Owszem, takie zegary istnieją - i to wcale nie w przenośni!
Ostatni numer "Mojego pięknego ogrodu" sprawił mi wielką radość i niespodziankę - tym artykułem:
http://www.mojpieknyogrod.pl/praktyczny-ogrodnik/artykul/zegary-sloneczne-czyli-sloneczniki
Niełatwo mnie zaskoczyć, bo od lat kupuję chyba wszyskie (albo przynajmniej najlepsze) czasopisma poświęcone roślinom - Kwietnik, Ogrody, Magnolia i właśnie ww. MPO. Tematzka kolejnzch numerów, z powodów dość oczywistych, jest w gruncie rzeczy przewidywalna: rośliny sezonowe, nowości ogrodnicze, rośliny do słoca i do cienia, ogrodowe, pokojowe i na tarasy ... i czasem, dla urozmaicenia, coś o kamieniu w ogrodach tudzież oczkach wodnych.
Jeśli pamięć nie płata mi figla, to zegarom słonecznym nikt nigdy nie poświęcił żadnego artykułu - a lubię, lubię! W dziecińswie, rzecz jasna, zbudowałam niejeden - i w naiwności swojej myślałam, że wystarczy narysować okrąg, a w środek wetknąć patyczek ...
Nie miałam pojęcia, że istnieje cała dziedzina wiedzy, zwana "gnomoniką", że całę pokolenia; uczonych pracowały nad udoskonalaniem "słoneczników" ... Oczywiście, Tadeusz Przypkowski nie był dla mnie terra incognita, ale feministki powinny zainteresować się Marią Kuncewicz - a dlaczego, to już niech same sprawdzą.
Zegary stacjonarne i przenośne, poziome i wertykalne, duże i małe ...
Już wiem, że mam nowe hobby, i wiem też, o co prosić Mikołaja w tym roku ... bo są i sklepy oferujące różnego rodzaju zegary słoneczne, klepsydry i budole - ale ponieważ nikt mi za reklamę nie płaci, to proszę sobe samemu już znaleźć.
Artykuł pod podanym linkiem jest skróconą wersją artykułu papierowego - naprawdę warto wysupłać tych parę złotych na miesięcznik.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)