Ostatnio media obiegła informacja, że kancelaria prezydenta Marcona na wynagrodzenie dla jego makijażystki zapłaciła 26 tys. euro w ciągu 3 miesięcy. Najbardziej dobroduszni przyjęli tę informację z dobrodziejstwem inwentarza; nieco bardziej wyrobieni intelektualnie i politycznie podejrzewają, że tak naprawdę makijażystka maluje jego żonę - Dzidzię Piernik. A ja, jak zwykle, mam własną teorię spiskową.
Opiera się ona na liczbach: makijażystka zarobiła prawie 5 tys. euro miesięcznie, podczas gdy średnia płaca we Francji to ponad 8 tys. euro. Uważam, że Macron zatrudnił własną kochankę, płacąc za nią publicznymi pieniędzmi.
Ostatnio media obiegła informacja, że kancelaria prezydenta Marcona na wynagrodzenie dla jego makijażystki zapłaciła 26 tys. euro w ciągu 3 miesięcy. Najbardziej dobroduszni przyjęli tę informację z dobrodziejstwem inwentarza; nieco bardziej wyrobieni intelektualnie i politycznie podejrzewają, że tak naprawdę makijażystka maluje jego żonę - Dzidzię Piernik. A ja, jak zwykle, mam własną teorię spiskową.
Opiera się ona na liczbach: makijażystka zarobiła prawie 5 tys. euro miesięcznie, podczas gdy średnia płaca we Francji to niecałe 3 tys. euro. Uważam, że Macron zatrudnił własną kochankę, płacąc za nią publicznymi pieniędzmi.
Francuscy prezydenci temperament i obyczaje przejęli po swoich królach, z których prawie każdy miał kochankę (lub więcej). Mieli czas przywyknąć, dlatego np. pogłoski o tym, że Mitterand miał nieślubną córkę, wcale mu nie zaszkodziło w reputacji. Stąd też oczekuję, że wkrótce poznamy bliżej panią/pannę makijażystkę, a świat będzie mógł docenić jej urodę. Bo można się (nieszczerze) zachwycać, jak świetnie wygląda babcia żona Macrona, ale NIECO realizmu należy zachować :)
A tak na marginesie: w świetle pikujących notowań Macrona (w ciągu miesiąca stracił kilkanaście procent poparcia) uważam, że Francuzi ZASŁUGUJĄ na swego prezydenta. Choćby za Wandeę!


Komentarze
Pokaż komentarze (21)