Pełne emocjonujących twistów, czyli pozornie pozbawionych spójności oraz głębszego sensu zwrotów akcji – liczne dziwaczne wypowiedzi czy wystąpienia oraz bulwersujące nocne wpisy na Truth Social Donalda Trumpa mogą (a może wręcz mają) prowadzić do lekceważącej pobłażliwości wobec obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jednak coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że za tą maskaradą kryje się chęć odwrócenia uwagi od rzeczywistej, uparcie realizowanej imperialnej strategii USA oraz stopniowego oswajania naszej części Europy z wizją nieuchronnej wojny z Rosją.
Dodajmy, wojny w społecznym wymiarze prowadzonej naszym kosztem – choć po części za pieniądze z zewnątrz – dla utrzymania amerykańskiej hegemonii w świecie. Drapieżcy zwęszyli szansę taniego (bez ofiar we własnej sile żywej) dopadnięcia i może nawet nie tyle ostatecznego pokonania czy rozbicia Rosji, lecz wyłącznie zasadniczego zminimalizowania jej wpływów w dalszych odsłonach koncertu mocarstw oraz przyszłych grach geopolitycznych, w których nieco rozpaczliwie (ponieważ realny układ sił im nie sprzyja) próbują zachować dotychczasowy stan posiadania. Stan – dodajmy to wprost – uzyskiwany dziś niemal wyłącznie dzięki nagiej przemocy militarnej, używanej bądź realnie, bądź potencjalnie. I rzadko tylko wspomaganej przez imperialną przemoc w sferze symbolicznej.
Gdy Trump mówił Chodakiewiczem
Skłonnym do brania własnych życzeń za faktyczny stan rzeczy i naiwnym jak dzieci Polakom – ogólną, niejasną zapowiedź wycofania części amerykańskich wojsk z Niemiec przedstawia się jako dowód, iż pozycję BRD w europejskiej polityce Departamentu Stanu może zająć Rzeczpospolita… Ale to nie tak, 5 pięć tysięcy żołnierzy USA z blisko 40-tysięcznego kontyngentu będzie stanowić wysunięty przyczółek na froncie przyszłej wojny z Federacją Rosyjską, lecz mięsa armatniego dostarczy raczej ktoś inny. Analiza szykowanej na połowę czerwca „umowy o współpracy w dziedzinie obronności między Polską a Niemcami” również nie pozostawia złudzeń, kto będzie w tej relacji dominatorem, a kto jedynie jej posłusznym wykonawcą.
Niemcy, którzy szykują poważną rozbudowę Bundeswehry, będą mieli m.in. uprawnienia do swobodnego przemarszu przez terytorium Polski (powrót do konceptu słynnego korytarza?), podczas gdy zmasowana nagła krytyka kanclerza Friedricha Merza w niemieckich mediach może świadczyć o amerykańskich planach wymiany ekipy politycznej rządzącej obecnie w Berlinie. Niech pamięć o wspaniałej przemowie Donalda Trumpa do Polaków na placu Krasińskich sprzed lat, którą napisał wtedy POTUS-owi prof. Marek Jan Chodakiewicz, nie przesłania bieżącej rzeczywistości geopolitycznej, jak również wiedzy o niemieckich korzeniach 47. prezydenta USA.
Od niebiańskiej sotni do wielomilionowej emigracji
Propagandowa ofensywa, jakiej od kilku lat jesteśmy nieustannie poddawani, sugeruje, że to będzie wojna sprawiedliwa, mająca nas chronić przed nieuchronnym podobno atakiem ze strony Federacji Rosyjskiej. Jednak coraz więcej deklaracji i praktycznych posunięć ze strony NATO w tranzycji nakazuje sądzić, że możemy znaleźć się w ferworze analogicznym do osławionej Epickiej Furii, która w istocie stanowiła wyprzedzający atak sił nowego porządku światowego, mający podobno doprowadzić do bezlitosnego unicestwienia nuklearnego potencjału Iranu. Tyle że to starożytne państwo a) nigdy takiego potencjału nie miało i – w dodatku – został on b) w pełni unieszkodliwiony w podobnych działaniach napastniczych w czerwcu ubiegłego roku. Czy nasi eksperci polityczni biorą pod uwagę fakt, że przygotowywane stopniowo, metodą salami – rok 2016: umowa Macierewicza z Ukrainą, rok 2024: umowa Tuska z Zełeńskim, już po upływie kadencji prezydenckiej polityka z Kijowa – państwo polskie może się niechcący znaleźć w sytuacji wojny z Rosją, analogicznie jak miało to właśnie miejsce z Ukrainą?
Niechętni Janukowyczowi Ukraińcy nie zakładali przecież, że ten drugi majdan oraz wykreowanie legendy Niebiańskiej Sotni, wytrzebionej na Placu Niepodległości przez tak zwany friendly fire, zakończy się nie tylko utratą Krymu i Donbasu, lecz także długą wojną rozpoczętą w lutym 2022 roku, w wyniku której zginęły setki tysięcy żołnierzy, a inne nieuchronne koszty zmagań militarnych dotknęły znacznie wyższej liczby ofiar: nie tylko rannych czy trwale okaleczonych w bojach, lecz też ich rozbite rodziny, utracony majątek, zrujnowane egzystencje. A wreszcie wielomilionową emigrację z ojczyzny w poszukiwaniu chleba i spokojnego, bezpiecznego życia.
Casting na bohaterów i chirurgia w warunkach septycznych
Warto myśleć realnie i pragmatycznie, tak jak robią to Amerykanie. Niemcy są przeszło dwa razy ludniejsze od Polski, o potencjale przemysłowym i mocy gospodarki już nie wspominając. Na kogo zatem jako na zaufanego sojusznika postawią w Europie Stany Zjednoczone? Przecież nie na Słowację czy Rumunię, ale na nas też nie. Trump domaga się, żeby Unia się zbroiła, czyli szykowała do wojny, kupując wielkie ilości broni w USA. Pytanie, kto pójdzie do przysłowiowych okopów? Francuzi? Włosi? Brytyjczycy? Wolne żarty. Przecież to Polacy (całkiem niepotrzebnie) zdobyli Monte Cassino. I to Polacy chcą odwetu na Rosji… Myślę, że symulacja castingu na martwych bohaterów III wielkiej wojny w Europie już się nad Potomakiem odbyła. Oni kalkulują racjonalnie, nie cackają się.
Dramatycznym potwierdzeniem, że ekipy polityczne w Polsce także już o tym wiedzą, są zarówno podwyższone stany gotowości bojowej, przemilczanie incydentów wskazujących na aktywność wrogiej agentury, ale również nieskrywana, najwyższa od dekad aktywność Wojskowych Komend Uzupełnień przekształconych w Wojskowe Centra Rekrutacji. Zupełnym przypadkiem stało się to w roku 2022. Tym jednak, co – przynajmniej dla mnie – zdecydowanie przepełniło miarę, była informacja sprzed kilku miesięcy o ćwiczeniach służb medycznych w prowadzeniu zabiegów chirurgicznych w warunkach septycznych. Wiadomo: brud, ostrzał, pył gruzu. Rządzący jeszcze tego głośno i wprost nie mówią, ale obie strony politycznego klinczu w Warszawie solidarnie szykują Polaków na kolejną cudzą wojnę.
Polska po wojnie bez Pomorza, Śląska i Zakerzonia?
No, a po tej wojnie? Nasze Ziemie Zachodnie wrócą do niemieckiej macierzy, świetny śląski węgiel znów będzie się ekologicznie palił w niemieckich piecach. Litwa nie odda nam Wilna, a Ukraina upomni się o kilkanaście wschodnich powiatów tzw. Zakerzonia. Dobrze, jeśli nie uprą się również przy starożytnym Krakowie, który – według obowiązującej w wojennym Kijowie wykładni historycznej – przecież dawno temu zakładali. Nie zdziwiłbym się, gdyby i Białoruś, z którą szanse na dobrosąsiedzkie stosunki zaprzepaściliśmy w imię cudzych interesów wręcz modelowo, miała chrapkę na przesmyk suwalski (ang. Suwalki Gap).
Co w obliczu tej śmiertelnie groźnej sytuacji powinni zrobić politycy chcący działać w imię racji stanu i w polskim interesie narodowym? Rada jest w zasadzie prosta. Możliwie pilne budowanie własnej odporności przeciw hipotetycznie możliwym agresjom, lecz również rozsądna wielowektorowa polityka zagraniczna. Należałoby zatem w trybie możliwie pilnym podjąć próby utworzenia realnie partnerskich stosunków dwustronnych z Federacją Rosyjską i Białorusią, ale też kontynuować rozpoczęte kiedyś, tyle że właściwie natychmiast poniechane poważne rozmowy z Chinami. Nie rezygnując jednak z bilateralnych porozumień z państwami skandynawskimi oraz środkowoeuropejskimi krajami Południa. I nie zapominając o Turcji.
Któż jednak miałby to zrobić? Przecież nie Donald Tusk, dla którego futbol amerykański pozostaje dyscypliną tradycyjnie obcą. Ale i nie Jarosław Kaczyński – od lat pilny wykonawca poleceń, dyspozycji i sugestii płynących nie tylko znad Potomaku. Czy prezydent Karol Nawrocki osiągnął już ten stan niezależności, czy ma do dyspozycji dostateczną przestrzeń politycznej swobody, by móc bardziej konsekwentnie pójść chińskim tropem swego poprzednika w Pałacu Prezydenckim? Bo jeśli nie on, to kto? Dwaj panowie B. – Bosak i Braun? A może triumwirat B-B-N? Oto jest pytanie.
3 / 7 / 20 maja 2026
Waldemar Żyszkiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (11)