Świat się zmienił. Wojna również.
Przez dekady siłę armii mierzyło się liczbą czołgów, tonami stali, zasięgiem rakiet i liczbą żołnierzy. Ten sposób myślenia był logiczny w XX wieku. Dziś coraz częściej jest anachroniczny.
Od lat słyszymy to samo, bezpieczeństwo państwa wymaga coraz większych wydatków na wojsko. Nowe czołgi, nowe samoloty, nowe systemy rakietowe. Kwoty idą w dziesiątki, a czasem setki miliardów złotych.
Problem polega na tym, że logika tych zakupów pochodzi z innej epoki – nie tylko innej technologicznie, ale wręcz z innego modelu prowadzenia konfliktów. W realiach współczesnej technologii i współczesnych wojen są to często wydatki o dramatycznie niskiej efektywności. Coraz częściej jest to po prostu wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Jak dziś wygrywa się wojnę
Współczesny konflikt rozstrzyga ten, kto szybciej zbiera i analizuje dane, szybciej podejmuje decyzje,
ma lepsze algorytmy, potrafi działać masowo, tanio i adaptacyjnie.
Przewagę uzyskuje nie ten kto ma niezniszczalne czołgi i samoloty, lecz ten, kto potrafi produkować systemy dronowe w dużych ilościach, akceptując straty jako element projektu.
To zasadnicza zmiana paradygmatu.
Wojna przestaje być pojedynkiem drogich maszyn a zaczyna przypominać problem systemowy i informacyjny.
Za koszt kilkuletniego budżetu obronnego można stworzyć tysiące inteligentnych systemów bez załogi, bez ryzyka politycznej katastrofy przy ich utracie, zdolnych do ciągłej ewolucji.
To nie jest kosmetyczna różnica a całkowita zmiana logiki całego systemu obronnego.
Masowość zamiast „niezniszczalności”
W systemach dronowych zakłada się że część z nich zostanie zniszczona. Straty są wpisane w projekt.
Liczy się nie przetrwanie pojedynczej jednostki, lecz ciągłość działania całego roju.
To podejście bliższe biologii niż klasycznej strategii wojskowej. Rój nie przegrywa dlatego, że straci kilka elementów. Przegrywa dopiero wtedy, gdy przestaje działać jako system.
Nie trzeba być generałem, by to zauważyć.
Algorytmy jako nowa broń strategiczna
Sztuczna inteligencja w systemach autonomicznych analizuje dane szybciej niż człowiek, reaguje w czasie liczonym w milisekundach, uczy się w trakcie działania, adaptuje się do zmieniających się warunków.
Algorytmy stają się nową bronią strategiczną.
I tu dochodzimy do kluczowej konkluzji przejście na strategię obrony opartą o systemy dronowe nie jest decyzją militarną – jest decyzją polityczną.
Dron to nie sprzęt. Dron to kod
Wbrew temu, co pokazują foldery reklamowe, dron to nie tylko śmigła i kadłub.
Dron to w 80% oprogramowanie czyli algorytmy autonomii, analiza obrazu, komunikacja, odporność na zakłócenia, aktualizacje w czasie rzeczywistym.
To dziesiątki, setki, a docelowo tysiące modułów software’owych, które konkurują ze sobą, ewoluują,
muszą być wymienialne i testowane równolegle.
Produkcji systemów dronowych nie da się zamknąć w jednym dużym projekcie, gdyż wymagana jest dywersyfikacja kodu, konkurujących zespołów, wielu rozwiązań rozwijanych jednocześnie, szybka selekcji tego, co działa najlepiej.
Czyli wymagane jest dokładnie to, co robi ekosystem startupowy.
Nasza administracja i elity polityczne być może nie boją się samych śmigieł i silników dronów. One boją się tego, co jest do nich potrzebne: nowego podejścia do rozproszenia procesów, algorytmów, rozproszenia władzy, konkurencji zespołów, demokratyzacji produkcji.
Dlatego miliardy złotych pompowane są w kolejne „narodowe projekty flagowe” zamiast w system, który byłby innowacyjny masowy i naprawdę skuteczny.
Wnioski
W przeszłości wzmacnianie obronności polegało na inwestycjach w czołgi, samoloty, parady, flagi, symbole.
Wojna współczesna rozstrzyga się w linijkach kodu, w centrach danych, w zdolności do szybkiej adaptacji, Rozstrzyga się również w rozproszonych, inteligentnych, tanich systemach produkowanych masowo.
Narody które tego nie zrozumieją, będą kupować coraz droższy sprzęt do wojen, które już się nie toczą.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)