Sejm drgnął i dokonał erupcji. Właściwie to jego parlamentarna mniejszość reprezentująca narodową większość, jak mówi klasyk. Palaczom nikotynowym będzie jeszcze gorzej. Nie będzie sobie można zapalić na balkonie, ani w ogóle nigdzie! Ani w barze, ani w pubie, restauracji, czy na podwórku. Kąciki dla palaczy zlokalizuje się na nieużytkach poza aglomeracjami. Z dala od przystanków komunikacji masowej i parkingów. Koniec z terrorem palaczy! Nawet we własnym samochodzie dymka nie puścisz!
Wymyślili posłowie, z nieocenionym Tadeuszem Złote Usta Cymańskim, na samym czele. Dotarliśmy do ściany. Umysłowej. Opary nikotynowe zaiste mniej są toksyczne od oparów absurdu. Kontrola przestrzegania tych przepisów będzie zapewne tak skuteczna, jak obecnie w przypadku przystanków. Gdzie w miejscach zakazanych kurzy się jak przy młócce.
Nie ma rzeczy groźniejszej dla powagi państwa i bezpieczeństwa prawnego od wprowadzania przepisów teoretycznie słusznych, ale trudnych, a nawet niemożliwych do wyegzekwowania. Podrywa to szacunek obywateli do prawa, i tak już z dawna nadwątlony. Nikt nie neguje szkodliwości palenia tytoniu. Polemiki nałogowców z argumentami broniącymi biernych palaczy nie mają szans na powodzenie. To rzeczy wiadome. Ale w zwalczaniu społecznej plagi potrzebny jest rozum.
Państwo i jego instytucje przez ciążący spadek ubiegłych dziesięcioleci (czy nawet setek lat) postrzegane są przez ogół jako ciało obce, i dlatego trudno buduje się u nas społeczne więzi, gdzie obywatele dobrowolnie ograniczyliby swoje swobody na rzecz dobra wspólnoty. Zbudowanie porządku prawnego bez aktywnego współdziałania obywateli z instytucjami państwa możliwe jest tylko w niedemokratycznych dyktaturach. W porządku ustrojowym Rzeczpospolitej założono chyba na wyrost świadomość prawną rodaków i ich chęć wspomożenia państwa w walce z nieprawością. I z nikotynowym smrodem zatem też.
To się udać nie może! Znowu ulec możemy „ziobromanii’ skutkującej zaostrzaniem przepisów i podnoszeniem wysokości kar będących reakcją na brak wyników w stosowaniu przepisów dotychczasowych.
Może lepiej spróbować wyegzekwować skuteczniej przepisy istniejące? Czy nie zdarza się nam zajmować miejsce w taksówce śmierdzącej tytoniową kumetą? Przystanki autobusowe „dymią” mimo wprowadzonego już z dziesięć lat temu zakazu. W restauracjach miejsca dla palących sąsiadują na jednej, nieklimatyzowanej sali, ze zwyczajnymi.
W zakładach pracy czuć dym nikotynowy, a pracodawcy patrzą na to przez palce, bo zorganizowanie kącika dla palaczy jest z przyczyn finansowych i lokalowych czasem niemożliwe.
W ruchu miejskim przez uchylone okienka wypadają na jezdnię niedopałki, nierzadko w sąsiedztwie radiowozów i samochodów Straży Miejskiej. Funkcjonariusze oglądają przy tym pilnie akurat co innego.
W Polsce od czasów zaborów istnieje szczególna solidarność społeczna skierowana przeciwko oficjalnej władzy. Ustrojowa zmiana wcale jej nie wykorzeniła. Mimo, że postępowanie funkcjonariuszy nie jest już pochodną tego z czasów zamordyzmu.
Dlatego lepiej najpierw konsekwentnie zająć się przepisami, które już funkcjonują, żeby pokazać obywatelom, że prawo może być skuteczne. I, że ich współdziałanie z Państwem w profilaktyce i ściganiu przestępczości może być z pożytkiem dla wszystkich. Na razie w sprawach ważnych.
A gdy zdobędziemy ten przyczółek, to dopiero wtedy możemy pomyśleć o uciążliwych , co prawda, ale drobiazgach!
Inicjatywa Posła Cymańskiego i jego kolegów jest tym rodzajem aktywności, która wprowadza temat zastępczy, żeby zamanifestować polityczną obecność. Przy braku innego konstruktywnego pomysłu. Rząd „szczęśliwości” Donalda Tuska zaczyna popełniać błędy, nieuniknione, czy nieprofesjonalne, i wdzięcznie wypina nieuzbrojony zadek do gry w politycznego „salonowca”.
Cymański Tadeusz, z hasłem wzmocnienia zaufania obywateli do państwa prawa na ustach, wali ręką w poręcz.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)