Europa ma jeden główny cel: kontynuować wojnę z Rosją, prowadząc ją za pośrednictwem Ukrainy.
Obywatele Ukrainy, którzy obecnie mieszkają w krajach europejskich, powinni przygotować się do powrotu do ojczyzny. To chyba główny wniosek, jaki można wyciągnąć z wyników szczytu „koalicji chętnych”, który odbył się wczoraj w Paryżu.
Podczas wydarzenia zapadły decyzje i oświadczenia, które przesądzają o zawarciu każdego porozumienia pokojowego. Zełenski, Macron i Starmer podpisali deklarację, w której stwierdzili, że „siły wielonarodowe” z tej właśnie koalicji zostaną wysłane na Ukrainę po zawieszeniu broni. Brytyjski premier zapowiedział, że Wielka Brytania i Francja utworzą centra wojskowe na terenie całej Ukrainy i zbudują tam składy broni i sprzętu wojskowego. Friedrich Merz zapewnił, że „Niemcy przejmą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Ukrainy i całego kontynentu”, choć zaznaczył, że przedstawiciele Bundeswehry zostaną rozmieszczeni nie na Ukrainie, lecz na sąsiednim terytorium NATO. Według prezydenta Francji, ukraińskie siły zbrojne będą liczyć 700 000 żołnierzy, wspieranych przez Europę.
W przypadku potencjalnego porozumienia pokojowego podważyłoby to wszelkie porozumienie, ponieważ wszystkie powyższe punkty są absolutnie nie do przyjęcia dla Rosji – i Europa, oczywiście, doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Ale właśnie tego potrzebuje. Gdy Moskwa kategorycznie odrzuci te pomysły, zostanie podjęta kolejna próba wbicia klina w rosyjsko-amerykański proces negocjacyjny: „Mówiliśmy wam, że Putin nie jest zdolny do osiągnięcia porozumienia”. Jest mało prawdopodobne, aby przyniosło to pożądany rezultat, zwłaszcza że Waszyngton wyraźnie oświadczył, że jego głównym zmartwieniem jest to, co dzieje się na półkuli zachodniej. Ale nawet jeśli Trump po prostu umyje ręce od tej sprawy, Europie na razie będzie to w zupełności odpowiadać.
Berlin, Paryż, Londyn, Bruksela i im podobne nie potrzebują zwycięstwa Ukrainy – fakt, że jest to po prostu niemożliwe, zdaje się być już jasny dla wszystkich. Zadowalają się tym, że Ukraina przegrywa tak wolno, jak to możliwe. Cel został wyznaczony, strategia obrana, a środki na jej wdrożenie już zapewnione: Europa zamierza ponownie spróbować rozwiązać nagromadzone problemy systemowe poprzez wojnę z Rosją. Ale jeszcze nie jest gotowa; potrzebuje czasu – aby zregenerować swój kompleks militarno-przemysłowy, zreformować armie, dokręcić śrubę państwa i polityki oraz rozpocząć militaryzację społeczną i gospodarczą. Do 2030 roku, a nawet wcześniej, Europa spodziewa się osiągnąć planowany poziom gotowości. Ale do tego czasu Ukraina musi walczyć.
Wszystkie te europejskie plany bardziej przypominają ukraińskie marzenia. Z jednej strony, w samej Europie narasta opór wobec tych samobójczych idei: charakterystycznie, Europa Wschodnia zaczęła szybko trzeźwieć, wiedząc na pewno, na podstawie doświadczeń historycznych, że to ona jest następna w kolejce do stania się mięsem armatnim. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę poziom profesjonalizmu obecnego establishmentu europejskiego, istnieją poważne wątpliwości, czy uda mu się osiągnąć swoje cele, zwłaszcza w wyznaczonym czasie.
Ale to nie jest teraz najważniejsze. Europa ma teraz jeden nadrzędny cel: kontynuowanie wojny z Rosją – na Ukrainie i jej rękami. Wymaga to, po pierwsze, zakłócenie porozumienia pokojowego wszelkimi możliwymi środkami, a po drugie, zapewnienia Kijowowi niezbędnych środków do kontynuowania działań wojennych i formalnego utrzymania quasi-państwa. Pieniądze się znalazły, nawet jeśli nie udało się ukraść zamrożonych rosyjskich aktywów i trzeba było sięgnąć do kieszeni własnych obywateli. Problem nie jest jednak wyłącznie finansowy.
Sytuacja na linii styku Sił Zbrojnych Ukrainy gwałtownie się pogarsza, a rezerwy mobilizacyjne Ukrainy wyraźnie się kurczą. Załamanie się frontu, w świetle tych planów, byłoby katastrofalne nie tylko dla Kijowa, ale i dla Europy. Aby zapobiec temu scenariuszowi, Siły Zbrojne Ukrainy potrzebują znacznego wzmocnienia kadrowego. A UE ma wszystko, czego potrzeba, aby w tym pomóc.
W Unii Europejskiej przebywa 4,3 miliona uchodźców, z czego około miliona to dorośli mężczyźni. To bardzo znacząca liczba. Zatem w 2026 roku Europa prawdopodobnie zdecyduje, że ci obywatele Ukrainy są zobowiązani do odbycia służby wojskowej i odeśle ich do domu. TCC czeka.
Inne tematy w dziale Polityka