10 obserwujących
56 notek
78k odsłon
1410 odsłon

Libański galimatias

fot. Paweł Rakowski
fot. Paweł Rakowski
Wykop Skomentuj15

Dymisja rządu Hassana Diaba nie rozwiązuje żadnych problemów. Kraj cedru, który po tragedii w bejruckim porcie w świetle światowych reflektorów dokonuje samooczyszczenia daleki jest od upragnionego celu jakim jest „normalne państwo”. Albowiem dla każdego z 18-stu wyznań owa „normalność” jest czymś zupełnie odmiennym jak i niesprawiedliwym jest uważać, że każda z tych wspólnot nie jest wewnętrznie podzielona i skonfliktowana.   

Liban nie jest normalnym krajem takim jak inne w regionie czy też na świecie. Jest pozostałością starego przednowoczesnego świata, w którym to wyznanie, klan, rodzina, region determinuje życie jednostki jak i cały ład i skład społeczny. Eksperci bliskowschodni przyznają, że wiedzieć o Libanie i jego historii, kulturze, grupach religijnych można bardzo dużo, ale nigdy nie zrozumie się pełni czy też całości procesów, które w kraju cedru zachodzą. Na Libanie łamał sobie zęby izraelski Mossad, amerykańska CIA, radziecki KGB, syryjski Muhabarat czy nawet irański Vevak. Wydaję się, że nie ma na świecie umysłu zdolnego do zaproponowania konstruktywnej propozycji satysfakcjonującej 18-wspólnot wyznaniowych, które jeszcze są rozbite na wewnętrzne podgrupy klanowe i regionalne, a każda z nich zazdrośnie strzeże aby konkurenci nie urośli znacznie w siłę, ponieważ może to odwrócić od wieków ukonstytuowaną relację sił. Patrząc na libańską politykę można się posłużyć analogią do czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów w dobie jej po potopowego upadku. Czy Samir Dżadża lider maronickich Sił Libańskich to odpowiednik sienkiewiczowskiej wersji kniazia Jaremy Wiśniowieckiego a Hassan Nasrallah charyzmatyczny przywódca Hezbollahu to Bohdan Chmielnicki? Czy możne prezydent Michael Aoun to Janusz Radziwiłł a Walid Jumbullat herszt Druzów to odpowiednik Hieronima Radziejowskiego? Tylko w współczesnym Libanie brakuje wyidealizowanych „krystalicznych” postaci z Trylogii jakim byli m.in. Jan Kazimierz, Stefan Czarnecki czy Jan Sobieski, natomiast takich Kmiciców czy Wołodyjowskich wiernych jedynie „swojemu domowi” nie brakuje. A raczej nie ma innych.

Na początku był chaos

7000 lat historii oraz wszystkie starożytne i nowożytne imperia władające górami Libanu i wybrzeżem fenickim zostawiły trwale swój ślad. To góry liczące po 3000 metrów wbijające się do morza i schodzące do Doliny Beka ukształtowały obecną mentalność i porządek w kraju cedru. To w tych górach przez tysiąclecia chowali się regionalni banici, którzy w śniegu i chłodzie hardzieli i pogłębiali swoją nieufność wobec obcych jak i świata zewnętrznego. W VII wieku n.e. w góry Libanu przyszli Maronici z północnej Syrii, którzy nie chcieli przyjąć heretyckiej postawy innych regionalnych Kościołów i uznawali, że ich przywództwo duchowe znajduje się w Rzymie i jak to powiedział obecny patriarcha Kościoła maronickiego kardynał Beszara Boutros Rai - za ten Rzym mogą iść do piekła, ale na papieża odpowiedzialność. Uchodźcy z północy spotkali w górach potomków Fenicjan, których ochrzcili i wymieszali się z nimi w czasie już trwającej ekspansji islamu na Syrię po 640 roku. Albowiem góry Libanu były przez tysiąclecia uznawane za część Syrii i do dzisiaj Damaszek chociaż osłabiony wojnami uważa Bejrut za swojego młodszego brata, który chwilowo zbłądził albowiem zapatrzył się na Zachód. Niemniej wraz z pojawieniem się islamu pojawili się nowi zdobywcy dla których zielony Liban był jak raj w porównaniu z pustynią arabska. Jednak nowi zdobywcy szybko sami się skonfliktowali i kalif Ali centralna postać w szyizmie, a więc w mniejszościowym nurcie islamu kazał swoim zwolennikom osiedlać się w niedostępnych górach Libanu aby unikać prześladowań od Umayjadów, czyli dzisiejszych sunnitów. Jednak na tym proces migracyjny się nie skończył, albowiem w góry w XI wieku przywędrowali z Egiptu tajemniczy Druzowie, a w okolice dawnego fenickiego portu Tripoli przyszli Alawici i kolorytu tej krainie dodali jeszcze prawosławni, melchici (greckokatolicy), Ormianie, ismailici czy Żydzi.

Wersal i Mandat

Pomimo setek lat represji i rzezi góry Libanu zachowały swój chrześcijański charakter. Maronici dzięki kontaktom kościelnym zaczęli obsługiwać handel lewantyński przez port w Bejrucie i po I Wojnie Światowej powstała koncepcja w Paryżu aby stworzyć państwo chrześcijańskie na Bliskim Wschodzie. Niezwykłą ciekawostką jest czy nasza polska delegacja w Wersalu z Ignacym Paderewskim i Romanem Dmowskim na czele miała okazje spotkać się z dostojnym patriarchą maronickim Eliasem Boutros Houykiem, który przybył do Francji na specjalne zaproszenie aby z Autonomii Gór Libanu z końcówki panowania tureckiego stworzyć podwaliny pod protektorat, który z czasem przerodzi się w państwo chrześcijańskie. Niestety dostojnicy kościelni w Wersalu spotkali się brutalnymi prawidłami francuskiej gry imperialnej. Miast Gór Libanu, a więc pasma górskiego i pasa wybrzeża od wschodnich portowych dzielnic Bejrutu do mniej więcej nad morskiej wioski Szekka, propozycja pod przyszłe państwo odejmowała znacznie więcej terenów niż pierwotnie planowano. Żeby osłabić syryjski nacjonalizm Francuzi przyłączyli do Libanu dawną prowincję Tripoli zamieszkiwaną głównie przez sunnitów i Alawitów oraz Dolinę Beka, w której ilościowo najwięcej było szyitów. Paryż nie za bardzo wiedział co zrobić z portowymi miastami Sydon i Tyr wraz z Górną Galileą wzdłuż, której przeszła granica pomiędzy francuską a angielską strefą wpływów, czyli dzisiejsza granica izraelsko-libańska. Patriarcha nie mógł się wyrzec krainy biblijnej, po której chodził sam Chrystus i zaakceptował przyłączenie również tych ziem, na których mieszkali chrześcijanie chociaż byli w mniejszości.

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka