Mój mąż nie jest młodzikiem (aczkolwiek sam pewnie uważa inaczej ;-D). Jest też alergikiem - i z obu tych racji już od kilkudziesięciu lat leczy się w przychodni alergologicznej. Cały czas tej samej. Mało tego - od kilku lat leczenie objawów przestało mu wystarczać. Zachciało mu się odczulania.
Nadmienię, że rzecz nie jest tania ani prosta. Sczepionka kosztuje ponad 100 zł. Na początku trzeba było kupić jednną na tydzień.Teraz jest postęp - kupuję jedną szczepionkę raz na dwa miesiące.
Oczywiście, wizyta u lekarza wiąże się z koniecznością wzięcia dnia urlopu - lekarka teoretycznie powinna przychodzić na ósmą; w praktyce jest to 9.30.Potem trzeba odczekać na ewentualny odczyt niekorzystny .... Mniejsza.
Ważniejsze, że ostatnio mąż zażądał ode mnie (sam nie ma nawet pojęcia, do jakiego lekarza rodzinnego jest zapisany - no skąd niby? skoro ni chodzi ;-( ), żebym umówiła go na wizytę do lekarza rodzinnego. Bo musi mieć skierowanie.
Rozumiecie to? Lekarz rodzinny zadecyduje, czy specjalista, od dziesięcioleci leczący kogoś z alergii, ma do tego podstawy!
TO KTO TU JEST, KUR...A, SPECJALISTĄ?!!!!!
P.s. Idiotów, którzy chcieliny skomentować w sensie "Ale przecież PiS !!!!" uprasza się o pisanie na adres: www.berdyczow.pl.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)