Pan Zbigniew Ziobro doniósł do Prokuratury na urzędującego Premiera. Nie po raz pierwszy. Rzecz przedstawia się dość kuriozalnie:
-„ Wykazujemy, iż jest duże prawdopodobieństwo, iż pan premier Donald Tusk mógł dopuścić się przestępstwa kryminalnego, tzn. nie zawiadomił niezwłocznie organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa korupcyjnego, wielkiej korupcji, mimo że taki obowiązek na nim ciążył jako na funkcjonariuszu publicznym”-
Fakty zdają się przeczyć rewelacjom pisowskiego wicepremiera, ale zapewne jest to tylko pretekst i zasłona dymna mająca skryć właściwe intencje wystąpienia.
W marcu 2007 ówże Ziobro doniósł skwapliwie na Donalda Tuska do Prokuratury, za wypowiedź absolutnie mieszczącą się w kanonach walki politycznej.
Potwarcy zarzucali wtedy Panu Ziobrze niskie pobudki i chęć zemsty za sądową porażkę partyjnego kolegi Kurskiego, co to się przejechał na aferze billboardowej.
Rzekomym dowodem na rewanżyzm ministra była podobno zbieżność wysokości kwoty zadośćuczynienia i jej cel przeznaczenia. Sprawa się jakoś rozmyła, ale co się upiecze to nie uciecze, że powtórzę za mistrzem Tadeuszem Cymańskim.
Recydywa ma też praktyczny sens, może pomóc załatwić dwie sprawy. Rzecz pierwsza to znane uzależnienie pana Ministra od medialnego szumu. Zapewne męki syndromu odstawienia muszą mu potężnie doskwierać.
W tych desperackich próbach utrzymania się na powierzchni społecznego zainteresowania Ziobro podobny jest do gwiazdorów amerykańskich, którzy w obawie o utratę popularności zdobywają się na szokujące wyznania, i spektakularne wyczyny na pograniczu dobrego smaku.
Snadź wyczuł dzielny eks-minister, że czasy, kiedy krakowskie przekupki wilgotniały na dźwięk jego głosu zdają się bezpowrotnie mijać. Zwłaszcza, że raczej chodziło o to, jak pan Zbyszek mówił, a nie konkretnie co!
Stąd pewnie owe bardzo medialne zabiegi.
I pewnie jest w tych poczynaniach i próba odwrócenia wektora sympatii ludu w obliczu czekającej pana posła decyzji sejmowej w sprawie odebrania mu poselskiego immunitetu.
Rzecz dla byłego ministra sprawiedliwości zapewne szczególnie bolesna.
Wczoraj posłowie PiS, stawiając się niemal w komplecie w małej sali, gdzie obradowała Komisja Regulaminowa, praktycznie uniemożliwili omówienie sprawy pana Zbynia
Wedle Jacka Kurskiego miało to zwrócić uwagę opinii publicznej na niegodziwość posłów koalicji. Postępowanie wobec Ziobry nazwał on „grandą”.
Nasuwają się od razu słowa pana Zagłoby o spektakularnym wystąpieniu diabelskim podczas mszy świętej.
Pisowskie ostatki.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)