27 obserwujących
443 notki
468k odsłon
  1667   1

Jezus chce rozwiązywać nasze problemy (J 6,16-21)

Dziś chcę zaproponować rozważanie fragmentu o Jezusie kroczącym po jeziorze (J 6, 16-21). W celu przeczytania całego (wyjątkowo krótkiego) fragmentu tradycyjnie odsyłam do przypisu[1].
Ten fragment spróbuję odnieść bezpośrednio do życia człowieka, szukając paralel – równoległości pomiędzy poszczególnymi momentami opisanymi przez ewangelistę, a życiem człowieka i relacją człowieka z Bogiem.
Zacznijmy od początku. W jakiej sytuacji znajdują się uczniowie nim przychodzi Chrystus? Są przede wszystkim w sytuacji mało komfortowej, rzeklibyśmy – skomplikowanej. I to co najmniej z dwóch względów:
1. Stresują się: co się dzieje z Jezusem, dlaczego jeszcze wśród nich Go nie ma (Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł).
2. Jest ciemno, jezioro się burzy (Nastały już ciemności, (…) jezioro burzyło się od silnego wichru) – ogólnie rzecz biorąc, robi się niebezpiecznie.
A mówiąc najogólniej – mamy tutaj do czynienia z sytuacją jakiegoś zagrożenia czy nieuporządkowania.
Gdyby odnieść to do życia człowieka, trzeba powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z kimś, kto się zagubił, kto stracił ze swojego pola widzenia Jezusa i kto może nawet chciałby w jakiś sposób Go odnaleźć, może dostrzega to, że jest miotany przez zło (no właśnie: człowiek, który nie ma w swoim życiu Jezusa jest miotany, mówiąc inaczej – jest ubezwłasnowolniony), ale nie potrafi tej sytuacji rozwiązać.
W moim odczuciu, kluczem do odczytania tej perykopy jest jednak nade wszystko jej druga część. Czytając ją, bierzmy pod uwagę to, co zostało napisane powyżej.
19 Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. 20 On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się!» 21 Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.
Zwróćmy uwagę na werset 19b, bo pokazuje on coś bardzo ciekawego: ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. Jak to się przestraszyli”? – dziwimy się. A no właśnie. Bo gdy tkwimy w środku odmętów zła, to boimy się tego, co może zrobić z naszym życiem Jezus. W pierwszym momencie odrzucamy Jego pomoc, chcemy się trzymać z daleka. Co więcej, możemy nawet Jezusa nie poznawać (jego postać jawi nam się jako zamazana, nie dostrzegamy Go w sposób ostry, myślimy że to zjawa, że może zdarzyć się coś złego).
Bardzo ciekawe jest to, co dzieje się dalej: Jezus uspokaja, że to On, uczniowie chcą Go wziąć do łodzi, ale nagle okazuje się, że dobijają już do brzegu. To cud, bo przecież było jeszcze daleko. Tak więc przyjście Jezusa przemienia sytuację uczniów w sposób, którego oni nawet nie mogliby sobie wyobrazić. I tak samo jest z nami. Gdy pozwolimy Jezusowi działać to nagle wiele rzeczy staje się niesamowicie proste. Rozwiązania, które przychodzą mogą nawet czasem szokować. Tylko wcześniej potrzeba tej odwagi, by pozwolić Mu działać. By dokonać właściwego wyboru, by przezwyciężyć strach.
Choć warto zauważyć, że w tym fragmencie widzimy coś jeszcze innego. Uczniowie nie proszą Jezusa, żeby działał. To oni chcą zrobić coś dla Niego: Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu. Rzeczą bardzo ciekawą jest właśnie ta kwestia chęci niesienia pomocy Jezusowi ze strony uczniów.
Możemy mówić o dwóch rodzajach pomocy, jaką człowiek może „zaoferować” Bogu. Jedna jest dobra, druga zła. By wiele nie filozofować, odwołajmy się do cytatów z Pisma.
1. rodzaj pomocy wyraża się w tym, co napisał Święty Paweł w Liście do Kolosan (1,24): Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Czyli człowiek, słaby człowiek – paradoksalnie – może pomóc Bogu w zbawianiu świata. Poprzez swoją modlitwę, ofiarę. I wróćmy tutaj ponownie do naszego fragmentu. Co dzieje się, gdy chcemy pomóc Jezusowi? On rozwiązuje nasze problemy. To On leczy nasze dusze. Uzdalnia nas do przyjmowania Jego łaski.
2. rodzaj pomocy wyraża się z kolei w postawie Piotra: A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie» (Mt 16,22). Zresztą, to nie jedyna tego typu propozycja ze strony św. Piotra (później wielkiego człowieka). Podobnie bywa w naszym życiu. Czasem chcemy dawać Bogu rady, czasem mówimy: „Daj mi spokój, z tym poradzę sobie sam. Ja mam rację, to czego Ty chcesz dla mnie, jest złe – mam lepszy pomysł”. I mam tutaj na myśli bardzo konkretne wybory moralne, przed którymi stajemy niemal każdego dnia…
 
Poprzednie rozważania:


[1]   16 O zmierzchu uczniowie Jego zeszli nad jezioro 17 i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; 18 jezioro burzyło się od silnego wichru. 19 Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. 20 On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się!» 21 Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale