52 obserwujących
353 notki
386k odsłon
  800   4

Koniec baśni Andersena. Kristiana G. Andersena

#prawo cytatu
#prawo cytatu
W przeciwieństwie do autora popularnych, choć nieco dziwnych baśni o Calineczce, Królowej Śniegu czy małej Syrence, ten drugi Andersen nie urodził się w Odense. Zaczął od pracy na poczcie w Aarhus, później na tamtejszym uniwersytecie studiował biologię molekularną, immunologię w brytyjskim Cambridge, przewinął się przez MIT i Harvard, aż osiadł w ośrodku Scripps Research w San Diego, Kalifornia.

Artykuł ”Dosiebne pochodzenie SARS-CoV-2”, sygnowany przez pięcioosobowy zespół badawczy pod kierunkiem Kristiana G. Andersena w witrynie Nature Medicine pojawił się 17 marca 2020 roku, natomiast w papierowej wersji czasopisma, w tomie 26, na stronach 450–455, ukazał się w kwietniu tego samego roku. Raczej hermetyczny dla niespecjalistów tekst Andersena i kolegów mimo wszystko wzbudził spore zainteresowanie, bo nie tylko analizowano w nim osobliwości budowy nowego koronowirusa, budzącego u ludzi grozę i od blisko kwartału paraliżującego świat, ale dokonano również przeglądu hipotez oraz zabrano głos w dyskusji na temat powstania owej groźnej dla człowieka odmiany odzwierzęcego patogenu.

„Czy koronowirus SARS-CoV-2 jest rzeczywiście rezultatem niewymuszonej adaptacyjnej ewolucji, jak sugerowałaby to powielana przez media głównego nurtu opowieść o pysznym, ale zdradliwym rosołku z nietoperza? Naukowcy, w każdym razie ci, których głos daje się usłyszeć poza sferą wyspecjalizowanej debaty oraz łamów ściśle naukowych periodyków, dają w tej sprawie mocno różniące się odpowiedzi. Cóż, ludzkie poznanie jest procesem, a rzetelna wiedza rodzi się dopiero w sporach wynikających z błędów i ograniczeń osób, które się tym zajmują. Poza tym, ludzie nauki też realizują nieraz dziwne interesy i... bywa, że kłamią. Dość pamiętać o cyklicznym sporze o wyższości masła nad margaryną lub odwrotnie” – pisałem w Obywatelskiej nr 219, w maju 2020 roku.  

Lewą ręką za prawe ucho
W zespole K.G. Andersen et alii, prócz trzech badaczy z USA, było też dwóch z uniwersytetów w Edynburgu i Sydney. Przedstawione przez nich studium w Nature Medicine, wskazywało nie tylko na optymalizację domeny wiążącej receptor (RBD), czyli na wysokie powinowactwo szczytowego białka (Spike) z receptorem ACE2, co bardzo ułatwia patogenowi kontakt z nabłonkiem ludzkich płuc, ale sygnalizowało też zastanawiająco dużą liczebność furynopodobnych miejsc cięcia przez proteazy, która to cecha decyduje o skuteczności wtargnięcia wirusa do komórek zainfekowanego organizmu.

Rozpoznanie struktury nowego patogenu było całkiem dokładne, tym bardziej mogły zdumiewać wnioski, jakie autorzy wyciągali ze swego badania. Ponadstandardową obecność elementów ułatwiających temu patogenowi międzygatunkowy przeskok (do niedawna koronowirusy zagrażały jedynie zwierzętom), znacznie przekraczającą parametry matematycznego modelu ewolucji adaptacyjnej, uznali za przesłankę do zdezawuowania hipotez o laboratoryjnej genezie SARS-CoV-2 oraz za potwierdzenie jego naturalnej, być może zapośredniczonej przez innego nosiciela mutacji.

„Zdaniem Kristiana G. Andersena i współautorów, nie sposób na razie przesądzić, czy nosicielem pośrednim, umożliwiającym przeskok tego odzwierzęcego wirusa z nietoperza na człowieka, było inne zwierzę (w tym przypadku wskazuje się na łuskowca), czy takim nosicielem był ewentualnie sam człowiek. Za mało danych, trzeba dalej badać – brzmi konkluzja artykułu o możliwym pochodzeniu patogenu, który od kilku miesięcy paraliżuje świat. Mimo że dostrzegamy szczególne cechy tego wirusa, łącznie z optymalizacją sekwencji białek bardzo ułatwiających zaatakowanie ludzkiej tkanki, to nie wierzymy – deklaruje międzynarodowy zespół badaczy – by scenariusz powstania patogenu w jakimś laboratorium w ogóle mógł wchodzić w grę. K.G. Andersen et alii nie wierzą, zaiste mocny argument naukowy” – skomentowałem to wówczas złośliwie.

I dodałem, nie bez irytacji: „Nie wszyscy ludzie z branży są aż tak powściągliwi. Dla niektórych właśnie owo zgrabne dopasowanie sekwencji białek umożliwiających wirusowi wnikanie do organizmu człowieka, szybkie namnażanie się, a w konsekwencji wysoki stopień zakaźności, stanowi co najmniej poważną poszlakę, że nowa odmiana betakoronowirusa typu SARS jest rezultatem mocno zaawansowanej bioinżynierii”.

Teraz będzie najciekawsze...
Scripps Research, wcześniej z terminem Instytut w nazwie, rozpoczął swą działalność prawie sto lat temu (1924) jako klinika ufundowana przez Ellen Browning Scripps, Brytyjkę z urodzenia i filantropkę zafascynowaną odkryciem insuliny. Początkowo była to wyłącznie placówka medyczno-badawcza, ostatnio podjęto tam także działalność dydaktyczną. Łącznie z filią na Florydzie Scripps Research zatrudnia blisko 2, 5 tys. pracowników, dysponuje dwustu laboratoriami, ma dwa kampusy, ponad tysiąc patentów...
Można sądzić, że Andersen z Aarhus znalazł właściwe miejsce. Jego kariera naukowa w USA rozwijała się przy okazji badań nad wirusami Zachodniego Nilu, Ebola czy Zika. Nic dziwnego, że po wybuchu epidemii w Wuhan duński ekspert od chorób zakaźnych z San Diego badania nad wirusem SARS-CoV-2 zaczął w styczniu 2020 roku i co więcej, znalazł się w gronie osób, z którymi słynny dr Tony Fauci, szef Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) chciał przekonsultować problem pochodzenia nowego patogenu, w Stanach często nazywanego wirusem Komunistycznej Partii Chin (CCP virus).   

Lubię to! Skomentuj69 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości