2 obserwujących
9 notek
16k odsłon
1122 odsłony

Mówił ludziom to, co chcieli usłyszeć. Recepta na sukces komika-prezydenta.

Maciej Piotrowski
Maciej Piotrowski
Wykop Skomentuj7

Jaskrawa, uderzająca po oczach zieleń. To był kolor kampanii Wołodymyra Zełenskiego – podstawowy i najbardziej rozpoznawalny element identyfikacji wizualnej.

Dziś przeczytacie o najciekawszych chwytach kampanijnych sztabu Wołodymyra Zełenskiego, który dzięki nim z olbrzymią przewagą pokonał konkurentów w wyborach prezydenckich

Skąd wybór wspomnianego wyżej koloru? Po pierwsze, nawiązywał do jego nazwiska. Po drugie, do wiosny, która daje nadzieję na zmiany. Jednak trzeci, głębszy sens zieleni podpowiada nam epizod z 2. sezonu “Sługi Narodu”: tam na analogicznym zielonym tle stawia Hołoborod’kę (postać outsidera-prezydenta Ukrainy graną przez Zełenskiego) wynajęty piarowiec-szarlatan, by nakręcić wyborczy klip. W serialu usłyszymy następujący dialog:


- Pierwszy raz uczestniczę w takich nagraniach. Nie wiem gdzie jestem, co robię, co jest za mną i dlaczego wszystko jest zielone? - pada z ust prezydenta.

- Wyjaśniam. To zielonka. My wszystko dorysujemy. Ulice, drogi, domy. (...) А za szybą siedzi elektorat. Wszyscy. Babcie, dziadziowie, emeryci, budżetówka. - odpowiada piarowiec.

- Młodzież też?

-Wszystkich dokładnie dorysujemy.


Jednolite zielone tło to więc zielonka-“greenscreen” - studyjny efekt pozwalający na nałożenie za występującym aktorem dowolnego obrazu. Zgodnie ze słowami serialowego piarowca: dorysować można wszystko.

To czysta karta, którą można wspólnie zapełnić kontekstem. Takim kandydatem, bez negatywnej historii za plecami, miał być Zełenski. Również jego program wyborczy miał być budowany od zera. Kandydat zwrócił się do internautów, by to oni go napisali: by przysyłali swoje problemy i ich rozwiązania, a jego zespół miał wybrać najczęściej się pojawiające hasła i uznać je za swoje priorytety. Sam prezydent miał być tylko neutralnym wykonawcą woli ludu – sługą narodu.

Mów ludziom to, co chcą usłyszeć

„Do dziś nie wiemy kim był Wołodymyr Zełenski. Każdy widzi w nim co chce. Zostawił miejsce do tego, by każdy postrzegał go po swojemu. Był tak samo dobry dla zachodu Ukrainy i wschodu” – mówił mi Roman Krawec, dziennikarz Ukraińskiej Prawdy, autor jednego z pierwszych wywiadów z Zełenskim po jego wejściu do polityki.

Jego opinie potwierdza ekspert medialny Roman Kabaczij: „Zełenski milczał, a w tym czasie każdy wymyślał sobie swojego Zełenskiego, tworzył jego wymarzony obraz w swojej głowie. Gdyby skonfrontować te wszystkie obrazy ze sobą, będą one wzajemnie sprzeczne.”

Kandydat na prezydenta starał się wyrażać jak najmniej konkretnie, nie decydując się na formułowanie ścisłych, policzalnych obietnic. Unikał radykalizmów i wyraźnego angażowania się po którejś stronie. To pozwoliło mu zdobyć poparcie zupełnie odmiennych grup wiekowych, jeśli spojrzymy na poparcie w podziale na płeć, miejsce zamieszkania czy wiek.

Dzięki jego kampanii w Internecie udało się zaangażować młodzież, którą dotąd trudno było przyciągnąć na wybory. Sposób prowadzenia kampanii on-line był popisowy i był przywoływany przez zespół Zełenskiego jako powód jego sukcesu: jakoby o wyniku zadecydowało właśnie zmonopolizowanie tego kanału komunikacji, z którego inni kandydaci nie umieli odpowiednio skorzystać. O kampanii internetowej mówiono na każdym kroku, jej twórców wysuwając na pierwszy plan.

28-letni marketingowiec Mychajło Fedorow był twarzą zespołu odpowiedzialnego za digital. Gdy w wieczór wyborczy wszedłem do sztabu Zełenskiego, to właśnie on kręcił się wśród dziennikarzy od samego początku, podczas gdy inni eksperci byli dostępni dopiero w ostatnich godzinach przed ogłoszeniem wyników. Zapytałem go o to, co było najbardziej skuteczne w ich internetowym przekazie. „Kontakt z ludźmi. Dialog z odbiorcami był dla nas kluczowy. To, że przekaz był skierowany do widowni. Wzorowaliśmy się na kampanii Obamy 2008, ale też Trumpa 2016.” – odpowiedział. Tworzono więc zespoły współpracowników w regionach złożone z redaktorów nieformalnych i lokalnych fanpage’y w sieciach społecznościowych. Przesyłano im komunikaty do rozpowszechniania, wzywano na pomoc w kryzysowych momentach.  

Nieco inne światło na kwestię „dialogu” rzuca jednak Roman Krawec: „Zełenski nie prowadził żadnego dialogu z ludźmi. Zastąpił go umieszczaniem internetowych filmików, które dawały wrażenie bezpośredniego kontaktu” - mówił mi dziennikarz. Jednak wrażenie bliskości kandydata zaistniało. “Rozumiałem to tak: Zełenski to ja. Zełenski też je burgery, Zełenski też płacze. Zełenski ma mamę taką jak ja” - mówił w wywiadzie dla telewizji Hromadske piarowiec Fedorow.

Milcz - wtedy cię usłyszą

Fedorow przedstawiał też pomysł na kampanię jako reality show – widzowie mieli oglądać sztab od środka w trybie live. Skończyło się na wrzucanych co kilka dni 20-minutowych filmikach, które pokazywały Wołodymyra Zełenskiego rozmawiającego z ekspertami - a właściwie słuchającego ich, zadającego pytania, niemalże uczącego się do roli prezydenta. To jednak nie te filmiki “zrobiły” kampanię Zełenskiemu. Zbierały one średnio 500 tys. wyświetleń na Youtubie. A jeden z nielicznych, dużych wywiadów (dla zagranicznych dziennikarzy): 2,7 miliona. Działo się tak, gdyż kandydat ten właściwie nie dawał dziennikarzom szansy na spotkanie go i zadanie mu pytań. Nie było konferencji prasowych i briefingów, ilość wywiadów można policzyć na palcach jednej ręki. Pracownicy mediów walczyli o nie, narzekali i prosili - sztab odmawiał.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka