Animela Animela
565
BLOG

Dreyfus a sprawa polska: katastrofa smoleńska

Animela Animela Polityka Obserwuj notkę 2

Przede wszystkim - ogromna prośba o zajrzenie pod podany link!

 

"Kapitan Dreyfus został aresztowany pd zarzutem dostarczania obcemu mocarstwu dokumentów dotyczących bezpieczeństwa państwa, skazany przy drzwiach zamkniętych na podstawie dowodów, których mu nie przedstawiono, i zesłany do Kajenny. Tymczasem,gdy opinia publiczna zaczęła dowiadować się o owych dowodach, uznała je za niedostateczne, i Trybunał Kasacyjny rozpoczął postępowanie wyjaśniające, aby ustalić, czy nie należy przeprowadzić rewizji procesu".

Powyższy cytat jest fragmentem "Janka Santeuil" - wczesnej, mało znanej, pierwszej (lub jednej z pierwszych) wersji "W poszukiwaniu straconego czasu". Autor, Marceli Proust, mógł się uważać za znawcę tej sprawy  - "Sprawy", jak nazywali ją zwolennicy spiskowej teorii o niewinności Dreyfusa - od pierwszych jej chwil kibicował biednemu kapitanowi-Żydowi oraz śledził ją namiętnie zarówno w sądzie, jak i w ówczesnych publikatorach. Istne "śledztwo blogerskie", przeniesione w koniec dziewiętnastego wieku!

Dreyfus został kozłem ofiarnym. W rzeczywistości szpiegostwem zajmował się rodowity Francuz. Jednak "honor armii" wymagał, aby winą obarczyć osobę ... no, powiedzmy - Niefrancuza.

"Sprawa Dreyfusa" wywołała we Francji ogromny ferment. Ówczesny salon - odpowiednik dziewiętnastowiecznych Grasiów, Tusków, Olejnik, Żakowskich, Wielowieyskich - tyle tylko, że były to osoby doskonale urodzone, wykształcone, bardzo kulturalne - WIEDZIAŁ, że Dreyfus był winien. A jeśli nawet nie, to DLA DOBRA FRANCJI należy udawać, że się w to wierzy.

Francja podzieliła się na dwa obozy: dreyfusitów (wierzących w niewinność Dreyfusa) i antydreyfusistów (przekonanych o jego winie lub o konieczności obarczenia go winą). Procesy świadków traktowane były jako wydarzenia towarzyskie - na sali sądowej zbierały się całe koterie!  "Salon" (czyli arystokracja, strona rządowa, armia, część intelektualistów) był przekonany o własnej nieomylności, a miał moc kreowania sądów, więc - siłą rzeczy - "antydreyfusiści" byli ludźmi drugiej kategorii. Przyznanie się do tego, że jest się zwolennikiem Dreyfusa, było po prostu NIEPRZYZWOITOŚCIĄ. Przyzwoity człowiek tak nie postępował! Ani inteligentny, obyty, ustosunkowany ...

Do popierania Dreyfusa mogli się przyznawać wyłącznie Żydzi i inni cudzoziemcy, osoby niskiej konduity, głupcy lub zdrajcy.

Gdy Emil Zola ogłosił swój słynny list w obronie Dreyfusa "Oskarżam.....", "Salon uznał, że jest to kolejny wybryk głupiego i obrzydliwego pismaka.

Marcel Proust i jego przyjaciele - jak jeden mąż, ludzie wybitnitni - byli uważani za kretynów, zdrajców lub przynajmniej osoby zmanipulowane, bo popierali Dreyfusa.

Podział społeczeństwa francuskiego na osi "dreyus-antydreyfus" był dla mnie niezrozumiały, wręcz egzotyczny - zupełnie jak Tutsi-Hutu - aż do katastrofy smoleńskiej i tego podziału, który się wtedy dokonał.

"Sprawa Dreyfusa" podzieliła skutecznie społeczeństwo. Rodzice nie mogli zrozumieć, czemu ich mądre, wykształcone dzieci popierają Żyda. Sąsiedzi przestawali się odzywać do tych zdrajców, którzy optują za Żydem. Podziały były tak głębokie, że rozpadały się małżeństwa, wierne przyjaźnie zmieniały się w dozgonnych wrogów, podwładny bał się odezwać w obecności przełożonego ...

Po czym okazało się, że oszołomy miały rację: Żyd był patriotą, a zdradził Francuz.

Dreyfus, summa summarum, okazał się mało charyzmatycznym, a nawet wręcz - antypatycznym, człowiekiem. Stąd "antydreyfusiści" ukuli powiedznie "Jaka szkoda, że ONI nie mogą sobie wybrać innego niewinnego ..." ...

Ta histosia przypomniała mi się, gdy obejrzałam dziś Małgorzatę Wasserman: piękną, inteligentną, kompetentną i opanowaną kobietę. Córkę, która w niesprzyjających warunkach walczy o prawdę o śmierci o swoim ojcu.

Ma przeciwko sobie, jak "dreyfusiści", cały "Salon", łącznie z aparatem represji. Musi stąpać po kruchym lodzie, i robi to z niezrównanym wdziękiem i skutecznością. Posuwa się powoli, ale konsekwentnie, do przodu.

Piszę to z pozycji matki: uważam, że Ojciec jest z niej dumny. Ten ojciec, który też nie był byle kim  - "Salon" boi się go prawie tak bardzo, jak Macierewicza.

Myślę, że o Pani Małgorzacie Wasserman "Salon" myśli  sobie: "Jaka szkoda, że nie możemy podmienić ofiary ..."...

 

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka