Animela Animela
898
BLOG

Edmund Klich: wersja "błąd pilota" była forsowana od początku

Animela Animela Polityka Obserwuj notkę 12

We wczorajszym "Piaskiem po oczach" występował Edmund Klich. Prowadzący bardzo ładnie rzucał mu kiła ratunkowe, ale też, trzeba przyznać, Pan Klich łapał je z ogromną wprawą. Pomimo tego, że współpraca między przepytującym a przepytywanym była wzorcowa, pewnych rzeczy jednak się dowiedzieliśmy - choć absolutnie nie wprost.

1. Pan Edmund Klich nagrywał każdego, komu nie ufał całkowicie, a całkowicie ufał tylko Premierowi i Ministrowi Grabarczykowi. A nagrywał, gdyż bał się, że ktoś go pozbawi stanowiska - a wiele osób, zgodnie z jego wersją, chciało go pozbawić stanowiska.

2. Pan Klich zgodził się być akredytowanym, gdyż myślał, że "przy takiej katastrofie" wszyscy będą mu pomagać, a tu - guzik. Wszyscy właśnie mu przeszkadzali. A on wiele nie mógł zrobić sam, bo ktoś dybał na jego stanowisko i on bardzo chciał wrócić do Warszawy, żeby tego stanowiska bronić. Ale gdyby na jego miejscu był ktoś inny, to nie mielibyśmy ogromnego sukcesu w postaci taśm z wieży szympansów, które są kluczowe w sprawie (jakoś bezkompromisowy Piasecki nie spytał, jak ten ogromny sukces oceniła opinia publiczna!).

3. Pan Klich uważa, że pewne osoby od początku chciały przeforsować wersję "błąd pilota" i "naciski". Kto? No, on nie chce absolutnie rzucać podejrzeń, ale choćby Minister Bogdan Klich. I ci inni, co to go chcieli pozbawić stanowiska. A Pan Klich - przeciwnie, od samego początku wiedział, że przyczyną tragedii był ogólny bardak i brak wyszkolenia.

4. Oczywiście, że genarał Błasik był w kokpicie! To było wiadomo od samego początku, i co do tego nie ma wątpliwości! Że się głos nie nagrał? Furda! Ktoś ten głos rozpoznał i mu powiedział. Kto? Ktoś, kto głos Błasika znał lepiej, niż znał go komputer. Kto to byłł, to on nie wie, bo i skąd? A nawet jakby wiedział, to i tak nie powie, bo jest dyskretny.

5. Od samego początku było wiadomo, że przyczyną było uderzenie w brzozę. W tę większą, która ma 38-40 cm, no i w tę mniejszą, wcześniej. Malutką taką. No i inne drzewa kosił samolot. No, i on z kolegami przeszedł się ścieżką śmierci, i tam były ślady różne, no przecież skąd by te ślady były? No i na brzozie były kawałki materiału ze skrzydła, a na skrzydle - materiał z brzozy. Tej większej zapewne i tej mniejszej, i tych pozotałych. On to wyraźnie widział (wraz z kolegami) podczas spaceru. Badania były, tak, oczywiście, nie wie jakie, bo nie jest specjalistą. A poza tym - nagrał się przecież odgłos zderzenia z brzozą, no to co tu badać?

6. Macierewicz nie ma racji co do wybuchów. To znaczy - nie no, owszem, wybuchy były, zarejestwowały się, rzeczywiście. Ale to jasne, że jest to wstrząs spowodowany uderzeniem w brzozę. Ten drugi, większy wybuch - od słynnej brzozy, a ten mniejszy wybuch, który się NIE (sic!) zarejestrował - od tej wcześniejszej, malutkiej brzózki, o którą samolot wcześniej zawadził.

7. Macierewicz nie ma racji, bo się nie zna. No, gdyby Macierewicz był pilotem z wieloletnim doświadczeniem w lotnictwie cywilnym, to tak - wtedy możnaby słuchać Macierewicza, ale tak, jak jest, to nie.

Konkluzja:

Cały wywiad był kuriozalny. Prowadzący nawet nie spróbował wyjść poza rolę osłony medialnej Pana Klicha. Żadnych, ale to żadnych, niewygodnych pytań nie zadał. Mimo to - z wywiadu wyłania się obraz wręcz przerażający (zwłaszcza dlatego, że przedstawiony przez samego zainteresowanego): Panu Klichowi nikt nie pomagał, a wszyscy przeszkadzali. Weresja "błąd pilota i naciski" od początku były forsowane jako najwygodniejsze. On sam od początku postawił hipotezę "bałagan" i jej się trzymał. A już sformułowanie, że piloci nie odeszli na drugi krąg, a nawet jeśli próbowali, to im się to nie udało, kwalifikuje Pana Klicha do natychmiastowego postawienia w stan oskarżenia, bo przecież to właśnie to miał on zbadać!

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka