Polska Powiatowa Polska Powiatowa
85
BLOG

W 2026 roku nawet nie marnuj czasu na szukanie pracy w Polsce

Polska Powiatowa Polska Powiatowa Gospodarka Obserwuj notkę 1
Kryzys na polskim rynku pracy właśnie trwa. Ofert pracy jest coraz mniej, o podwyżkach można zapomnieć, a procesy rekrutacyjne stają się coraz cięższe i dłuższe. Witajcie w 2026 roku - roku bez perspektyw dla mas siły roboczej.

Miało już nigdy nie wrócić. Na to wskazywał rozwój gospodarczy. Te trzydzieści kilka lat drapieżnego polskiego kapitalizmu. Tak wynikało też z piramidy demograficznej polskiego społeczeństwa. Choć emerytów przybywa szybciej, przybywa też bezrobotnych. Takie cuda na kiju tylko nad Wisłą. Jak to w ogóle jest możliwe? Pracodawcy mieli przecież chodzić po domach i pytać o ostatnich chętnych do pracy na wioskach. Polacy mieli być panami na rynku pracy. Dyktować warunki. A tu okazało się, że będzie jak było. Może w tych kilku dużych miastach były lepsze lata, ale to już koniec. Skoro w mediach mówią, że jest słabo na rynku pracy, to oznacza, że kryzys zapukał do Krakowa czy Warszawy. Na polskiej prowincji — zarówno w dużych, stutysięcznych miastach, jak i kilkusetosobowych wioskach — bywa czasem trochę lepiej albo jeszcze gorzej. Bo generalnie zawsze było i będzie słabo na prowincji.


Problem w tym, że młodzi nie będą mieli czego już szukać w tych kilku polskich metropoliach. Zarówno rodowici mieszczuchy, jak i „wysysana” młoda krew z prowincji. Kończy się perspektywa znalezienia pracy po studiach. Tej lepszej już nie ma, a tę gorszą wykonują imigranci z Ukrainy, Białorusi, Azji, Afryki czy Ameryki. Duże miasta są już pełne ludzi, a to oznacza konkurencję na rynku pracy. Wysłanie stu CV nie oznacza dziś nawet jednego telefonu z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną. Możecie wysyłać, spamować, a ofert pracy nie ma i nie będzie. Kto mądry, już pakuje się na zagraniczną karierę w fabrykach i magazynach coraz gorzej prosperującej zachodniej UE. Kolejne stracone pokolenie bez przyszłości — nie tylko na własne mieszkanie na kredyt, ale nawet na wynajem w dużych miastach. Przy tak wysokich kosztach życia, jakie są w Polsce, i braku realnego wsparcia socjalnego dla bezrobotnych (na marny zasiłek z PUP trzeba mieć minimum 12 miesięcy składek ZUS poprzedzających rejestrację) można zapomnieć nawet o wyjściu z kolegami na piwo, żeby ponarzekać na biedę, nepotyzm czy samotność.


image


Polska ma jeden z najgorszych rynków pracy w Europie. Odsetek wolnych miejsc pracy zawsze był bardzo niski — nawet w latach rzekomego prosperity przed pandemią COVID-19. Liczba ofert pracy była znacząco poniżej średniej UE. W Czechach kilka lat temu, przy podobnym bezrobociu, odsetek wolnych miejsc pracy wynosił w najlepszym momencie około 6%, a w Polsce było to bodaj 1,5%. Nigdy więc nie było mitycznego rynku pracownika. Dlatego dostajecie teraz takie baty na rynku pracy — to nie była zmiana z jednego bieguna na przeciwny, tylko stąpanie po cienkim lodzie polskiego pseudodobrobytu. Jaki „rynek pracownika”, skoro trzy czwarte kraju to urzędy, szkoły, markety oraz ewentualnie szpitale, mundurówka i jakieś małe zakłady produkcyjne, tak zwane „Januszexy”? Nadmiar młodych ludzi bez perspektyw od lat pcha się do dużych miast albo kończy na emigracji. Teraz w dużych polskich miastach nie ma pracy, a na emigracji — tam, gdzie jeszcze względnie łatwo o zatrudnienie, jak w Holandii czy Irlandii — panuje kryzys mieszkaniowy.


Postępująca rewolucja AI i narzucony surowy ład ekologiczny zniszczą współczesnych dwudziesto- i trzydziestolatków, którzy i tak mogli być co najwyżej trybikami w korporacjach i montowniach. Polska, bez silnych fundamentów przemysłowych, nie ma szans na zapewnienie nawet tak nielicznemu pokoleniu miejsc pracy. Przy trwającym jednocześnie napływie taniej siły roboczej z Ukrainy, a w zasadzie już z całego świata, to jest game over dla wszystkich tych, wobec których pracodawcy mieli jakiekolwiek zastrzeżenia. Innymi słowy, jeżeli nie jesteś mężczyzną lub kobietą z wieloletnim doświadczeniem, uprawnieniami i nie masz więcej niż czterdzieści lat, będzie ci bardzo ciężko znaleźć jakąkolwiek pracę. Młodzi ludzie po szkołach i studiach, osoby po czterdziestce czy pięćdziesiątce, samotne matki, osoby otyłe, niskie, zbyt szczupłe, nieatrakcyjne — mogą sobie tymi CV podetrzeć, wiadomo co. Niestety kryzys trwa w najlepsze, choć w mediach pisze się ostrożnie, jakby dopiero zaczynało się dziać coś złego. Tymczasem źle jest już drugi czy trzeci rok. A gdy coś się minimalnie poprawi, znów ogłoszą „rynek pracownika” — i tak w kółko. A życie przeminie w wiecznym niedostatku, stresie i niepewności tego, co przyniesie jutro.

Opis rzeczywistości wymierającej Polski z XXI wieku

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka