11 obserwujących
570 notek
675k odsłon
  3121   0

Wielka,zbiorowa "histeria" daje teraz upust kolejnej, ale w mniejszej skali. Wybory 2020

Jesteśmy już tydzień czasu od II tury wyborów prezydenckich. Przyznam szczerze, że bardzo się obawiałem wyniku patrząc na mobilizację prawie 3/4 uprawnionych do głosowania. Obawa była najbardziej widoczna po pierwszych, sondażowych wynikach, gdzie różnica była minimalna. Jednak znowu exit polle okazały się mylić z niekorzyścią dla obecnego prezydenta. Potem cała otoczka głosowania opadała i mogliśmy wrócić do szarej rzeczywistości. Ale niekoniecznie owa rzeczywistość może okazać się taką samą. Jest ryzyko, że nic nie będzie takie samo. A przyczyny są przynajmniej dwie:

Po pierwsze przez prawie cały okres kampanii wyborczej począwszy od daty ogłoszenia pierwszych wyborów prezydenckich, a już od 10 maja w szczególności, mieliśmy do czynienia z olbrzymią, niespotykaną skalą zbiorowej histerii. Ta histeria przeradzająca się w obłęd, była nakręcana najpierw przez media mainstreamowe, następnie przez polityków opozycji dla których była to najprostsza taktyka niewymagająca myślenia i główkowania, a na koniec weszła ona w obieg samych wyborców. Było to zjawisko niebezpieczne, bowiem odnosiłem wrażenie, że zbliżamy się do granicy, kiedy to czynami niekoniecznie dozwolonymi, będziemy pokazywać swoje racje. Obraz wielkiej katastrofy: politycznej, prawnej, gospodarczej oraz społecznej, to był świat przedstawiany przez opozycję. Doskonale pamiętam podobną taktykę PIS sprzed kilku lat; tam nośnym hasłem była "Polska w ruinie". Jak można się domyślać nie zdała ona egzaminu. Tutaj mieliśmy podobnie. Można PIS obwiniać za wiele rzeczy, ale odpowiedzialność każdego Polaka każe obiektywnie stwierdzić, że nic takiego nie ma miejsca. Gdyby tak było z całą pewnością nie bylibyśmy w tym miejscu, gdzie jesteśmy. Niestety media, które tą odpowiedzialność i rozsądek powinny kierować i przypominać, o tym zapomniały lub mówić nie chciały. Znacznie prostszą taktyką jest gra emocjami, bo tutaj wysilać się nie trzeba. Ta zbiorowa histeria doprowadziła do tego, że nawet wysoka frekwencja nie pomogła, aby te wybory były świętem demokracji. Wysoka liczba ludzi przy urnach nie była spowodowana ich nagłym nawróceniem lub przypływem rozsądku; górę brały emocje, uprzedzenia, które sprawiają, że każdy patrzy na swój interes, swoją pozycję zapominając o interesie wspólnym narodu. A w mojej opinii prawdziwie głosowanie to takie, gdzie każdy oddaje głos wedle swoich poglądów, analizując za i przeciw. Teraz lekką ręką można powiedzieć, że spora część Polaków może mieć wyrzuty sumienia, bo gdy głosuje się nie do końca zgodnie z tym co chcę, to co to za demokracja?Ale tutaj przeważa wolność słowa, swoboda podejmowania decyzji, więc mało mówi się szerzej o aspektach głosowania.

Teraz, gdy znamy zwycięzcę i kurz kampanii osiada, mamy do czynienia z kolejną histerią. Ale już inną, na mniejszą skalę, a w zasadzie kontynuację tej wyborczej. Chodzi o uznanie wyborów przez polityków głównie związanych z Trzaskowskim i mediów, celebrytów (niektórych), którym ciężko jest pogodzić się z porażką. Słowa o emigracji, życiu w Polsce po 12 lipca stęchłej, śmierdzącej, gdzie nie ma chęci do życia dodatkowo wyrażonej płaczem czy desperacją. To tylko niektóre przykłady słów, które zwolennicy prezydenta Warszawy wypowiadają. Histeria, obsesja przybrała teraz taki wymiar. Ale z tą różnicą, że prócz niewielkiej garstki elity, większość Polaków (szczególnie tych głosujących na Trzaskowskiego) tego nie popiera; ma po prostu dość kampanii, wojennej bitwy, jest po prostu zmęczona. Na siłę ta niewielka część ludzi próbuje pokazać, coś ugrać, na siłę wmusić w tą resztę zwolenników coś o ta garstka nazywa normalnymi mechanizmami demokracji, a ci drudzy ją odrzucają z powodu znużenia czy też widzą, że jest to gra na wywołanie chaosu. Ale histeria napędzana przez Lisa i jemu podobnych sprawia, że przez siłę rażenia, zwykli obywatele są zmuszeni słuchać na nowo obsesyjnych tekstów, wystąpień, które powodują, że nasza, powyborcza rzeczywistość staje się marnym przykładem demokracji. Bo na Zachodzie w takich przypadkach uznaje się wynik, pokazuje szacunek i klasę. U nas przez egoizm, ta hierarchia została zachwiana.I może długo nie zostać uporządkowana.

Lubię to! Skomentuj76 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka