Wczoraj odbył się marsz Prawa i Sprawiedliwości w obronie demokracji i wolnych mediów. Pokojowe demonstracje to instytycja znana całemu demokratycznemu światu, ale władza i zaprzyjaźnione z nią media były innego zdania i wykrzykiwały to zdanie w sposób wręcz histeryczny. Najmniejsze, co miało spotkać Polskę, to jej podpalenie. Okazało się, że marsz miał przebieg wyjątkowo spokojny, co w sposób rozstrzygający pokazał, że władza zwyczajnie oszalało ze strachu.
Przy okazju władza i gadzinówki podjęły starą narrację, że Prawo i Sprawiedliwość jest "partią antystysemową". Co to znaczy, to do końca nie wiadomo, ale wydaje się, chodzi o to, że PiS chce przejąć w Polsce władzę. Trzeba bowiem podkreślić, że nasi ukochani przywódcy nawet nie próbują ukrywać, że "władzy raz zdobytej nie oddadzą niegdy". Świadczą o tym liczne wypowiedzi Tuska, który publicznie twierdził, że "on jest po to, by nie dopuścić PiS do władzy". Wczoraj przytoczyłam sporo wypowiedzi prominentnych polityków głównego nurtu, którzy zdradzają antydemokratyczne ciągotki - dożynanie watah, kordon sanitarny wokół PiS. Ba - przedstawiciele obozu władzy u "Sowy" prowadzili rozmowy, z których wynikało, że dla utrzymaniu się przy żłobie zrobią wszystko, nawet jeśli trzeba będzie złamać Konstytucję: dodrukują pieniędzy, sztucznie obniżą ceny paliw .... A przecież wszyscy mamy świadomość, że wyciekła tylko niewielka część tych rozhoworow", które powinni się skończyć Trybunałem Stanu. Proszę łaskawie zauważyć, że ani premier Tusk, ani premier Kopacz - nie wyciągnęli konsekwencji w stosunku do tych osób, co oznacza, że aprobują takie metody.
W przeciwieństwie do obozu władzy PiS używa metod ściśle demokratycznych.
Po czyjej więc stronie leży antysystemowość? Moim zdaniem - oczywiscie antysystemowy jest rząd koalicyjny, który nawet nie ukrywa, że od stołków nie da się odsunąć za żadną cenę.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)