Przysiadłem na chwilę na ławce, skąd miałem dobry widok na osiedlową piaskownicę.
Do grajdołka podeszły dwie mamy prowadząc za sobą pociechy. Obaj malcy, w podobnym wieku taszczyli ze sobą wiaderka i łopatki. Takie same z kształtu, ale różne kolorach, co dawało każdemu z chłopców powód do obnoszenia się z wyższością swojego sprzętu nad konkurencyjnym. Jedna z mam rzuciła propozycję, aby młodzież zbudowała wspólnie zamek z piasku. Natychmiast jeden z chłopców obwołał się kierownikiem budowy, naśladując zachowania tatusia menadżera, przywleczone z firmy do domu, i usiłował nadzorować pracę kolegi. Drugi miał nie mniejsze ambicje, ale po krótkim zamieszaniu obaj zostali przywołani do porządku przez matki. W porę zapobiegły wiszącemu w powietrzu rozbratowi. Bo przecież to mogło doprowadzić do powstania dwóch mniejszych obiektów, zamiast planowanego jednego. A nie o to wszak chodziło.
Po wysłuchaniu krótkiego kazania o konieczności odłożenia na bok wzajemnych animozji, na rzecz ważniejszej sprawy wspólnej budowy zamku, chłopcy wreszcie zgodnie zabrali się do pracy. Wspólne sypanie obronnych wałów poszło bardzo sprawnie. Wkrótce na ukończonej wieży dworzyszcza jedna z mam umieściła chorągiewkę. A obie popatrzyły na brzdąców z uznaniem.
Gdy odchodziłem, obaj malcy siedzieli zgodnie na niskim murku, i wymachując nożynami, z zapałem coś sobie opowiadali. Może planowali wspólnie jakieś nowe przedsięwzięcie?
Nie wyśmiewajmy pochopnie obyczajów z piaskownicy.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)