Dziś zapadł wyrok w głośnej sprawie Nanghar Khel, gdzie polscy żołnierze ostrzelali na oślep wioskę, w wyniku czego zginęło sześć osób; trzy zostały ciężko ranne. Ofiarami były również kobiety i dzieci, przede wszystkim jednak cywile.
Wyrok uniewinniający zapadł z powodu braku dowodów na celowe działania żołnierzy.
Część osób się cieszy, że "uratowany został honor polskiego żołnierza".
A ja siedzę i płaczę, ponieważ z rąk polskich żołnierzy zginęło sześć niewinnych osób. Osób, które ci żołnierze mieli ochraniać, a nie zabijać.
Sprawa jest wysoce niejednoznaczna. Żołnierze tłumaczyli się, że zostali ostrzelani i musieli się bronić, natomiast prokuratura wojskowa twierdzi, że nic im nie groziło. Nic! W najlepszym razie - zabili te sześć osób prewencyjniie, ze strachu.
Ten wyrok jest bardzo zły. Daje sygnał następnym kontyngentom wojskowym: chłopaki, luzik. Jak już jesteście poza granicami, zwłaszcza w takim dzikim kraju, co to ludzkie życie mało się liczy, to sobie folgujcie. Zabijajcie, kradnijcie, gwałćcie - byle to byli miejscowi. Już my was jakoś wybronimy, swojaki.
Ja nie twierdzę, że kwalikikacja czynu była wlłaściwa. Być może prokuratura wytoczyła zbyt ciężkie działa - a może i nie, nie znam szczegółow. Wiem jednak na pewno jedno: zginęło sześć osób, cywilów, niezamieszanych w wojnę.
Popatrzcie. Leży sobie sześć trupów, w tym kobiety i dzieci. Ci zabici mieli rodziny. Te rodziny wiedzą teraz, że dla Polaków zabicie sześciu miejscowych to tak mniej więcej, jakby zrobić siku w krzakach.
Jak oni się teraz czują?



Komentarze
Pokaż komentarze (17)