Przed wyborami Polska była zieloną wyspą. Emerytury były bezpieczne, kraj kwitł, nie było potrzeby podnoszenia wieku emerytalnego. Ufni w obietnicę 300 mld, Polacy zagłosowali za PO.
Po wyborach było już wyłącznie gorzej (ale nie na tyle, żeby nie dać lekką ręką 6 mld UE). 300 mld poszło się ... czochrać, podatki trzeba było podwyższać, no i konieczna okazała się reforma w postaci wydłużenia okresu pracy (czyli skrócenia okresu pobierania emerytury). Jednak, jak nas do niedawna zapewniano - to dla NASZEGO DOBRA. Z przejęciem na ślicznych buziach platformesi tłumaczyli, że bez tej "reformy" Polacy będą dostawać niskie emerytury, a po tej "reformie" - bardzo duże.
(Tu dygresja - pamiętam, jak reformę emerytalną Buzka reklamowano w identyczny sposób).
Podczas piątkowej debaty z twarzy premiera spadła maska. Zamiast słodzić nam wyższymi emeryturami, wypalił prosto w szeroko otwarte ze zdumienia gęby, że reforma jest konieczna, bo ... inaczej system się zawali.
I teraz proszę przed siebie wystawić jedną dłoń, rozcapierzyć paluszki i policzyć wersje. Wyszło: trzy? No, to znajomość rachunków w zakresie podstawowym zaliczona.
Trzy wersje oznaczają, że dwie są kłamliwe, a jedna prawdziwa. Co do pierwszej kłamliwej wersji, to pan Premier sam nam ją wskazał: kłamał w kampanii wyborczej, bo inaczej PO by przegrała. Ot, szacunek dla wyborcy ;-D
(Dygresja druga - jak to leciało? Kłamaliśmy rano, kłamaliśmy wieczorem ;-D Tylko, że TAMTEN został nagrany wbrew własnej woli, a TEN przyznał się do tego dobrowolnie i w świetle kamer ;-D )
Pozostały dwie wersje powyborcze. Która jest prawdziwa?
I pytanie do wyborców, którzy w ostatnich wyborach głosowali na PO: jak się z tym czujecie?
Teraz, kiedy wszyscy już wiedzą, że zostaliście w......ni, i to bez mydła?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)