Na początek mój własny, osobisty, coming out: wbrew utartemu schematowi (jestem wierzący, ale niepraktykujący) jestem niewierząca, ale czasami, rzadko, praktykująca. Natomiast mam głeboki szacunek dla Kościoła jako organizacji.
No, może nie do końca jest tak, że nie wierzę - bardziej można mnie określić jako agnostyka: wiem, że nic nie wiem, sprawdzić się nie da, a na wiarę przyjąć trudno. Dopuszczam jednak myśl, że jakiś Bóg istnieje. Jak najbardziej.
Natomiast co do chrześcijaństwa - uważam, że gdyby do tej pory nie zostało wymyślone, należałoby je stworzyć teraz. Nie potrafię też, zwyczajnie nie ogarniam rozumem, postawy gorliwych antykatolików (czy antychrześcijan), którzy starają się "nawrócić" wiernych na odejście od wiary, i którzy jednocześnie uważają się ludzi inteligentnych. Racjonalną postawą jest właśnie UMACNIANIE wiary ludzi prostych!
No, bo tak naprawdę, to która z zasad chrześcijańskich, wyrażona w Dekalogu, im sie nie podoba? Nie zabijaj, nie kradnij, nie zdradzaj?
Ależ, drogi niewierzący, weź Ty sobie prywatnie wierz w co chcesz - w feng shui czy scjentycyzm - ale nie okazuj tego na zewnątrz! W Twoim, najlepiej pojętym, interesie, leży przecież, aby jak NAJWIĘCEJ osób wyznawał chrześcijaństwo!
Nie przemawia też do mnie argument, że wiara jest sprawą wyłącznie prywatną osób wierzących. Kościół jest jedną z najstarszych instytucji na świecie, i bez Kościoła katolicyzm nie istnieje.
Piszę o tym dlatego, że wczoraj w Tok Fm, między godziną 20 a 21, wysłuchałam części audycji na temat Kościoła. Niestety, fragmentaryczność odsłuchu, spowodowana jazdą samochodem, spowodowała, że nie jestem w stanie podać ani tytułu audycji, ani nazwisk osób w niej biorących udział. Wydaje mi się, że rozpoznałam głos Passenta i takiego jednego pana z Liberte, straszliwego lewaka.
Otóż wszyscy panowie, w kontekście obecnego konklawe, rozważali różne aspekty życia duchowego Kościoła, no i, oczywiście, mieli dla wiernych mnóstwo dobrych rad, jak sprawić, by katolicyzm był lepszy, niż jest obecnie.
Pierwszym warunkiem jest, oczywiście, reforma Kościoła. Jak już się Kościół zreformuje - w duchu większej pobłażliwości, otwartości i demokratyzacji - to już będzie znacznie lepiej.
No, ale to jest jednak dopiero warunek wstępny. W drugim etapie reformy niezbędne jest jednak zlikwidowanie Kościoła. Oczywiście, warto byłoby, aby samo się zlikwidowało (no przecież Państwo Watykańskie musi kiedyś upaść! Przecież to państwo, a wszystkie państwa upadają, wcześniej czy później, wykrzyknął w widoczną w głosie nadzieją jeden z panów), ale to jednak trudno tak oczekiwać bezczynnie, więc warto się przyczynić do tego upadku.
Trzeci etap reformy, jeśli dobrze zrozumiałam wędrujące beładnie myśli obecnych w studiu panów, polegałby na zastąpieniu obecnej myśli teologicznej, która jest na tragicznym wręcz poziomie, myślicielami o większym kalibrze intelektualnym - i w tym miejscu, bez nacisku, ale z wyraźną zachętą, zanęcono nie kim innym, jak Żiżkiem.
W sumie nie mam pewności, czy etapy reformy podałąm w prawidłowej kolejności (jak już pisałam, kierowałam się prostym następstwem czasowym, ale poziom dyscypliny intelektualnej u obecnych w studiu był taki, że się nie upieram. Etapy pewnie można przesuwać dowolnie.
Warunek sine qua non - likwidacja tego przestarzałego, opresyjnego, feudalnego przeżytku, jakim jest Kościół Katolicki.
A gdy już Kościół zreformuje się na tyle, aby wybory papieżycy przeprowadzać przez Internet, w głosowaniu równym i powszechnym ...
Gdy zniknie znienawidzona opresyjność, czyli Kościół przestanie wreszcie straszyć piekłem za taki drobiaz, jak kradzież czy mordestwo ...
Gdy Kościół ... wróć, wspólnota, Kościoła nie będzie ... zacznie się wreszcie kierować światłymi wskazówkami Żiżka, zamiast myślą takich miernot intelektualnych, jak Benedykt XVI ...
I gdy wreszcie z krajobrazu poznikają wszystkie kościoły, kapliczki, krzyże ...
... to obecnych w łódce trzech panów (nie wiem, czy był tam pies) łaskawie nie będą się wtrącać w to, w co tam sobie w duchu wierzy przeciętny Kowalski.
Chyba, że postęp naukowy pójdzie nieubłaganie do przodu, i będzie można kontolować takie myśli - a, wtedy to co innego. Wtedy każdemu wszczepi się niechęć do Dziesięciu Przykazań oraz do Żiżka, Che i Stalina.
By żyło się lepiej.
Degeneratom.
P.s.Nigdy nie ukrywałam że o dziennikarzach mam wyjątkowo niskie mniemanie, ale też pracują oni bez przerwy - całą prawdę, całą dobę - aby mnie utwierdzić w tym przekonaniu



Komentarze
Pokaż komentarze (18)