Kilka osób zamieściło już najnowszy sondaż prezydencki, więc ja to sobie daruję. Ważne jest, że prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu przydzielono 53 procent, a Dudzie - 19; przy czym w stosunku do poprzedniego sondażu Dudzie poparcie nie drgnęło, a Koorowskiemu - spadło o 3 punkty. Oczywiście, inna sondażownie mogą przydzielić zupełnie inne procenty poparcia, więc tym się w ogóle nie ekscytuję. W Polsce nawet trwały trend wzrostowy lub spadkowy może być mylący (i zazwyczaj tak bywa) - ostatecznie po coś ta nasza PKW jeździła się szkolić do Moskwy, prawda? ...
Istotne jest to, że urzędujący od prawie pięciu lat prezydent, mający za sobą absolutnie całą machinę partyjną, rządową i medialną (z nielicznymi rodzynkami) ma raptem ponad 30 procent przewagi nad konkurentem, który został wyciągnięty doprawdy jak królik z kapelusza. A przecież Andrzej Duda nawet jeszcze nie rozpoczął kampanii wyborczej!
(A ci, którzy przed dozwolonym terminem startu kampanii narzekali, że Duda ją słabo prowadzi, powinni być zapamiętani jako wrogowie lub idioci).
Prezydent Komorowski, choć wyjątkowo zręcznie wypromowany za pomocą kampanii gafowej, po prostu MUSI tracić popularność w sytuacji, gdy Platforma Obywatelska przeżywa tak trudne chwile. Obecnie już nie ma dnia, by media nie doniosły o jakiejś kolejnej aferze: a to jakiś minister wziął sztabkę złota, a to politycy PO są podejrzewani o cichy udział w toksycznych "Orlikach", a to infofera ... i tak to się kręci. Wręcz uważam, że na Andrzeja Dudę może zagłosować część elektoratu PO - po prostu kontrast między kandydatami jest po prostu bolesny.
Stawiam tezę, że w chwili obecnej los Platformy Obywatelskiej jest w rękach Piotra Dudy i innych związkowców. Jeśli oni nie będą pacyfikować nastrojów społecznych, to fala niezadowolenia rozleje się po całym kraju. Co prawda Duda w wygaszaniu strajków ma wielką biegłość, ale tym razem może bać się konkurencji ze strony OPZZ czy związków rolniczych.
Dlatego uważam, że nawet to oficjalne sondażowe poparcie obu kandydatów stopniowo będzię się wyrównywać, i tylko od tego, jak wielka będzie skala strajków, zależeć będzie, czy Andrzej Duda wygra wybory prezydenckie.
Zwłaszcza, że tych jest o wiele łatwiej dopilnować, niż samorządowych.
Na koniec: "pierwszych naiwnych" polskich mediów oraz polityki, którzy ubolewają, że Kaczyński stchórzył i dlatego wystawił Dudę, uprzejmie informuję, że dokładnie to samo zrobił premier Tusk w tym złowrogim roku 2010, nie startując jednak po wymarzony podżyrandolowy stolec, tylko rozpisując farsę, dla niepoznaki zwaną "prawyborami".


Komentarze
Pokaż komentarze (31)