31 obserwujących
277 notek
308k odsłon
3401 odsłon

Najazd LGBTQ. To nie jest spór o miedzę

#prawo-cytatu-teczowy-husarz
#prawo-cytatu-teczowy-husarz
Wykop Skomentuj112

Trwa wojna kulturowa, ideologiczna agresja LGBTQ się nasila, tymczasem rząd usiłuje być arbitrem między sponsorowanym przez globalistów objazdowym cyrkiem Sorosa a obrońcami polskiej tożsamości. Taki fałszywy symetryzm doprowadzi nas jako wspólnotę do cywilizacyjnej klęski.

Do faktu, że przed rokiem 1989 Polacy w swym własnym kraju nie mieli nic do powiedzenia, zdążyłem się przyzwyczaić: zawłaszczone państwo, władza i propaganda przejęte przez środowiska tradycyjnie niechętne polskiej tradycji kulturowej i naszej narodowej tożsamości. Ale od roku 1990 miało być jednak inaczej.

Owszem, poddani zabiegom zawodowców od sprawiania wrażenia i wywierania wpływu Polacy zachłysnęli się tzw. wolnością, choć tego i owego dziwiło, że pewne tematy zachowały status tabu, a niektóre często wypowiadane opinie – mimo formalnego zniesienia cenzury – nadal nie znajdowały drogi dojścia do publicznej agory. Nawiasem mówiąc, porównanie częstości pojawiania się rozmaitych wątków narodowościowych w Gazecie Wyborczej, która nominalnie miała stanowić organ polskiej Solidarności, byłoby nie tylko interesującym tematem dla co najmniej pracy doktorskiej, ale bystremu badaczowi powinno dostarczyć ważnego materiału do przemyśleń.

Nowe PPR, czyli promiskuityzm, perwersja, rozwiązłość
Szczególną wściekłość progresistów wywołują poczucie narodowej tożsamości oraz trwanie przy katolicyzmie, a przede wszystkim dogmatyczny i obyczajowy rygoryzm jego wyznawców. I nie ma się czemu dziwić, bo mocne tożsamości etniczno-religijne stoją na przeszkodzie kolejnej utopii architektów Nowego Świata, który według słów naiwnej piosenki Lennona sprzed lat miałby być pozbawiony granic, religii, a w konsekwencji może i wojen. Do kolejnej próby urzeczywistnienia groźnej globalistycznej mrzonki spadkobiercy marksizmu-leninizmu znów zaprzęgli najcięższe działa. Tym razem, medialno-prawno-organizacyjne.

Polacy przez ćwierć wieku dawali się lewicowej propagandzie wodzić za nos, wstydzili się patriotyzmu, własnej ojczyzny, swoich wielkich, choć nie zawsze pomyślnych dla narodu dziejów. Ale ostatnio zaczęło się to zmieniać, więc progresiści zaatakowali inaczej, całą moc uderzenia kierując w stronę tzw. rewolucji obyczajowej, niesionej przez niewielkie, lecz hałaśliwe grupki, beztrosko wywijające banerami z zawłaszczoną i zdekonstruowaną tęczą.

Marksizm-lesbianizm, jak – wbrew pozorom naprawdę trafnie – nazywa tę ideologię prof. Marek Jan Chodakiewicz, niesie przesłanie aż do przesady proste: pod hasłami tolerancjonizmu, różnorodności i wychwalania środowisk LGBT, którym rzekomo dzieje się krzywda, metodą narastającej prowokacji, nieustannej propagandy w mediach oraz chytrze przeprowadzanych zmian w prawie, zmierza do sytuacji, w której promiskuityzm, perwersje i rozpasanie nie tylko przestaną być postrzegane jako zachowania dewiacyjne, lecz staną się wręcz ‘edukacyjną’ i ‘wychowawczą’ normą dla przyszłych pokoleń.

Zaczęło się, jak zwykle, od fałszowania języka. Rozmaite odcienie perwersji, znane od czasów starożytnych, nazwano „orientacjami”, choć po prawdzie – jeśli pamiętać, że niezmienna atrakcyjność erotyzmu jest nagrodą za zapewnienie gatunkowej ciągłości – zasługują one raczej na miano seksualnej ‘dezorientacji’. Dotychczasowych perwertów nazwano (z angielska) wesołkami. I dalej już poszło. W krajach Zachodu, gdzie jeszcze kilka dekad temu, homoseksualizm bywał (inaczej niż w Polsce) penalizowany, dziś sądy skazują normalnych obywateli za kose spojrzenie, niechęć do współpracy przy apologii dewiacyjnych zachowań lub nie dość czułe słówka pod adresem przesadnie drażliwych inwertytów.

Wielki Wschód i płaczliwi geje
Nowe zawitało niestety także do Polski. I trudno zgodnie z prawdą orzec, że nie można było tego przewidzieć. U progu lat 90., wśród licznych przybyszów, którzy zaczęli penetrować nasz kraj pod względem zasobności, atrakcyjności i (może przede wszystkim) podatności na rozmaite presje lub pokusy, znalazł się także Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji. Z tej niecodziennej okazji odbyło się nawet posiedzenie jakiejś „wybudzonej z uśpienia” polskiej loży.

Krótka migawka ze spotkania masonów pojawiła się też w dzienniku telewizyjnym, ale nie wspominałbym o sprawie, gdyby nie jedno zdanie, jakim poczęstował gospodarzy francuski wolnomularz, który zapytany o pozycję Kościoła katolickiego w demokratycznej Polsce odparł krótko: „Dotąd Kościół odgrywał rolę nader znaczącą, ale to się wkrótce zmieni”. Wtedy pomyślałem, że to jedynie przesadna chełpliwość, właściwa m.in. Gaskończykom, ale po latach jestem skłonny sądzić, że Wielki Mistrz wiedział coś, czego jako zbiorowość nadal nie jesteśmy skłonni przyjąć do wiadomości.

Wykop Skomentuj112
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo