Jeżeli popatrzymy na gorszące targi i spory wokół ostatecznego kształtu sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, to odnoszę wrażenie, że głoszona przez Platformę Obywatelską ofensywa miłości, tę sferę życia publicznego omija szerokim łukiem. Może nie byłoby to tak rażące, gdyby nie deklarowane przez stronnictwo Donalda Tuska, zdecydowane odcięcie się od potępianych praktyk PiS-u. Ugrupowania polityczne nie powinny się w taki sposób anagażować w personalną obsadę sejmowych komisji. Jeżeli redukcja składu tego ciała poselskiego wydaje się być krokiem w pożądanym kierunku, to już uzależnienie wykonania tego kroku od możliwości wpływu PO na wybór członka z partii opozycyjnej, wysiłki normalizacji niweczy. I argumenty, które przy tym padają, zaczynają niepokojąco przypominać te pisowskie sprzed dwóch lat. A przecież Pan Antoni Macierewicz ma społeczny mandat do pełnienia poselskich obowiązków, poparty zaufaniem wyborców, i nie powinno to być recenzowane przez zwycięskie ugrupowanie, niezależnie od charakterologicznych osobliwości kandydata.
Obsada poselskich funkcji nie musi przypominać sporów na końskim targu. To, że PiS-owska propozycja ma charakter prowokacji, to rzecz osobna. Ale może to rykoszetem uderzać w ich samych, i taki upór w forsowaniu zdania konsekwentnie odrębnego, świadczy chyba o odejściu od myślenia perspektywicznego. Consensus w delikatnej materii specsłużb to melanż partyjnych interesów, bezpieczeństwa kraju odpowiedzialności i ambicji. Nie zmieszany jeszcze, więc nie zdążył zmętnieć. Platforma nie może dyktować opozycji składu sejmowej komisji, Pis dla swojego dobra nie powinien się przy takiej kandydaturze upierać. Strony powinny spotkać się w połowie drogi. Platforma już swój krok uczyniła, proponując ograniczenie składu, ale jeżeli Pis będzie się upierał przy swoim, powinna ustąpić. Tylko na tym wygra.
A niechże Kaczyński wystawi tego Antoniego Macierewicza jako członka i moderatora służb specjalnych! Działalność tego szczególnego poselskiego tajemnego bractwa ma się skupiać na bieżącej pracy, ocenie teraźniejszości i wytyczaniu kierunków na przyszłość, a jeżeli mandaryni będą próbować zajmować się historyczną publicystyczną oceną dokonań tajemnic wywiadowczych III i IV RP to napytają sobie szybciutko biedy. Tym powinna się zająć specjalna komisja śledcza, a przejęcie jej roli przez nadzorców specsłużb szybko przerodzi się w horrendum. Konieczności wyłączenia członka komisji z obrad będą ograniczały liczebność tego gremium, na czym będzie cierpiała jakość pracy bieżącej, i szybko doczeka się negatywnej społecznej oceny.
Jeżeli mamy propozycję wprowadzenia tam też i Konstantego Miodowicza (któremu też wróżę wyłączenia!), to możemy mieć ekscytujące widowisko medialne. Osobowość Antoniego Macierewicza, dla osobliwego traktowania tajnych informacji, nazywanego niekiedy „Durszlakiem” będzie tak korzystnie pracować na wizerunek PiS, jak oratorskie wyczyny Panów Kuchcińkiego, Gosiewskiego, Suskiego i klonów Zbigniewa Giżyńskiego. A nieuchronne swary tych dwóch Panów M. mogą nas kompromitować zarówno wewnątrz kraju, jak i poza granicami. Ale nie na pewno. Czterech członków komisji to pomysł sensowny, a obecność obu kontrowersyjnych polityków to rzecz ryzykowna, ale wedle demokratycznych reguł dopuszczalna.
Ale liczmy na to, że tak jak w przypadku pozytywnych sygnałów płynących ze strony PO w sprawie Zbigniewa Romaszewskiego, usłyszymy jakieś uspokajające tony Kaczyńskiego. Jeżeli nie , to trudno. Rewanżyzm narobi więcej szkód niż upór. Pozornie wiele tu sprzeczności. Ale demokracja jest przecież najlepszym ze wszystkich złych sposobów rządzenia!



Komentarze
Pokaż komentarze (12)