Wiem, że zaraz wpadnie tu jakiś gorący wielbiciel Partii Miłości i szyderczo zauważy, że cieszę się przedwcześnie.
Proszę się nie fatygować - sama wiem, że NA RAZIE jeszcze nic pewnego powiedzieć nie można.
Ale ...
Czy Państwo też mają, jak ja, poczucie dysonansu w doskonale dotyczczas grającej orkiestrze? Do tej pory - wszyscy na PiS, a teraz ... narracja się rozdwoiła .Zupełnie, jakby chór zaczął grać pod dyktando DWÓCH dyrygentów.
Odnoszę takie wrażenie, graniczące z pewnością, że "medialne zlecenia" i "przekazy dnia" zaczęły wychodzić z dwóch żródeł. Nie to, że zaraz konkurencyjnych wobec siebie, ale jednak wyraźnie różnych. Linia podziału, w tym przypadku, biegnie pomiędzy "domem medialnym" Michnika a mediami około tvn-owskimi.
Co do Michnika - nie muszę przecież pisać. Każdy wie. Paradowska, Żakowski, Wielowieyska, Wróbel ....
A właśnie, Wróbel Jan. Prowadzi poranki w Tok FM. O niebo inteligentniejszy od takiego Chlasty czy Kozaka, tudzież Wielowieyskiej, swóh proceder uprawia grzenie, milusio i z szerokim uśmiechem na wargach. A w zębach - sztytet, i to tępy. W ostatni poniedziałek zaprosił Millera - tak, Zero Millero - aby porozmawiać o upadku obyczajów sejmowych i nie tylko. Na koniec dyskusji zadał pytanie o możliwą koalicję SLD z PiS. Stary aparatczyk Miller zareagował jak pies Pawłowa, na co Wróbel radośnie zachichotał.
Tyle o szczuciu. Bo to jest szczucie - premedytacyjne, konsekwentne i podłe szczucie. Szczucie, które ma pisowcom odebrać nie tyle nawet godność, ile człowieczeństwo. Tak to się robi w systemach totalitarnych. Tak odbierano człowieczeństwo Żydom w Niemczech Hitlera. Tak robili Hutu, zanim wzięli się za systematyczne wyżynanie Tutsi. Tak to działa. Odarcie z godności, niczym Palikot Lecha Kaczyńskiego ze skóry, a potem zabicie.
No więc - szczucie mamy z głowy. Reszty agorowej stajni opisywać nie ma potrzeby. Objawy może tylko się nasiliły. Sssssssss .... ssssssssss ... wy i my NIE jesteśmy jednej krwi!
Zadziwiła mnie natomiast ostatnio Olejnik. Kto chce i może, niech odnajdzie jedną z jej ostatnich "kropek". Tę z Wildsteinem i Ireneuszem Krzemińskim.
Po prostu - zawał serca pod wpływem szoku.
Olejnik pokornie wysłuchiwała tyrad Wildsteina, traktując Krzemińskiego jak opóźnionego w rozwoju, chamskiego, nadpobudliwego prostaka.
Fakt, że Krzemiński z całych sił zapracował sobie na tę opinię: zaczął od napuszonej tyrady w obronie ukochanej waaadzy, w trakcie bronił waaadzy jak cnoty (Wildstein nazwał go "rzecznikiem rządu", na co Olejnik, zamiast wdeptać go w gnój, zauważyła z maleńkim uśmieszkiem, że pan profesor nie jest rzecznikiem rządu. Wildstein przytomnie odrzucił, że w każdym razie sprawuje taką funkcję. Olejnik - nic), w międzyczasie po chamsku nie dopuszczał adwersarza do głosu, a na koniec wykrzyczał, że nie wolno - nie wolno! - protestować przeciwko legalnie wybranej władzy.
Rozumiecie to? Czujecie czar Krzemińskiego?
Olejnik na koniec oschle pouczyła Krzemińskiego, że NIE WOLNO PRZERYWAĆ KOMUŚ.
Ja wiem - zaraz tu się zbiegną tacy różni, którzy stwierzą, że Olejnik zachowałą się jak profesjonalny dziennikarz.
I ja przyznaję, że tak. Zachowała się.po raz pierwszy od lat.
I o to właśnie mi chodzi. Ktoś dał jej "medialne zlecenie", aby tak się zachować. Kto?
No, i ostatnia rzecz, ale najważniejsza. Kto jest lepiej poinformowany? Czyje "przekazy dnia" od niedługo będą obowiązujące?
I to są dziś ciekawe pytania.
P.s. Piotr Duda uniemożliwił posłom przez pewien czas (krótki) opuszczenie Sejmu. Dokonał tego, czego nie zdołam dokonać nasz wielki bohater, ikona sztuki - Tadeusz Reytan. Zgodnie z logiką, powinien być uwielbiany przez ludzi, a szczególnie - historyków.
Oby Duda skończył lepiej, niż swój poprzednik.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)