Animela Animela
1043
BLOG

Lemingi i mohery

Animela Animela Polityka Obserwuj notkę 61

Jednym z największym kłamstw publicystycznych ostatnich lat jest teza o głębokim i właściwie niezacieralnym podziale naszego narodu, charakterystycznym dla społeczeństw postkolonialnych. Nie oznacza to oczywiście, że w Polsce nie ma podziału, i to głębokiego, ale nie przebiega on po linii tubylczy naród kontra renegaci wysługujący się obcemu najeźdźcy. Gdybyż to było takie proste …

Jak wiadomo, podstawą dobrego leczenia jest odpowiednia diagnoza. Na nic nawet najlepsze lekarstwa przeciw rakowi, gdy chory zapadł na gruźlicę. Nawet najbłyskotliwsze zdanie, jeśli nie jest zbudowane na rzetelnej obserwacji i poprawnym wyciągnięciu wniosków, w żadnym przypadku nie może przyczynić się do ozdrowienia sytuacji – przeciwnie, może tylko to rozdarcie pogłębić. Bo faktycznie – pęknięcie jest, ale przebiega po zupełnie innych liniach, niż widzą to niektórzy „niepokorni” publicyści.

Okresu PRL nie da się oceniać w kategoriach „jednolitości”. Nie da się porównać Polski Bieruta czy Gomułki z Polską Gierka, a potem – Jaruzelskiego. Trzeba przyznać, że terror stopniowo łagodniał, ale też i społeczeństwo przechodziło metamorfozy. PRL za Gierka to był czas szalejącej wolności słowa w porównaniu z tym, co mamy obecnie. Naprawdę – opowiadało się dowcipy, i to polityczne, istniały kabarety polityczne (i one wyśmiewały się z władzy, a nie opozycji – naprawdę!); literatura zaangażowana (najczęściej pod płaszczykiem s-f) krytykowała władze polskie i sowieckie po równo – po lekkim zakamuflowaniu, co cenzura najczęściej puszczała; twórczości konieczność przebijanie się przez cenzurę robiło bardzo dobrze). Normalny człowiek nie bał się czytać „nieprawomyślnych” książek czy opowiadać „opozycyjnych” dowcipów (nawet w obcym towarzystwie – a był tych dowcipów bardzo potężny urobek). Gdy zaś Jaruzelski wprowadził stan wyjątkowy, ludzie się skonsolidowali. Nie można zresztą było inaczej – w warunkach „niedoborów gospodarczych” trzeba było mieć sporą „grupę wsparcia”, bo inaczej po prostu żyć się nie dało. Można to – uczciwszy oczywiście proporcje – przyrównać do kombinowania „za gestapo”.

Wiem, wiem. Nie wszyscy byli święci. Świnie zdarzają się zawsze i wszędzie – Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem. Jednak większość była albo w porządku, albo przynajmniej neutralna. Bo żeby być świnią, też na ogół potrzeba trochę odwagi.

Po roku 1989 sytuacja była zupełnie klarowna: byliśmy „my” i nieliczni „oni”. „Komuch” przez pewien czas to było najgorsze wyzwisko. Chcieliśmy cywilizowanej lustracji, ponieważ było to sprawdzone w krajach cywilizowanych narzędzie zabezpieczające przez szantażem. Nie udało się – właśnie dlatego, że jesteśmy społeczeństwem ZBYT łagodnym i przyzwoitym. No, i Michnik oraz jego środowisko zaczął pracować – wedle odwiecznej zasady „rządź i dziel” - na podzielenie ludzi na elitarnych agorowych i zaściankowych nie-agorowych … ale nawet to jeszcze nie doprowadziło do prawdziwego, głębokiego, podziału. Tego zdołał dokonać Tusk z pewną pomocą niemieckich przyjaciół (i ich pieniędzy) z upokarzającym nas do żywego „moherowym beretem” oraz „zabierz babci dowód”.

Było mu to niezbędne do wygrania wyborów – a wybory w roku 2007 Platforma Obywatelska MUSIAŁA wygrać ze względu pieniądze – lata 2007-2013 to okres gigantycznych unijnych dotacji, idących w miliardy złotych. Wiadomo było, że tylko otarcie się o procenty od tych sum (nie mówiąc już o zwyczajowym bakszyszu) pozwoliło na wyrośniecie wielu gigantycznych fortun. No, a potem była katastrofa pod Mirosławcem, która – podejrzewam – była dziełem przypadku, posłużyła jednak jako pewien wzorzec, który dość dokładnie, tyle że na o wiele większą skalę, powtórzył się nad Smoleńskiem. Kto jeszcze pamięta słowa Tuska o tych, którzy zginęli NAD Smoleńskiem? …

Prawdziwy polski podział dokonał się w roku 2005, w wyniku nieprzepartej chciwości pewnej grupy osób. Potem, jak podejrzewam, rzecz toczyła się już dość automatycznie: Smoleńsk zdarzyć się musiał. Chyba wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że prezydent Kaczyński MUSI zginąć … prawda? A zapowiedzi i proroctw było wystarczająco dużo, by nie mieć wątpliwości.

Po Smoleńsku podział jeszcze się pogłębił, choć dla pewnej części społeczeństwa była to cezura, która pozwoliła na ZROZUMIENIE. Tak się stało, na przykład, z moim mężem, który wcześniej uległ temu klasycznemu zatruciu jadem sączonym z Gazety Wyborczej i tvn – a takich osób znam kilka.

Nie ma nic groźniejszego, niż niedocenianie przeciwnika. Uznawanie kogoś za gorszego tylko dlatego, że ma odmienne od nas poglądy, to objaw braku kultury intelektualnej. „Mohery” bardzo często bywają inteligentne, świetnie wykształcone, bogate, obyte w świecie – choć równie często, a pewnie i częściej (prawo statystyki) znajdują się w tej grupie uczciwi chłopi – przywiązani do tradycji, uparci i pewni siebie. „Lemingi” również często rekrutują się spośród naukowców i artystów, ale zdecydowanie więcej (i to też jest prawo statystyki) jest wśród nich złodziei, morderców czy bezrobotnych. Faktem jest, że po stronie PO sytuują się ci, którzy coś tam mają za uszami. Niekoniecznie zaraz coś wielkiego – ot, jakiś haczyk w życiorysie … Znam pewną panią profesor z doskonałej rodziny, pracowitą, inteligentną, kulturalną, uczciwą, która w czasie „afery rozporkowej” wraz ze mną utyskiwała na upadek obyczajów dziennikarskich, śmiała się z akcji „cała Polska szuka ojca dziecka kochanki Leppera” i ogólnie była po stronie PiS. Wszystko się zmieniło, gdy prezydent Kaczyński odmówił jej mianowania na profesora, ze względu na to, że pani była stypendystką Fullbrighta. Oto, jak drobne kwestie determinują czasem nasze postawy polityczne …

Uważam, że najbliższe wybory parlamentarne (bo prezydenckie o wiele mniej wpływają na nasze życie) będą mieć decydujący wpływ na zatarcie albo pogłębienie podziału Polaków. Jeśli wybory będą znów „zafałszowane” i do władzy po raz trzeci dojdzie ekipa tak katastrofalnie źle rządząca, to podział na pewno mocno się utrwali. Jeśli jednak, zgodnie z logiką i życiowym doświadczeniem, górę weźmie PiS, to jest szansa na wyleczenie chorego człowieka Europy – pod warunkiem, że zwycięzca zachowa się mądrze i TAKTOWNIE.

W Kaczyńskiego pod tym względem wierzę. Czy będzie jednak potrafił powściągnąć swoich, czasem zbyt barwnych, harcowników? …

Czas pokaże.

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (61)

Inne tematy w dziale Polityka