Zegar długu publicznego to pomysł profesora Balcerowicza. Zawisł w centralnym miejscu Warszawy - skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej - pod koniec września 2010 r. Rok i trzy miesiące temu. W zamyśle projektodawcy, miał on uświadomić zarówno obywateli, jaki i rządzących, jak ogromny jest dług publicznym którego spłata - kiedyś, w nieokreślonej przyszłości - wisi nad nami lub naszymi dziećmi.
Jak wiadomo po wyniku wyborów parlamentarnych, ciężko Polakom coś wtłoczyć do głowy. Wygrała ekipa, która nas właśnie najbardziej zadłużyła.
Od początku przyglądałam się wynalazkowi z dużym obrzydzeniem, ale i fascynacją. Od razu zlekceważyłam sumę "brutoo", jako tak niewiarygodnie wielką, że aż abstrakcyjną. Co innego kwota, przypadająca na każdego Polaka (pracujące, niepracującego, emeryta - każdego): wówczas było to nieco ponad 17 000 na osobę. Na mnie i męża - 34 000 złotych. Razem z dzieckiem, mieliśmy wówczas do spłacenia ponad 50 000 złotych. Koszt takiego sobie, ale jednak nowego, samochodu. Chciałabym mieć tę sumę w kieszeni - budżet rodziny bardzo się poprawił!
Ponieważ często tamtędy przejeżdżam, staram się raz na jakiś czas zerkać na tykającą bombę zegarową. Suma przyrastała, choć dość powoli. Na jedną osobę było to czasem kilka złotych, czasem złotówka dziennie ... No, tak jakoś 200-300 złotych miesięcznie (no, około 270). (Proszę sobie wyobrazić, że jest to rata, którą muszą Państwo spłacać co miesiąc - BO BĘDZIECIE MUSIELI).
W grudniu tego roku (operują przybliżeniami i szacunkami, ponieważ, oczywiście, nic sobie nie zapisywałam), jakođ tak na początku miesiąca, dług wynosił około 21 200 zł. Tuż przed Wigilą i po Świętach - było to już 21 400 złotych.
Dziś zerknęłam na zegar i ... zdrętwiałam. Zegar wskazuje ponad 21 600 zł. Oznacza to, nie mniej, ni więcej, że w ciągu niecałego miesiąca dług na osobę przyrósł o ponad 400 zł!
Oczywiście, jeden miesiąc to za mało, aby mówić o tendencji, ale jestem więcej, niż zaniepokojona, tempem przyrostu długu.
Dlatego mam apel do profesora Balcerowicza: proszę zdjąć ten cholerny zegar. Jak widać, nic on nie pomaga, a serwowcy mogą przez niego się wykończyć ...
Po co mamy aż do samej katastrofy obserwować, jak licznik długu wiruje z prędkością bączków puszczanych przez prezydentów Europy?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)