tarantula tarantula
48
BLOG

Ekonomia wiochy

tarantula tarantula Polityka Obserwuj notkę 3

Tatko trzymał finanse twardą łapą, ale raz na czas zdarzały mu się erupcje hojności. Dawał wtedy kasę, żeby jak to powiadał „pobudzić gospodarczo” wiochę. Obniżał wtedy stopę procentową tak, że opłacało się brać pożyczkę, bo wyglądała atrakcyjnie. A Józio miał i łeb na karku i plany ambitne. Ot, tacy na przykład drwale. Chcieli zarobić na drewnie, bo popyt był jak cholera, ale potrzebowali ciężarówek. Józio im kupił takowe za pieniądze Tatusia, i za te, co mu chłopaki ze wsi powierzyli, bo wiedzieli, że ma łeb na karku. Układ był czyściutki. Drwale mieli wozidła spłacać ratami. Zabezpieczenie kredytu stanowiło drewno, co miało iść na rynek. Józek te raty przeznaczał na oddanie Tatusiowi, i przyzwoite odsetki dla chłopaków. I solidną premię dla siebie. Zostawało mu tyle, że ho, ho! Można było w coś zainwestować i pomnażać kapitał.

 

 

Jeden facet z miasta chciał postawić tartak i potrzebował szmalu. I tu w sprawę wdał się diabeł, co ogonem całą sprawę zakręcił. Forsy co ją miał od Taty, i z drewnianych rat, nie starczało na taką inwestycję, zatem Józik polazł do knajpy, żeby kapitał namnożyć w grze w zechcyka, w pokoiku za barem. No i nastąpiła cała seria pechowych przypadków. Nie dość, że forsę przepuścił, to jeszcze wylazł z kanciapy z horrendalnym długiem. Region nawiedziła plaga kornika drukarza i większość drewna szlag trafił. Reszta poszła za mniejsze pieniądze, bo się koniunktura na tarcicę załamała. Józio myślał nawet o zlicytowaniu lasu, ale pies z kulawą nogą na razie chęci kupna nie objawiał. Na dodatek chłopaki dowiedzieli się o ekscesach przy zielonym stoliku i zażądali od nieszczęsnego finansisty zwrotu swoich wkładów z należnymi wysokimi odsetkami.

 

 

Józio pobiegł z płaczem do Tatusia, walnął na kolana i wychlipał błaganie o ratunek.

A Tatuńcio po chwili wahania popełnił czyn, może i miłosierny, ale bardzo niepedagogiczny. Zamiast Józkowi skopać tyłek, to mu pokrył długi! Oczywiście pieniędzmi całej wioski. Tak, że na fanaberie ekonomicznego geniusza zrzucić się musieli, i wiszący na skraju bankructwa drwale, i chłopcy, co im Józio forsę wisiał, i staruszkowie na rencie, i spokojni  rolnicy.

W tym wszystkim wiele były dziwności. Drwale wcale nie potrzebowali takich luksusowych i drogich ciężarówek, a  przez brak wyobraźni i wrodzone skąpstwo nie dokonali oprysków lasu. Nie obserwowali też wahań giełdy drzewnej, przedkładając kufelek nad te nudne dociekania.

 

W pokoiku za barem, na zielony stolik rzucane były w formie wkładów świstki papieru z wyimaginowanymi absurdalnymi kwotami. Ale dług, jaki wyniósł stamtąd Józio był jak najbardziej rzeczywisty.

Mieli z Tatą męską rozmowę. Józio obiecał, że morderczego zechcyka zaniecha. Miał pozostać przy remiku, w którym był bieglejszy, i gdzie ryzyko było mniejsze, O pokerze nie wspominali, a szkoda.  

Tatuś na wszelki wypadek podniósł stopy procentowe.

Zamiast dupobicia i infamii, dał Józiowi kolejną szansę. Wszyscy tego pożałują.

 

Dziadzio „Raj utracony” całą sprawę już dawno przewidział i opisał. Ale „wiedzący” spierają się o słuszność jego oceny do dzisiaj. Poza tym, co to za nazwisko, Friedman? Żydzisko jakieś pewnie. I tyle!

tarantula
O mnie tarantula

Zazwyczaj maluję. Czasem piszę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka