Mąż jest masochistą i obejrzał "orędzie" Słońca Peru i Indii - ja tam do takich poświęceń nie jestem skłonna. Niemniej, kiedy mąż mnie zawołał z salonu, żebym obejrzała zwis męski ozdobny Ukochanego Przywódcy, złamałam się. W końcu jestem kobietę, ciekawość zwyciężyła. No i co moje oczy piękne ujrzały? Ano - ujrzały menela w źle skrojonej marynarce, która się trzymała na brzuchu na jednym guziku, a poniżej tego guzika poły się rozchylały, ukazująć dolną część niebieskiego krawata ... Mąż mściwie zauważył, że jak się ma złą sylwetkę, to przecież można dobrać odpowiedni fason marynarki, a ja pokiwałam głową i wróciłam do siebie, przepełniona wizją człowieczka o złej wilczej twarzy, z pięściami latającymi do tego stopnia, że aż musiał jedną ręką ściskać drugą, no i na dodatek ten menelski krawacik wyglądający dołem, gdy prawdomówny pan premier na chwilę puszczał pięści w ruch, rozwierając ręce wyćwiczynym gestem ...
O tak - po tych wszystkich dołujących obrazkach z zamachu stanu w TK ten groteskowy obraz bardzo mi się przydał!


Komentarze
Pokaż komentarze (24)