Chyba od samego początku historii człowieka władza była mniej lub bardziej związana z wiarą. Czasami, jak w przypadku "arcychrześcijańskich" monarchów, władza świecka brała się z namaszczenia pomazańca. Kiedy indziej i gdzie indziej władcy byli po prostu wcieleniem bóstwa (tak np. postrzegano faraona w starożytnym Egipcie). Takie osadzenie władcy świeckiego w "strukturach" niebieskich dawało oczywistą korzyść, którą na ogół rządzący potrafili wykorzystać: nabożny szacunek dla osoby, która swą władzę sprawuje z mocy boskiej, był przecież korzystny z wielu względów.
Demokracja jest pozbawiona tego nadprzyrodzonego rysu, toteż rządzący sami starają się o to, by respektowano "ich prawa", wymuszając szacunek poprzez machinę policyjno-sądową. W Polsce obrona dobrego imienia konstytucyjnych organów państwa jest posunięta bardzo daleko. Słynna jest już sprawa "Tuska matoła", za które to napisy kibice płacili wysokie grzywny. Unia Europejska ma w tym zakresie ustawodawstwo znacznie bardziej surowe dla rządzących, więc bloger Matka-Kurka, który napisał tekst o "dwóch ruskich cwelach" i został przez sąd uznany winnym, odwołał się do Strasbourga i dam sobie obie ręce obciąć w nadgarstkach, że wygra.
Któż to są te "konstytucyjne organy państwa"? No cóż - przede wszystkim prezydent i premier. Pierwszy wybrany w głosowaniu powszechnym a drugi - nawet nie to. Po prostu urzędnik partyjny. Te władze - to są ludzie, których wybraliśmy, aby nam dobrze organizowali życie. Co to ma wspólnego z szacunkiem? Oczywiście, jak każdy obywatel mają swoje prawa, ale przepisy o ochronie konstytucyjnych organów są u nas po prostu groteskowe. Najzwyczajniej w świecie część osób zapomniała, co to jest demokracja.
A skoro już doszliśmy to tego miejsca - co to jest demokracja? Jest to taki ustrój, w którym większość społeczeństwa wyraża swoją wolę, ale muszą też być respektowane pewne prawa mniejszości. Nie tylko tych seksualnych, ale też - politycznych. Czy w Polsce ta zasada jest respektowana? Od ponad siedmiu lat - nie, i to w sposób bardzo brutalny. Partia rządząca nie ukrywa, że nienawidzi partii opzycyjnej i odmawia jej najzupełniej słusznych i normalnych praw. No, bo czym innym jest "dożynanie watah", "powstrzymywaniem PiS przed powrotem do władzy" czy odgradzanie PiS kordoname sanitarnym? ... Czy jest odmowa przez oszalałego z nienawiści posła partii rządzącej wszelkich wywiadów np. "Gazecie Polskiej"? Przecież to jest po prostu deptanie reguł demokracji!
Dodatkowy aspekt tej sprawy jest taki, że wyborcy PiS, chcąc nie chąc, również skaładają się na utrzymanie aparatu władzy - czyli również oszalałego z nienawiści posła, plującego na wszystko, co nie jest wystarczająco czołobitne w stosunku do PO!
Dość przewrotną jest sytuacja, w której wyborcom PiS odmawia się normalnych demokratycznych prawa, a wymaga się szacunku dla "konstytucyjnych organów władzy" ...
Zresztą sytuacja, choć fatalna, nie jest nowa na świecie. Przecież legalnie i demokratycznie wybrany Hitler też "dorżnął watahy" i stworzył wokół nich kordon sanitarny. Nawet było to naukowo uzasadnione .... Wtedy "watahami do dorżnięcia" byli Zydzie i Cyganie, obecnie - PiS. Mechanizm jest jednak identyczny. I jeśli szybko nie powstrzymamy tego szaleństwa rządzących, może się skończyć naprawdę niewesoło.
Życzę więc nam wszystkim, aby sytuacja w Polsce zaczęła wreszcie przypominać demokrację normalną, a nie ułomną.


Komentarze
Pokaż komentarze (126)