Książę Luka, jak to książę Luka: z właściwą sobie bystrością uchwycił, gdzie tkwią największe błędy zwolenników spiskowych teorii (jak sam Luka wie najlepiej, żadne teorie spiskowe, nigdy w życiu, ani razu, się nie potwierdziły. W Polsce władza zwierzchnia należy do Ludu pracującego miast i wsi, a wykonuje ją poprzez Parlament itd, itd, i temuż podobnież, a ględzenie Gudzowatego o Loży numer minus pięć to takie kwękolenie katolskiego pizdzielca, co o niczym nie ma pojęcia).
Tak. O grzechach głównych piszę.
Skoro więc Książę Luka z taką finezją i polotem udowodnił, że "zwolennicy teorii zamachowych" są w mylnym błędzie, a w dodatku jeden zwolennik niekoniecznie zgadza się z drugim zwolennikiem, czasem nawet jeden drugiemu zaprzecza, to nie pozostaje nic innego, jak zgodzić się grzecznie z Księciem Luką i pogratulować mu logicznego wywodu.
Aby zaś dowieść, jak bardzo zgadzam się z Księciem Luką, przytoczę - na Jego cześć - kardynalne cnoty, które w sprawie śledztwa smoleńskiego, jak wieniec laurowy (moi rodzice mówili "bobkowy"), zwieńcza chwalebnie czoła osób odpowiedzialnych za prowadzenie śledztwa po stronie polskiej i rosyjskiej, tak skutecznie z nami pojednanej dziesiątego kwietnia roku pamiętnego (Pan Nałęcz ujął to jakoś tak, że dla tak wielkiej sprawy, jak pojednanie, nie ma ofiar zbyt wielkich. W kontekście katastrory smoleńskiej. Z obfitości szczęścia dusza śpiewa?).
Po pierwsze primo - rozsądek.
Samolot (lub samoloty, rzecz jest do wyjaśnienia) z dwoma polskimi prezydentami, jednym byłym i jednym obecnym, całym dowództwem polskich sił zbrojnych, większością opozycji, szefami najważniejszych instytucji w kraju itd, itp., zostaje przez rządzących, którzy tej opozycji szczerze i otwarcie nienawidzą, załadowany i skierowany na terytorium kraju odwiecznie i otwarcie wrogiego (również w sensie sojuszy militarnych), W DODATKU W SYTUACJI, GDY CI RZĄDZĄCY SĄ UPRZEDZENI O MOŻLIWYM ATAKU TERRORYSTYCZNYM NA SAMOLOT, i tenże samolot rozbija się "w pozycji plecowej" niczym szklana bombka po upadku z choinki ... a w kraju, który ten nieszczęśliwy samolot wyekspediował do Rosji, nie ma żadnego strachu, traumy, poczucia zagrożenia ... Jest wyłącznie chęć pojednania się z Rosją za wszelką cenę.
Czy muszę dodawać, że po zamachu na JFK, jego następca przejmował władzę na pokładzie Air Force II? Tak, ale wtedy NIE wiedziano, co było przyczyną, i postanowiono zabezpieczyć legata ....
Po drugie primo - sprawidliwość (czyli, między innymi, bezstronność).
Gdyby w jakimś normalnym państwie zdarzyło się tak, że zwalczany przez rząd prezydent i osoby mu towarzyszące w tak STRASZLIWEJ ilości uległyby wypadkowi, rząd natychmiast stawałby się podejrzany.
Każdy sędzia, prokurator, ba - zwykły policjant - potwierdzą tę prawdę: najpewniej sprawcą jest ten, kto osiągnął korzyść.
Na dodatek, gdy wypadek dzieje się na terytorium kraju wrogiego itd., który ma w stosunku do nas zapędy mocarstwowe, sprawa staje się podejrzana podwójnie.
Jedynym wyjściem z sytuacji, gdyby Rosja i Polska miały czyste ręce i sumienia, byłoby zwrócenie się do międzynarodowych gremiów z prośbą o pomoc. Owszem, Rosja może mieć opory przed NATO. Ale chyba nie przed ONZ?
Tymczasem - mamy badanie przez rosyjski MAK, instytucję odpowiedzialną za certyfikowanie samolotu i lotniska ...
Po trzecie primo - umiarkowanie.Już też naprawdę przed szkalowaniem pilotów można było się powstrzymać, bo co prawda jest to najłatwiejesze do zrealizowania, ale też i do wykrycia. No, a obarczanie generała Błasika pijaństem, choć nawet wrogowie z SLD przyznają, że był on zatwardziałym abstynentem, było wyjątkowo głupie. Zwłaszcza, że nawet gdyby Błasik był kompletnym denatem i miał jeszcze godzinę po katastrofie 7 promili w wydychanym powietrzu, to nie ma to wpływu na katastrofę.
Czy gdziekolwiek, kiedykolwiek, na okoliczność spożywania alkoholu jest badany PASAŻER? A przecież generał Błasik był tylko pasażerem ....
Po czwarte primo - męstwo. Premier Donald Tusk kiedyś w czasie wystąpienia sejmowego powiedział coś w tym stylu, że gdyby Polska upierała się przy samodzielnym prowadzeniu dochodzenia, mogłoby dojść do wojny z Rosją.
Wiele osób twierdzi, że bardzo łatwo poznać, czy premier mówi prawdę. Wystarczy obserwować, czy rusza ustami. Jeśli rusza, to nie ma mocnych - MUSI kłamać. Moim zdaniem, jest to bajka. Premier, gdy jest w dużym stresie, niechcący mówi prawdę. I ta prawda jest dla Polski bardzo smutna: tak, Rosjanie zabili naszą delegację, a my jesteśmy państwem tak słabym, że nie możemy pozwolić, aby ta prawda wyszła na jaw. Bo inaczej to już pozostaje tylko wypowiedzieć Ameryce wojnę i natychmiast się jej poddać (moim zdaniem, wcale rozsądny scenariusz).
P.s. Luka, jesteś bardzo, alen to bardzo, inteligentny. Wiesz bardzo, ale to bardzo dobrze, że prawda kiedyś wyjdzie na jaw. Ja tej prawdy nie znam. Nie wiem, co było przyczyną wypadku - błędy, zaniedbania, celowe działanie, zamach Rosji lub innego państwa? Nie mam pojęcia. Ale wiem, że to, co orzekł MAK i komisja Millera, ma tyle wspólnego z prawdą, ile ja z garbarstwem. I ja wiem, że Ty to wiesz. I wiem, że Ty wiesz, że ja to wiem (a także, na przykład, Wyrus to wie). No więc kiedy prawda wyjdzie na jaw, a wyjdzie, bo wyjść musi, już powoli wychodzi, to Ty zostaniesz ze swoimi tekstami, broniącymi ruskich dez.
Naprawdę, to właśnie chcesz pozostawić najbliższym w spadku?
P.s. 2. Jest takie miasto Pułtusk - w jego pobliżu wakacje spędza Piotr Adamczewski z Polityki, jest tam najdłuższy rynek w Europie, świetny sklep rybny, no i Uczelnia Humanistyczna. Tudzież Zamek, w którym organizowane są różne imprezy. Od niedawna są też, niedawno zresztą pobudowane, dwa ronda - jedno imienia prezydenta Kaczyńskiego, i drugie - prezydenta Kaczorowskiego. Ci to się nie szczypią, co?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)