Oczywiście, rzecz jest ciągle o bezcennych menadżerach, menadżerach na wagę złota, zatrudnianych przez spółki w jakiś sposób powiązane z budżetem państwa i ze sportem. Jasne, chodzi mi o pp. K. i H., oraz innych menadżerów, będących dobrem rzadkim, i wynagradzanych na zasadzie "tyle złota, ile sam waży".
Oczywiście, że uważam zarobki miesięczne rzędu 39 000 zł za skandaliczne. Ostatecznie - nie od dziś wiadomo, że im większa rozpiętość zarobków między szarym obywatelem, a "elitą", tym gorzej świadczy to o ustroju danego państwa. Sytuacja, w której menedżer, zarabiający miesięcznie tyle, ile przeciętny Kowalski zarabia przez rok, a na dodatek na zakończenie budowy dostaje premię, której wartość przekracza dwudziestoletnie zarobki tegoś Kowalskiego - dobitnie świadczy, w grupy jakich państw się zaliczamy.
Ale nawet nie to jest najważniejsze. Ważniejsze jest to, czy rzeczywiście trzeba płacić tak skandalicznie dużo, aby dostać menadżera wysokiej klasy?
Tak się składa, że sama znam kilku menadżerów. O ile mi wiadomo, każdy z nich jest wysoko cenionym specjalistą. I zapewniam - żaden z nich nawet nie zbliżył się do poziomu wynagrodzeń panów K. i H. Może dlatego, że nie pracują na państwowym, tylko w sektorze prywatnym?
Należy pamiętać, że menadżer nie jest żadnym wielkim specjalistą. To po prostu facet - najczęściej facet - który jest na tyle pozbierany, że potrafi ogarnąć logistycznie duży projekt, i na tyle bezwzględny, że potrafi wydusić z ludzi wszystko, aby projekt udał się w terminie i bez niedoróbek.
Niby sporo, ale też i żadne halo!
Prawdziwą robotę odwala architekt, kierownik budowy itd. I to oni właśnie biorą na siebie odpowiedzialność.
Budowa Stadionu Narodowego to budowa tak prestiżowa, że powinna przyciągnąć dobrych menedżerów, którzy - nawet za niewielkie pieniądze - wyrobią sobie w branży nazwisko i znajomości.
Ciekawe też, jakie pieniądze panowie H. i K. zarabiali PRZED zatrudnieniem ich przez budżet? Rzeczywiście trzeba było jakichś nadzwyczajnych starań, żeby ich pozyskać?
A na koniec - żeby nie było, że tylko narzekam - propozycja zmiany, która uzdrowi radykalnie sytuacje na rynku "bezcennych menedżerów".
Odpowiedni organ ogłasza (wszędzie, gdzie się da - w prasie, tv i radiu, opłaci się, zapewniam!) nabór na prezesa PL 2012. Powstaje komisja, obradująca JAWNIE. Kryteria naboru są podane: wykształcenie, doświadczenie, kontakty ... bo to ważne w tej branży.
No, i zgłoszonych kandydatów ocenia się tak: z tych, którzy spełniają kryteria, przyjmuje się tego, który zgodzi się pracować za NAJNIŻSZE wynagrodzenie.
I w kontrakcie obiecujemy mu premię: jeśli budowa zostanie ukończona PRZED terminem, BEZ usterek, ewentualnie - jeśli w jakiś sposób zostały zaoszczędzone pieniądze. Wtedy Skarb Państwa nadwyżką dzieli się z menedżerem.
I wtedy okazałoby się, że - być może - młody, zdolny, rzutki menago zgadza się pracować za cenę kilkaset razy mniejszą, niż panowie H. i K., a rezultatem byłyby piękne obiekty, bezusterkowe, zbudowane PRZED terminem.
I tego sobie i Państwu życzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)