tarantula tarantula
35
BLOG

Postęp niekontrolowany

tarantula tarantula Polityka Obserwuj notkę 4

Wszędzie korki. Zapchane parkingi. Chodniki na osiedlach, ba nawet pasy ruchu, i przejścia dla pieszych pozastawiane. Trawniki rozjeżdżone. Dopadło nas przekleństwo cywilizacyjne, które dostało u nas potężnego kopa w postaci odreagowania PRL-owskiej biedy.

Jak powiadał o automobilu śp. Jan Tadeusz Stanisławski „Toż to źródło smrodu i zaniku kończyn!”

 

Jest jeden pozytywny aspekt masowego boomu motoryzacyjnego. Malutki, ale zawsze. Samochód przestał być w Polsce głównym wyróżnikiem, i swego rodzaju firmowym znakiem życiowego sukcesu. Nie tak dawno już sam fakt posiadania automobilu, jego szczęśliwego właściciela nobilitował. I lokował wysoko w rankingu towarzyskim. Jeżeli nie społecznym tak w ogóle. Często ten obraz fałszując.

 

W latach słusznie minionych, rodacy często czynili absurdalne wysiłki, aby zdobyć upragnione cztery kółka. Ponieważ miało to niezwykle ważne znaczenie dla prestiżu rodziny. Hierarchia potrzeb najczęściej windowała samochód na czoło upragnionych dóbr materialnych. Razem z magnetowidem i kolorowym telewizorem.

Mniej istotne nawet było przyzwoite lokum. Kosztowne bryki rozsiadały się na pokruszonych chodnikach ponurych bokowisk z wielkiej płyty. Pawie ogony.

Teraz normalniało. Spowszedniało. Z nieosiągalnego, przybliżyło się na odległość wyciągniętej ręki. Już nas stać!

 

Teraz zmieniła się jakość snobizmu. Już nie jest istotne czy jest, bo to oczywiste, ale co to jest!

Jeżeli średnia wieku automobilu wynosi w Polsce 15 lat, to na kilkaset tysięcy nowiutkich bryk zakupionych w roku, sprowadzono tyle samo trzydziestoletnich rzęchów. Statystycznie rzecz ujmując.

Fałszu już nie ma, bo marka, wiek i stan naszych pojazdów, rzeczywiście odzwierciedlają rozwarstwienie społeczne. A snobizm, cóż!

Ten rządzi się prawami, które Jędrzej Kitowicztak trafnie przekazał w wydanym w 1840-41 dziele, co sławny do dzisiaj „Opis obyczajów za panowania Augusta III.”  

„…Że jednak we wszystkim przeważał gust cudzoziemski, przeto zrobione w kraju powozy, by też najlepsze, traciły natychmiast swój szacunek, skoro się dowiedziano, iż były stworzeniami krajowymi. Więc żaden majster nie kładł na karecie swego imienia, tym bardziej miasta polskiego, ale położył miasto Paryż, Londyn, Berlin, Wiedeń; do tych albowiem miast panowie, zaniechawszy Gdańsk, ubiegali się po karety, tak nawet, że i gdańscy majstrowie, podprowadzając do Warszawy na szkutach dla sprzedania swoje karety, dawali im napisy angielskich, francuskich, jakoby do Gdańska z tamtych krajów morzem sprowadzonych, lubo w samej rzeczy były tworem gdańskim. Kiedy zaś przepych rozlał się po całym kraju, że karety niemal co trzy lata na inszy fason odmieniano, natenczas już nie zważano miejsca, skąd byli rodem kareta, czy z Paryża, czy z Warszawy, czy skądinąd, tylko ile celowała w modzie i w guście to sądzącym za piękniejsze, co było modniejsze. Kto z oszczędnych zażywał karety, która już z mody wyszła, ale była jeszcze mocna i wygodna, urągali się z niego modni utracjuszowie mówiąc o nim, że jeździ korabiem Noego.”
 

To wszystko pisze dumny posiadacz czterech kółek, zdegustowany faktem nagłej zmiany kategorii marnej osiedlowej drogi na nieformalną przelotówkę, o strategicznym znaczeniu dla dzielnicy. Gdzie skręt w lewo, dotąd zwyczajny, urasta nagle rankiem i porą popołudniową, do rangi karkołomnego wyczynu.

Bo za owym motoryzacyjnym boomem nie poszedł proporcjonalny rozwój drogowej infrastruktury. I szybko się na to nie zanosi. Snobizm i postęp wzajemnie się zaklinczowały.
tarantula
O mnie tarantula

Zazwyczaj maluję. Czasem piszę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka