Przed wyborami AD 2007 wiele nasłuchaliśmy się z ust Prezesa złotych o przewidywanej koalicji PO – SLD, i o tym jak to komuna w wersji post-, kuchennymi drzwiami do polityki wlezie. I włazi, ale jakoś tak inaczej, i ze strony, której to Prezes w swej mądrości wcale nie wywieszczył. Słowo, otóż, stało się ciałem. Tak przynajmniej rzecze autorytet wybitny w politycznej materii, Migalski Marek,a jakże politolog. I to zapewne bzdury są wyssane z brudnego palucha babuni!
Przed chwila usłyszałem w pewnej wrażej radiostacji, jego z wielką pewnością siebie wygłaszane opinie o sojuszu PiS i SLD. Który staje się faktem, niezależnie od tego, co by o tym wodzowie obu ugrupowań nie wygadywali.
Podobno wstrzymanie się formacji Napieralskiego od głosu zostało przehandlowane za cenę stanowisk w publicznych mediach, za udział w budowaniu linii programowej skutecznie dającej odpór PO, i realny wpływ na kształtowanie opinii publicznej.
SLD ponoć (zdaniem Migalskiego!) wygrało wszystko. Niby to Prezydenta otwarcie nie wsparli, zatem zarzutu o kolaborację z prawicą czynić im nie można. Zyskali stołki i rzeczywisty wpływ na media, a na jesieni mają szanse na większe koryto. To co chapną, tego już nie oddadzą, a Platforma nową, poprawioną wersję ustawy medialnej będzie musiała z Napieralskim skonsultować i tak, za cenę kolejnych ustępstw.
Prezes poszczuł Platformę różową sforą, nie zważając na to, że sam może też stać się obiektem ataku. Dla prestiżu zaryzykował zachwianie politycznej równowagi, zapominając prawdę podstawową o obosiecznym mieczu.
Czego to ludzie nie wymyślą?! Jeszcze chwila, a znowu podniosą się głosy, co to chwilowo przycichły, że PiS to też lewica, jeno o korzeniach innych, i taka osobliwa , bo pobożna. Może nie hołduje rytowi rzymskiemu, jeno toruńskiemu, czapeczka na łepetynie może i nie z moheru, ale na pewno czerwona!
Co też ten politologiczny mędrek za cudeńka wygaduje? Migałki. Ot,co!



Komentarze
Pokaż komentarze (24)