskiego. Ja się nie dziwię, bo nie mają go powodu kochać. I dali temu wyraz. Bardzo czytelny. W sposób demokratyczny, przyjęty w systemie.
Teoretycznie, (bo przecież nie wiemy na pewno czy wszyscy) senatorowie PO mogli dać wyraz swojej niechęci do Romaszewskiego. PiS, forsując po odrzuceniu wciąż tego samego kandydata, przekazuje czytelny sygnał, że jest zdecydowany na ostrą konfrontację, a nie na współdziałanie. Pokazuje ostentacyjnie przywiązanie do metod i zwyczajów wstecznych, i anachronicznych.Co przecież już przyniosło im wyborczą porażkę, bo przeciwko takim praktykom znaczna część społeczeństwa zaprotestowała.
Na stanowisko Marszałka Sejmu rekomendował Krzysztofa Putrę poseł Marek Kuchciński. Osoba kandydata, argumenty wnioskodawcy, aktywność posła Suskiego, wszystko to wskazuje na przyjęcie przez PIS przy układaniu list wyborczych, parytetu osób intelektualnie sprawnych inaczej. Sądziłem, że liderzy „narodowej większości”, których przodkowie walczyli zawsze po właściwej stronie, wyciągną jakieś wnioski z kontrowersyjnej aktywności „stronnictwa genetycznego”, i przy okazji wyborów zrezygnują ze szkodliwego balastu. Z pożytkiem dla kondycji obu izb.
Wpisali by się w korzystny trend. Cieszyć się należy, że po ostatnich wyborach podniósł się o niebo poziom intelektualny parlamentu. Chociażby poprzez wyeliminowanie Samoobrony.
Ale wciąż znajdują tam przytulisko zasłużeni w przeszłości, czcigodni, ale nie mający kwalifikacji pożądanych u parlamentarzysty. Mają przecież stanowić prawo, a nie zażywać chwały za dokonane w przeszłości heroiczne czyny. Można ich uhonorować stawiając popiersie na rabatce, albo tablicę pamiątkową, a nie nagradzać miejscem na wyborczej liście. Czas na kompetentnych, wykształconych fachowców. Przepustką do parlamentu powinno być merytoryczne przygotowanie, a nie tylko piękna karta opozycjonisty. Ale widocznie to jeszcze nie ten czas.



Komentarze
Pokaż komentarze (41)