tarantula tarantula
60
BLOG

Walenie w dekiel

tarantula tarantula Polityka Obserwuj notkę 4

Hela nalała wody do wanny z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Do Bożego Narodzenia jeszcze sporo czasu zostało, ale przygotowania czas poczynić wcześniej. Wiadomo, przezornemu wiatr w plecy wieje, czy jakoś tak! Napuściła, żeby potem wpuścić. Co roku to samo. Tradycja. I zajęła się pracowicie wymiataniem brudów, a sporo tego zalegało po poprzednich Lokatorach.

 

 

Za czas jakiś wchodzi Hela do łazienki, a tu posadzka mokra!

Biegnie do salo(o)nu i budzi szefa:

„Mamy przeciek!”

Lokator spoczywał na sofie w pozycji dwuznacznej. To znaczy, w pewnym sensie jednoznacznej, bo to nie takie proste do wyjaśnienia. Jedna połowa spała, a w chrapaniu słychać było troskę o los, zaangażowanie w, oraz determinację. Druga połowa oglądała telewizję, starannie omijając TVN i pochodne.  Lokator składał się z dwóch, w przybliżeniu równych części. Jako schizofrenik niebanalny, wady i niedostatki jednej połówki, równoważył ludzkimi ułomnościami drugiej.

 

Na wieść o hydroproblemie poderwał się z sofy. Wlazł pod stół, wciągając za sobą Helę.

„Ktoś chlapnął?”

„Tego nie wiem…”

„A co wiesz?”

„Tyle tylko, że jest mokro….

Lokator ugryzł się w zaciśniętą pięść. Wykonał następnie krótki taniec świętego Wita, świadczący o tym, że nadkąszenie nie było uzgodnione, i nie stanowiło consensusu połówkowego.

„Mokra robota?! Wiedziałem, że do tego musiało w końcu dojść! Tak długo nas prowokowali, naciągali strunę, lżyli, podbierali, nabierali, a na koniec odsunęli, że musiało….

Hela się zdumiała:

„To nie tak… Może to tylko ryba.”

„Jaki znowu Ryba? Nie znam żadnego Ryby! Obywatela Buraka trzeba było lepiej pilnować! Ot, co!”

Helenka bezradnie próbowała rzecz wyjaśnić. W tym sęk, że trudno było się przebić z tematem, bo obie połówki mocno się rozkojarzyły z obawy przed schłodzeniem porządków domowych:

„To może ja wezwę hydraulika?”

Jakiego znowu Hydraulika? Poza tym miało być bez nazwisk!”

 

Hela zrezygnowana, widząc, że się nie dogada, wezwała wreszcie fachowca.

Przyszedł w niebieskim kombinezonie, co mogło coś znaczyć, albo nie znaczyło wcale.

Okazało się, że karp nic nie zawinił. Korek był nieszczelny, a w syfonie szambonurek znalazł fiolkę z witaminami. Zaraz, zaraz…. A, czy to nie o witaminach śpiewał Andrzej Rosiewicz?

Teraz wszystko jasne!

Cholera, miało być bez nazwisk!

tarantula
O mnie tarantula

Zazwyczaj maluję. Czasem piszę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka