Na początek dowcip z czasów stanu wojennego:
Jaruzelski idzie do piekła. Spotyka tam Hitlera. Nie może się powstrzymać, aby mu nie dogryźć:
- No wiesz, gdybym ja miał Twoją armię, to ,na pewno zwyciężyłbym tę wojnę!
Na co Hitler spokojnym głosem:
- A gdybym ja miał Twoją telewizję, do dziś nikt by nie wiedział, że przegrałem wojnę ...
No właśnie.
Można jeszcze dodać tylko, że telewizja, to miliony gwoździ wbijanych codziennie w miliony głów.
Pan Premier wydał wojnę kibolom, a kibole tej wojny NIE wygrali. Teraz są zwierzyną łowną pozbawioną okresu ochronnego. Po prostu - dorżnąć watahy! A nieoficjalni rzecznicy rządu, choć czasem na trochę stracą trop, to przecież zapachu juchy nie zapominają. I w odpowiednim momencie rzucą się na ofiarę - zwłaszcza, gdy jest to ofiara łatwa.
Dziś w Gazecie Wyborczej przeczytałam, że złapano sprawcę podpaleń samochodów w centrum Warszawy.
Takie wieści cieszą, więc postanowiłam dowiedzieć się więcej o podpalaczu. Niestety, niewiele tego było, poza tym, że jest to kibol. Skąd GW o tym wie? A otóż stąd, że facet wybierał się na mecz, ale tam nie doszedł i obejrzał mecz w ... pubie.
TVN24 wyjaśniło niewiele więcej, poza tym, że uściślono, iż podpalacz jest "związany" ze środowiskiem kibicowskim.
Niby niewiele informacji, ale jaka okazja, by ten milion gwoździ!..... w milion bezmózgów ... Okazja, rzecz jasna, wykorzystana.
Co możemy wycisnąć z tych informacji pewnego? Otóż to, że policja złapała sprawcę podpaleń. Póki co - chyba tylko "domniemanego" sprawcę, aż do czasu zakończenia procesu. Sprawca jest mężczyzną, który nie poszedł na mecz, choć tam się wybierał, i że jest "związany ze środowiskiem kibicowskim".
Z tych faktów wysnuć twardy wniosek, że sprawca jest kibolem, to trzeba być naprawdę NIETUZINKOWYM dziennikarzem.
No, bo tak na zdwoty rozum, to nawet nie wiemy, kibicem jakiej drużyny jest facet, na jaki mecz chciał się wybrać, czy miał kupiony bilet, czy po prostu "chciał", jak ja chciałabym mieć Kohinoor .... I w jaki sposób jest "związany ze środowiskiem kibicowskim"? Miał szalik jakiejś drużyny, był zapisany do jakiegoś stowarzyszenia, był działaczem futbolowym? A może pracował na jednej budowie z facetem, co jest zapalonym kibicem piłkarskim, i to go tak "związało"? A może wręcz jest to narzeczony lub brat naszej salonowej koleżanki Anny, która jest kibicem? A, to fakt, to by znaczyło, że rzeczywiście "jest związany ze środowiskiem kibicowskim".
Tylko, że w takim razie ja też jestem związana ze środowiskiem kibicowskim - wśród moich znajomych jest sporo zapalonych kibiców. Czy już kiboli? Nie mam pojęcia, przecież nikt nie przyzna się dobrowolnie, że znajduje się w grupie podwyższonego ryzyka!
A i sama - osobiście, jak niektózy mówią - też ze dwa razy chciałam pójść na mecz. Działo się to, oczywiście, za sprawą mężczyzn mego życia. Ostatecznie zdecydowałam, że niech tam syn z mężem sami chodzą na mecze.
No, ale chciałam, i to mnie zrobiło kibolem. Według GW i TVN.
No, co prawda, to chciałam też pójść na mecz hokeja, tenisa i koszykówki, i za każdym razem szybko rezygnowałam. Ciekawe, czy kibole to tylko kibice kopanej, czy również ręcznej? Strach pomyśleć, że jestem kibolem tylu dyscyplin sportowych!
Tak, Hitler miał rację, niewątpliwie. A akcja wbijania gwoździ ma się chyba doskonale, niestety ....


Komentarze
Pokaż komentarze (1)