Pisze pan Igor Janke, że Wojciech Olejniczak pokazał, że ma jaja.
W „Szparce”(?)
Cóż, nie widziałem, ale w końcu do tego przyjść musiało.
Poziom rywalizacji politycznej zaczyna się właśnie sprowadzać do festiwalu ludycznego, gdzie chłopi porównują sobie za stodołą. Ówże organ.
Tak właśnie przez włościaństwo i lud roboczy postrzegany jest rejwach wokół ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, oraz bolesne konwulsje na tzw"lewicy laickiej".
Tak zwana socjaldemokracja polska, wstrząsana drgawkami, nie mającymi już nawet pozoru sensu, jest tak naprawdę strawna tylko dla tej części weteranów PRL, którzy z dwóch propozycji możliwych do zaakceptowania odrzucili nurt toruński.
Oraz dla wyalienowanych z przaśnej rzeczywistości ideologów, vide pan Sierakowski, którzy pochylają się nad biednymi i odrzuconymi. Ale hurtowo,- nad wszystkimi, nie zaś nad każdym. W głębi ducha, w poczuciu intelektualnej wyższości, tak naprawdę nimi pogardzają.
Lustrzane odbicie działaczy związkowych z „ Viva apidistra” Georga Orwella, który był prawdziwym socjaldemokratą, i takie przejawy zakłamania tępił.
Co pomoże odrzucenie rzeczywistych socjalistów, zwanych górnolotnie Demokratami, z dziwacznego zlepku organizacyjnego zwanego LiD. Do czego ma to posłużyć?
Głowił się dzisiaj nad tym pan Marek Borowski, pociągnięcie Olejniczka przyrównując do zabaw w krzakach.
Politycy w rodzaju Olejniczka, Senyszyn, Niwińskiego, lewicowość sprowadzają do życzliwej akceptacji seksualnych odmienności, propagowania memłania estetycznego zwanego dla dodania pozorów splendoru sztuką nowoczesną i wyzwoloną, awangardą czy tam czymś jeszcze, - i nieodzowną wyższością podatku progresywnego na innymi formami gospodarowania w ogóle.
Rzecznicy kapitalizmu państwowego, chcieliby odwrócić koło historii, i znowu, mając rząd dusz określać z wyżyn władzy potrzeby społeczne i sposoby ich realizacji. Na nieodmiennie minimalnym poziomie. Bo przy nieodzownym dla tej filozofii etatyźmie, wszystko i tak zeżre biurokracja i niegospodarność.
Nauczyli się już, że zarabianie im nie wychodzi, więc radzi by to zrzucili na barki liberałów.
Niechby ci zaradni zarabiali, zostawi im się tam coś, nie za wiele, a resztę przeznaczy na tych, co im nie idzie. Aby osłodzić im frustracje i nagrodzić za poparcie.
Niestety, naród też się nauczył. Stąd gwałtownie malejąca popularność tej idei.
Ja powodzenia nie życzę. Nie po drodze mi z nimi.
Nam wszystkim nie po drodze. To ślepa uliczka cywilizacyjnego rozwoju. Z brukiem czerwonym od krwi. Zaschła już dawno, ale kolor pozostał.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)